made in poland

tekst Basia Czyżewska
|
10 Maj 2016, 11:40am

W ostatni weekend nie wszyscy leżeli plackiem na słońcu. Co ambitniejsi fashioniniści ciekawi mechanizmów, które rządzą polskim rynkiem mody, mieli rzadką okazję spotkać się z prawdziwymi autorytetami branży podczas dwudniowego pasma paneli dyskusyjnych i wykładów zorganizowanego przez Fashion Talks, obok targów mody Hush Warsaw.

My też tam byliśmy i słuchaliśmy uważnie. Szczególnie zainteresowała nas debata na temat znaczenia metki „Made in Poland". A oto czego dowiedzieliśmy się z rozmowy ilustratorki Olki Osadzińskiej i Ani Terej, dyrektorki Mercedes-Benz Fashion Week Warsaw:

otoczenie nas determinuje,
Olka Osadzińska: Jesteśmy w bardzo ciekawym momencie, jeśli chodzi o modę. Vetments i Gosha Rubchinskiy to bardzo ważne marki, które odwołują się do postradzieckiego stylu. Gdybyśmy urodzili się w Paryżu, Mediolanie czy Nowym Jorku to bylibyśmy inni niż jesteśmy, wychowani pomiędzy blaszakami pod Pałacem Kultury (nie dosłownie oczywiście). Ale to jest tylko punkt wyjścia. Istotne, co z tym doświadczeniem zrobimy dalej.

choć polskie korzenie można czytać w modzie na różne sposoby
Ania Terej: Polska tożsamość marki nie musi być wyłącznie nawiązaniem do estetyki, ale też innych elementów, z których Polska słynie — wykonania, rzemiosła, ręcznej produkcji. Tutaj doskonałym przykładem jest marka Magdy Butrym, której rzeczy są wykańczane ręcznie całymi dniami i godzinami. Myślę, że to bardzo ciekawy kierunek.

doceniajmy nasze uczelnie!
Olka Osadzińska: Polska szkoła daje bardzo klasyczne wykształcenie zawodom branży kreatywnej. Wyobraźcie sobie, że we Włoszech tylko dwie szkoły mody uczą wykrojów. Projektowanie mody oznacza tam projektowanie zarysu, a nie tego, z czego poszczególne ubrania się składają. Pod tym względem rzemiosło i pewnego rodzaju „fach w ręku", który mają polscy projektanci-rzemieślnicy, jak np. Aga Prus, są unikatowe na skalę światową.

polskie marki w większości stawiają na uniwersalne trendy,
Ania Terej: Zauważam, że polskie marki są niezwykle minimalistyczne. Używają stonowanych kolorów i prostych form. Takie projekty można równocześnie oglądać w Berlinie, Sztokholmie i Nowym Jorku. Jesteśmy bardzo międzynarodowi.

ale często zapominają o formie podania
Ania Terej: Pracując w showroomie Comme des Garçons w Paryżu, nauczyłam się między innymi, że ubrania muszą prezentować się idealnie. Ograniczona ilość wieszaków, odstępy między nimi to banał i detal, ale jest bardzo ważny, bo świadczy o jakości. Finalne wrażenie bazuje właśnie na takich drobiazgach.

i nie przywiązują dostatecznej wagi do PR-u,
Olka Osadzińska: Nasza rola polega też na tym, żeby pojawiać się w pierwszej dziesiątce skojarzeń w danej dziedzinie. Nie wystarczy robić super rzeczy, trzeba też o tym informować. Ja się przez 3/4 swojej pracy śmiałam, że mam lepszy PR niż rysunki i równocześnie trochę się tego wstydziłam, myśląc, że może powinnam inaczej. Wreszcie uświadomiłam sobie, że to część tej pracy.

ale wszystko jeszcze przed nami!
Anna Terej: Te skóry, z których słyną Włosi, to są lata wspierania pewnej branży i przemysłu, wyrobienie międzynarodowej renomony. To polityczno-gospodarczy proces. Myślę, że wszystko jeszcze przed nami. Zobaczymy, z czego zasłyniemy.

Olka Osadzińska: Jesteśmy bardzo młodym rynkiem i z tego należy zdawać sobie sprawę. Ominęło nas 50 lat kapitalistycznego rozwoju wszystkich naszych zachodnich sąsiadów i to jest doświadczenie nie do przecenienia. Mamy dobry punkt wyjścia (np. klasyczne wykształcenie w polskich uczelniach — przyp.red), ale potrzebny jest nam pomysł na to, co dalej. Trzeba popchnąć ten wózek na odpowiednie tory.

FashionTalks

Przeczytaj też:

Kredyty


Zdjęcie: Filip Okopny 

Tagged:
Μoda
polska moda
Olka Osadzińska
ania terej
made in poland