Reklama

„glow”, czyli netfliksowy sposób na spędzenie lata

Przygotuj się na maraton z najbardziej oczekiwanym serialem sezonu od Netflixa.

tekst Colin Crummy
|
26 Czerwiec 2017, 11:50am

Artykuł pierwotnie ukazał się w brytyjskim wydaniu i-D.

Poranna sobotnia telewizja nie jest już taka jak kiedyś. Dawniej w Ameryce lat 80. mogliście oglądać GLOW, czyli „Gorgeous Ladies of Wrestling" (Cudowne Dziewczyny Wrestlingu), prawdziwy serial o lidze wrestlerek, które weekendy spędzają odziane w lycre, testując na sobie ruchy w stylu słynnego piledrivera. Brzmi super na swój dziwny, pokręcony sposób. Telewizyjne scenarzystki Carly Mensch i Liz Flahive też tak pomyślały i wpadły na pomysł „GLOW", 10-odcinkowego komediodramatu, przybliżającego nam prawdziwę dramę, jaka dzieje się za kulisami tego niezwykłego sportu.

„GLOW" zadebiutuje na Netflixie w piątek. W serialu akcja dzieje się na planie... serialu, więc zobaczymy tam publiczność, proces prób i występów, łącznie z historiami życia tego specyficznego gangu gwiazdek i dziwaczek w Los Angeles lat 80., prowadzonego przez aktorkę Ruth Wilder (znaną z roli Alison Brie w „Community"). Jak większość kobiet w „GLOW" Ruth jest zdesperowana i liczy na przełom w karierze, co jest wyzwaniem w przemyśle wrestlingu, gdzie głównie mężczyźni są doceniani, a kobiety traktowane jako drugorzędna ciekawostka. Ruth uważa siebie za drugą Meryl Streep; zdaniem dyrektorów castingów byłaby świetna w doręczaniu kawy głównej gwieździe programu (a w zasadzie nie dostaje nawet takiego zlecenia).

Jedyne towarzystwem w okropnym mieszkanku Ruth są karaluchy. Kobieta wkrótce próbuje swoich sił na castingu do „GLOW". Show wyłącznie z udziałem dziewczyn jest tak pełne wyzysku jak się wydaje: nasze wrestlerki ubrane w skąpe, obcisłe kostiumy odgrywają rolę „bohaterek" (typowo amerykańskich, wydekoltowanych blondynek), albo „czarnych charakterów" (czyli suk, które mają problemy z zachowaniem, jak kobiety rozbijające rodziny, albo żyjące na łasce opieki społecznej) i wymaga się od nich pełnego utożsamienia się z narzuconymi stereotypami. Jednak za te upokorzenia, „GLOW" daje im wyjątkową szansę na sukces i karierę.

Według twórców „GLOW" właśnie to jest istotą serialu. „Oglądanie zmagań bohaterek jest motywujące, ale jest w tym też element wykorzystywania", mówi Mensch, była producentka „Trawki" i „Orange is the New Black". „Chcieliśmy pokazać to napięcie, opowiadając historie naszych bohaterek. To część fabuły, w trakcie której dziewczyny zaczynają rozumieć 'GLOW' i wrestling oraz, że muszą grać nie do końca czysto".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

„'GLOW' całkowicie oddaje urok swojej ery, co jakieś 30 minut widzimy piękne ujęcia nostalgicznych, pastelowych moteli i domów Malibu. Ekipa filmowa spędziła masę wolnego czasu oglądając klasyków kina lat 80., od 'Pracującej dziewczyny' po 'Bad News Bears', aby zapoznać się z natapirowanymi włosami i wszechobecną lycrą. Zawiera również nawiązania do kultury tamtych czasów - czerpie z ówczesnych stereotypów w wrestlingu, aby zilustrować ten specyficzny czas. Azjatka odgrywa rolę bliskowschodniej terrorystki, a inna dziewczyna dostępuje wątpliwego zaszczytu grania rosyjskiej, seksownej szpieg z czasów zimnej wojny. Każda kobieta jest traktowana w ten sam, seksistowski sposób przez reżysera show, Sama Silvę, którego znakiem rozpoznawczym jest nieustanne wyjaśnianie ciosu wrestlingowego, zwanego „cunt punch", czyli „uderzenie w kobiece genitalia".

„GLOW" także nie powstrzymuje się od ciosów, używając stereotypowego świata wrestlingu, by zaatakować wprost w czuły punkt i tematy tabu. „Czarne charaktery wrestlingu są głęboko osadzone w stereotypach, szczególnie w latach 80.", wyjaśnia Flahive, weteranka seriali skupionych na kobietach, jak „Siostra Jackie". „W przypadku kogoś takiego jak Iron Sheik [irański czarny charakter, któremu nienawiść wobec Ameryki pomogła stać się prawie tak sławnym jak Hulk Hogan], kierujesz strach obecny w społeczeństwie i przenosisz go na ring".

Kobiety z „GLOW" nieustannie konfrontują się ze stereotypami, równocześnie mierząc się z prywatnymi dramatami poza ringiem i na nim. Podobnie jak inny hit Jenji Kohan, producentki wykonawczej „Orange is The New Black", „GLOW" także ukazuje bardzo zróżnicowaną grupę kobiet. Obsada zawiera prawdziwą byłą wrestlerkę Mie Stevens, filmowczynię Mariannę Palke (odpowiedzialną za „Good Dick") i bardzo brytyjską piosenkarkę-aktorkę, Kate Nash. Dziwna ekipa, ale sprawdza się zaskakująco dobrze.

„To serial skupiony głównie na kobiecych ciałach i chciałyśmy, aby nasza obsada była bardzo zróżnicowana w kwestii sylwetek i tego, jak wyglądają na ekranie", dodaje Mensch. „Chciałyśmy dać szansę kobietom, które nie są bardzo znane, aby doświadczyć czegoś całkiem nowego. Chciałyśmy, żeby wszystko było bardzo autentyczne i szczere". Jeśli chodzi o wykonanie tego planu, „GLOW" nas znokautowało. 

„GLOW" zadebiutuje na Netflixie już w piątek.

Przeczytaj też: 

Kredyty


Tekst Colin Crummy