antologia polskiego modelingu: natalia siódmiak

#polishgirl został postawiony na Instagramie ponad 20 milionów razy (w chwili kiedy to czytasz, ta liczba pewnie sporo wzrosła). #polishboy też ma się świetnie, w ten sposób otagowano ponad 5,5 miliona zdjęć… Zastanawialiście się kiedyś, skąd ta...

tekst Basia Czyżewska
|
25 Listopad 2015, 11:35am

Przedziałek, proste blond włosy, diastema i najpiękniejszy, zawadiacki uśmiech! Tak mógłby brzmieć list gończy za Natalią Siódmiak.
Jest jedną z tych szczęściar, która na żywo wygląda dokładnie tak samo jak na zdjęciach, nie musi się uśmiechać i wdzięczyć do obiektywu, wystarczy, że patrzy wielkimi błękitnymi oczami albo wybucha śmiechem, a w trakcie tej rozmowy zdarzało jej się to całkiem często.

Choć zaczynała jako nastolatka, dla świata zadebiutowała dopiero w wieku 26 lat, wtedy w jej cudownej baby face zakochały się takie marki jak Givenchy, Marc Jacobs czy Alexander Wang.

Niedługo potem zniknęła, dziś zapowiada, że wraca. Poznajcie historię Natalii.

W 2013 r. brytyjskie i-D zaprosiło cię do sesji najważniejszych nowych twarzy sezonu, ale twoja przygoda z modelingiem zaczęła się znacznie wcześniej...
Dokładnie 10 lat temu. Wszystko zaczęło się od magazynu „Dziewczyna", który organizował kiedyś konkurs „Dziewczyna miesiąca". Wysłałam zgłoszenie, ale - jak się okazało - było już za późno. Wypatrzyła mnie jednak agencja modelek i chciała podpisać kontrakt. Miałam wtedy 16 lat i konkursowe zdjęcie zrobiła mi mama! Wciąż je mam, ale nigdy nikomu nie pokażę (śmiech). Stoję w salonie, mam na sobie bluzkę w kwiatki i lekko zaróżowione policzki z zawstydzenia. Mieszkałam wtedy w Inowrocławiu, na testy i pierwsze sesje jeździłam do Warszawy. Właściwie aż do matury mocniej angażowałam się w pracę i wyjazdy tylko w czasie wakacji.

I wyjechałaś do Japonii...
Tak, dostałam kontrakt. I po jakimś czasie poznałam mężczyznę. Wiesz, jak to jest, gdy przychodzi pierwsza miłość - wszystko cię oślepia i chowasz się przed światem (uśmiech). Podjęłam decyzję o dalekiej przeprowadzce i uciekłam od zachodniego rynku high fashion. To trwało kilka lat.

Może nie doceniałaś wtedy swojego potencjału?
Nie, zawsze wierzyłam w siebie. Czułam, że mam to „coś", że jestem pracowita, potrafię wytrwale dążyć do celu.

Twój tokijski epizod to bardzo romantyczna historia. Jak dziś oceniasz ten czas?
To była szkoła cierpliwości, bardzo dużo pracowałam. Japończycy mają zupełnie inną mentalność, pracują non stop. Wstawałam rano, jechałam na zdjęcia, po pracy byłam wożona na castingi. Mój dzień pracy kończył się około 9, 10 w nocy. Postanowiłam to zmienić. Pomyślałam: „O cholercia, teraz albo nigdy". Lata uciekały, a ja nadal nie realizowałam swoich planów. Wyjechałam po trzech latach, niestety wkrótce okazało się, że mam poważne problemy ze zdrowiem, i zniknęłam na kolejne dwa lata.

Rzeczywiście jesteś uparta, bo po rekonwalescencji, bez spektakularnych sukcesów znów podjęłaś decyzję o tym, że trzymasz się jednak obranej drogi. W 2013 r. wreszcie pokazałaś się światu.
Tak, podpisałam kontrakt z agencją IMG i dostałam exclusive Givenchy [pokaz Givenchy na sezon jesień/zima 13 - red.], to był mój przełom. Ten sezon stanowił spełnienie marzeń, pamiętam jak dziś mój pierwszy pokaz dla Gucciego. Zawsze kochałam kolekcje Toma Forda, były pełne kobiecości! Już jako nastolatka marzyłam, żeby się znaleźć na jego pokazie. Upór i wytrwałość popłacają (uśmiech). Ale ten czas był dla mnie dużym wyzwaniem. Nie należałam do najchudszych (śmiech). Lubiłam jeść. Więc żeby dostać się do high fashion, musiałam wziąć się w garść, przejść na specjalną dietę i codziennie ćwiczyć.

Mówisz tak, jakby dziewczyny były zaniedbane, a przecież standardy rynku są bardzo wyśrubowane, chodzi o nienaturalną, niefizjologiczną chudość.
Mówimy cały czas o rynku high fashion, więc - tak, jeżeli zaczynasz karierę, ta nienaturalna chudość dominuje. Nie wierzę, że modelki są chude - albo raczej: aż tak chude - z natury. Nie wierzę we wszystkie deklaracje, które się słyszy: „Tak po prostu mam" albo „Nawet jak chcę, nie mogę przytyć"… Organizm każdej dziewczyny jest inny, ale utrzymanie tak niskiej wagi jest ogromnym wyrzeczeniem.

Co pewien czas internet obiegają chwytliwe newsy, że wkrótce zmieni się prawo, że ktoś będzie czuwał nad BMI modelek w Stanach, Francji, ale na razie poza deklaracjami nic się jeszcze nie wydarzyło. Czy z twojej perspektywy obserwujesz jakieś zmiany?
Zmienia się o tyle, że dziewczyny, które od jakiegoś już czasu funkcjonują w branży i rozumieją, że to jest inwestycja, dużo ćwiczą i dbają o jakość posiłków. Ich ciała są bardziej wyrzeźbione i to ich nie ogranicza. Np. Candice Swanepoel ma piękne ciało i jest Aniołkiem Victoria's Secret, czyli specjalizuje się w bieliźnie, ale jednocześnie pracuje też w sesjach uznanych marek modowych, np. Givenchy. Młodsze modelki, które dopiero zaczynają, nie wiedzą, jak się do tego zabrać, nie znają swojego organizmu i po prostu się głodzą. Mam nadzieję, że ktoś to wreszcie zmieni. Przecież zaokrąglone ciało kobiece jest piękne!

Po kilku bardzo udanych sezonach znów zrobiłaś sobie wakacje od modelingu, zostałaś mamą. Podróżujesz ze swoim mężem i waszą córeczką po Europie, wrzucasz na Instagrama zdjęcia z namiotu rozbitego na plaży… idylla!
Odkąd mała skończyła cztery miesiące, jeździmy, szukamy swojego miejsca, bo nigdy nie pociągały mnie ruchliwe miasta, takie jak Nowy Jork. No i znów przygotowuję się do powrotu do pracy w branży (uśmiech).

Co zmieniło się w modelingu przez ostatnie dwa lata?
Może powiem, co zmieniło branżę: Instagram! Smutne. Teraz liczy się, ile tysięcy czy milionów ludzi cię obserwuje. Popularność w mediach społecznościowych stanowi dominujący trend. Nigdy nie podobało mi się sprzedawanie swojej prywatności. Wolę, gdy kobieta jest tajemnicza, bo to sprawia, że jest bardziej pożądana. Przykład: Kate Moss - mam nadzieję, że nigdy tego nie zmieni.

Twój dystans i spokój są niesamowite. Gdy zobaczyłam cię dziś przed rozmową, w jeansach i swetrze, od razu pomyślałam, że jesteś najbardziej wyluzowaną modelką, jaką znam.
(uśmiech) Cenię sobie komfort, marka się dla mnie nie liczy. Nie kolekcjonuję ubrań od projektantów - mam na sobie spodnie z Cosa, T-shirt z Topshopu i męski sweter z H&M-u, bo często kupuję rzeczy z działu męskiego. Lepiej czuję się w prostych oversize'ach. Może to ci się wyda babciowate, ale uwielbiam obszerne wełniane swetry i kiedyś zapragnęłam sama taki wydziergać. Poprosiłam sąsiadkę mojej mamy, żeby mnie nauczyła, i tak mnie to wzięło! Robienie na drutach pozwala mi się zupełnie wyłączyć, nie myślisz wtedy o niczym - można powiedzieć, że to taka moja medytacja. Na razie pracuję nad kocem dla córki, ale mam ambitne plany.

Przeczytaj też:
Antologia polskiego modelingu: Ola Rudnicka
Antologia polskiego modelingu: Monika „Jac" Jagaciak
Archiwa piękna

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcia: Troels Jepsen

Tagged:
Μόδα
modelki
natalia siodmiak
polskie modelki
antologia polskiego modelingu