pozytywna siła reklamy

Fotograf David LaChapelle rozmawia z nami o swojej najnowszej kampanii „#makelovenotwalls” i o tym, jak ważne jest w życiu pozytywne nastawienie.

tekst Lula Ososki
|
26 Luty 2017, 11:20pm

David LaChapelle trafił pod skrzydła Andy'ego Warhola w magazynie Interview w wieku 17 lat i od tamtego momentu, znany jest z działania pod prąd. Kiedy królowały czarno-białe, grunge'owe fotografie typowe dla lat 90., on prezentował światu kolorowe, surrealistyczne portrety o bardzo nasyconych barwach. Były one wykorzystywane w kampaniach marki M.A.C. i na kultowych okładkach The Face i i-D. Po zrobieniu sobie przerwy od zawirowań świata mody, żeby móc skupić się na sztuce wyższej, fotograf połączył siły z wieloletnim partnerem, marką Diesel, żeby stworzyć najnowszą kampanię.

Przy obecnych nastrojach związanych z działaniami Trumpa, nazwa projektu jest jak najbardziej uzasadniona. „#Makelovenotwalls" jest kampanią nie tylko poruszającą kwestię kontrowersyjnego pomysłu budowy muru na granicy USA z Meksykiem, ale także burzenia psychologicznych barier, które oddalają nas od siebie każdego dnia. Ma na celu wyeksponowanie solidarności i pozytywności. Casting odegrał tutaj bardzo ważną rolę. Zróżnicowani członkowie obsady mają być nie tylko statycznymi modelami, ale współpracownikami pracującymi razem z LaChapellem i Formichettim, włoskim dyrektorem artystycznym. W skład ekip wchodzi artysta Stefan Meier, tancerz baletowy Sergei Polunin, queerowa artystka Karis Wilde i transpłciowa modelka Octavia Hamlett.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Łatwo jest kwestionować, czy świat kampanii modowych jest odpowiednim miejscem na dyskusje polityczne i społeczne. Przemysł wciąż wydaje się być powierzchowny, a jego dość oczywistym problemem jest to, że reklama istnieje, żeby nakręcać sprzedaż. Jednak kiedy rozkładamy na czynniki pierwsze kampanie, taką jak ta, łatwo zauważyć, że daleko jej do frywolnego, łatwego do zapomnienia sloganu. W tych trudnych czasach pozytywne przekazy są kluczowe, a LaChapelle potrafi zamieniać negatywną energię w silne hasła o dużej sile oddziaływania. Nie jest to pierwszy raz, kiedy fotograf osiągnął to razem z Dieselem. W 1995 roku, krótko po wprowadzeniu w życie przez administrację Clintona kampani „Don't Ask, Don't Tell" (dotyczącej gejów, lesbijek i ludzi transpłciowych służących w wojsku), La Chapelle stworzył reklamę pokazującą dwóch całujących się marynarzy. Była to jedna z pierwszych na świecie kampanii, która w 72 krajach przedstawiała całującą się homoseksualną parę. To był bardzo ważny moment dla całej społeczności LGBTQ.

Reklama podprogowo dostarcza nam informacji - jeśli mogą być one pozytywne, zróżnicowane i reprezentujące to, co chcielibyśmy zobaczyć po drugiej stronie billboardu, to czemu nie? Pogadaliśmy z legendarnym fotografem o pozytywnym nastawieniu i sile reklamy.

Obsada nowej kampani jest niesamowita. Brałeś udział w procesie castingu?
O tak. Nicola i ja byliśmy zaangażowani we wszystko. Brało w tym udział wielu naszych przyjaciół i ludzi, których znaliśmy. Stefan Meier jest moim przyjacielem i artystą, on też wystąpił w kampanii. Na planie powiedziałem, że chcę użyć formy kolażu, żeby opowiedzieć historię i zasugerowałem Stefanowi żeby połączył zdjęcia ze swoimi rysunkami. Octavia Hamlett, która była transseksualną, bezdomną prostytutką, która wygrała konkurs piękności, a z tancerzem baletowym Sergeiem Poluninem pracowałem już wcześniej. Czułem się jakbym pracował przy projekcie studenckim, każdy dorzucał jakieś pomysły, to było piękne. Właśnie tak powstają kreatywne rzeczy. Praca nad kampanią była dokładnie taka, jak wyglądają te zdjęcia, miała miejsce na pustyni i trwała trzy dni. Nie przestawaliśmy, kiedy kamera była wyłączona, to było jak mini festiwal. Kręcenie było wspaniałym doświadczeniem. Nic nie było przekombinowane. Kiedy Octavia śmieje się na zdjęciach, robi to szczerze. Nie wyglądało to tak, że ktoś mówił: „Ok, teraz masz wyglądać jakbyś się śmiała, wszyscy skaczcie i się śmiejcie!". Uśmiech i śmiech są tak wywrotowe w magazynach, bo w ogóle się ich tam nie widzi. Świetnie było uchwycić te naturalne, prawdziwe momenty.

Kampania, którą zrobiłeś razem z Dieselem w 1995 roku była jedną z pierwszych, która pokazywała całującą się parę gejów. Pamiętasz, jak się wtedy czułeś i jaka była reakcja otoczenia?
Geje w wojsku byli głośnym tematem, kiedy „Don't Ask, Don't Tell" weszło w życie. Odezwałem się do założyciela Diesela, Renzo Rosso, prezentując mu ten pomysł. Nie zrobiliśmy tego dla nagród, ani nic takiego. W tamtym czasie kwestionowano, czy osoby otwarcie homoseksualne mogą służyć w wojsku. Chciałem zająć w tej sprawie stanowisko, upamiętniając ludzi którzy służyli w nim od kiedy ono tylko istniało. Nie tylko powinniśmy im na to „pozwolić", powinniśmy im za to ku*wa dziękować. To właśnie zrobił Diesel i pozwolił zrobić też mi.

Kiedy stworzyliśmy tę reklamę, wszyscy robili czarno-białe zdjęcia. To był bardzo mdły, gruenge'owy czas i chciałem w The Face i innych magazynach zrobić coś nietypowego, użyć dziwnych barw. Byłem „gościem od kolorów". Dlatego Renzo chciał, żeby zdjęcie nie było czarno-białe, ale że było z epoki, musiało takie zostać. Koniec końców pozwolił mi to zrobić po swojemu. Nie mieliśmy pojęcia, że to odniesie tak ogromny sukces. Reklama była obecna w 72 krajach, wszyscy ją widzieli. To nie jest galeria sztuki, ani żaden edytorial w magazynie. Mieliśmy tak wielki odzew, ludzie wciąż mi o tym wspominają. Nawet mój przyjaciel, który kiedyś był na akademii wojskowej West Point mówił mi, że był na meczu i zobaczył tę reklamę w magazynie. „O mój Boże!", zareagował. Bardzo go dotknęła, ponieważ przez lata ukrywał się ze swoją orientacją i pomogła mu się ona ujawnić. Mijaliśmy bar dla gejów i lesbijek kilka lat temu i to zdjęcie wciąż wisiało na ścianie, pożółkłe i całe obklejone taśmą. Dla mnie to było coś większego niż muzeum narodowe. Super to było to tam zobaczyć, niesamowite, że wisiało tam przez te wszystkie lata.

Jak myślisz, dlaczego kampanie takie jak #makelovenotwalls są takie ważne?
Reklama to ogromna rzecz, ponieważ dociera do wielu osób. Ten projekt nie jest tylko dla ludzi, którzy są już zdecydowani. Nie jest też dla tych, którzy tkwią w strachu i wykluczeniu, ani dla skrajnych prawicowców. Nie jest nawet dla ludzi nienawidzących muzułmanów, czarnych i homoseksualistów, czy kogokolwiek tam nienawidzą. Nie jest dla nich. Jest dla ludzi, którzy wciąż nie wiedzą. Mam nadzieję, że kiedy zobaczą tę kampanię to ogarną, że ci ludzie są szczęśliwi i zdrowi. Mamy tu gimnastyka olimpijskiego, tancerza baletowego, transpłciowego modela Laitha de la Cruza. Jest też artysta Stefan, muzułmańska modelka i inni, którzy nie identyfikują się z żadną religią. Wszyscy zebrali się, żeby się dobrze bawić. Mamy jeszcze ten mur, który reprezentuje strach, opresyjność i segregowanie ludzi. Mur taki, jak mają w Palestynie, mieli w Berlinie i którą Trump chce wybudować na granicy z Meksykiem. Po której stronie chcesz być? Może przyszłe pokolenie będzie myśleć, że to poprzednie więcej się bawiło. Lepszą zabawą jest miłość niż nienawiść. Fajniejsze jest niewykluczanie ludzi. Nienawiść nie jest przyjemna i koniec końców, bierze się ona ze strachu i z bardzo ciemnych, strasznych miejsc. Nie ma szczęśliwych zakończeń dla ludzi, którzy przeżywają swoje życie tkwiąc w strachu i nienawiści.

Myślisz, że przemysł modowy powinien być wykorzystywany jako platforma dla tematów politycznych i społecznych?
Myślę, że każda część kultury i społeczeństwa jest platformą do dyskusji na te tematy. To bardzo ważne, żeby ocalić nasze naturalne i obywatelskie prawa. Nie możesz podzielić tego, co robimy i jacy jesteśmy. Jeśli pracujemy w modzie, to musimy przekładać na to nasze pomysły, zastanowić się jak możemy żyć w ten sposób. Pracuję jako fotograf, ty możesz być dziennikarzem modowym, ale musimy zawsze pamiętać o swoich przekonaniach. W innym wypadku, co takiego właściwie robimy? Dlaczego powinniśmy oddzielać nasze życie prywatne i zawodowe? Musimy pozostać wierni samym sobie i temu, w co wierzymy przez cały czas. Na szczęście firma taka jak Diesel nie jest zainteresowana tylko sprzedawaniem produktu, ale także wysyłaniem w świat pozytywnego przekazu. Możemy osiągnąć obydwa te cele.

Pomysł z nadmuchiwanym czołgiem był twój? Jak do tego doszło?
Tak, był mój. Naprawdę spodobał mi się pomysł wzięcia czegoś, co symbolizuje śmierć i zniszczenie, ostrzał i wojnę, a potem zamienienie tego w coś lekkiego, w symbol kreatywności. Ludzie chcą patrzeć na piękne rzeczy, nie chcą być odpychani przez brzydkie obrazy, na które nie da się długo patrzeć. Codziennie widzimy coś takiego w wiadomościach, jesteś tym bombardowani. Dlatego chciałem stworzyć coś, co podnieca ludzi, a nie odrzuca. Kiedy już przykuję czyjąś uwagę, mogę powiedzieć coś ważnego.

Twoje zdjęcia często promują pozytywne przesłanie, zamiast trzymania się negatywnych aspektów życia. Wydaje mi się, że obecnie z ciągłym napływem złych newsów i informacji, łatwo jest poczuć się przytłoczonym. Czy jest ci czasem ciężko utrzymać pozytywne nastawienie?
Wszyscy przechodzimy czasem przez cięższe momenty w naszych życiach i musimy się z tego otrząsnąć. Jest to wspólna cecha łącząca wszystkich ludzi. Musimy ciągnąć siebie do góry i skupiać się na tym, za co możemy być wdzięczni i na rzeczach które mamy. Czasami musisz się po prostu odciąć i myślę, że to coś bardzo ważnego. Masz wtedy więcej czasu na myślenie. Jesteśmy bardziej zajęci, ale to nie znaczy, że musimy być bardziej zmęczeni. Odosobnienie jest czymś bardzo ważnym dla artystów i dla istot ludzkich. Nie jest dobrze być ciągle podłączonym do sieci.

Jaka jest najważniejsza lekcja, jaką dał ci przemysł modowy?
Umiejętność komunikowania. Pracowałem z Isabellą Blow i Francą Sozzani z włoskiego Vogue'a, z wami i The Face, którzy pozwolili robić mi wielkie rzeczy. Zacząłem od galerii, potem zacząłem pracować w magazynie Interview i później przez ostatnie 10 lat znowu wróciłem do tworzenia wystaw. Tak naprawdę lata studenckie były dla mnie latami przepracowanymi w różnych magazynach. To było jak moja uczelnia, to tam nauczyłem się komunikowania z obrazowaniem i łączenia koncepcji estetyki i konceptualizmu. Kiedy patrzę na magazyn, myślę: „Ok, jestem w stanie przewidzieć jak to będzie wyglądało, więc muszę to podkreślić". Chcę, aby ludzie zatrzymywali się przy moich pracach i coś z nich wynosili.

Kredyty


Tekst: Lula Ososki

Tagged:
Diesel
Fotografia
david lachapelle
wywiad
sztuka
Newsy