studenci mody pod presją

Przyszli projektanci opowiadają o swoich doświadczeniach na studiach i wiążących się z nimi stresem.

tekst Wendy Syfret
|
29 Maj 2017, 1:35pm

W zeszłym roku szacowano, że globalna branża odzieżowa jest warta 3 biliony dolarów (11,2 bln zł), a międzynarodowe wydarzenia, takie jak nowojorski tydzień mody mogą przynieść miastu zyski rzędu 900 mln dolarów (3,36 mld zł). Nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, jak wiele miejsc pracy istnieje w branży, ale Fashion United doniosło, że w 2014 roku zatrudniano w niej 57,8 mln ludzi. W skrócie: moda to poważny biznes.

Mimo wielkich pieniędzy, które przynosi sektor mody wielu ludzi z zewnątrz wciąż nie postrzega kariery w branży mody jako „prawdziwej pracy". Większość osób z branży kreatywnej musiało się w którymś momencie zmierzyć z lekceważącą krytyką obranej ścieżki, albo przynajmniej tłumaczyć się z niej rodzicom. Tym uczuciem niezrozumienia są obarczeni szczególnie studenci kierunków modowych. Nie dość, że świat zewnętrzny kwestionuje ich wybór, to przez studia są dodatkowo wystawieni na wyjątkowo wysoki poziom emocjonalnego, kreatywnego i finansowego obciążenia. Do tego dochodzi ciągłe słuchanie o tym, że ich praca jest mniej poważna niż przedsięwzięcia studentów na bardziej tradycyjnych kierunkach.

„Brak uznania za wielki wysiłek włożony w ukończenie studiów na kierunku modowym doprowadza do szału", wyjaśniła Ruby McMillan, która ukończyła studia z wyróżnieniem. „Dopóki ktoś z wami nie zamieszka, nie będzie mieć pojęcia ile krwi, potu i łez wylewacie w ciągu roku".

Nie tylko Ruby tak myśli. Pisząc ten artykuł skontaktowaliśmy się ze studentami kierunków modowych stacjonarnych i zaocznych w Australii. Poprosiliśmy, żeby podzielili się z nami swoimi doświadczeniami. Dostaliśmy mnóstwo odpowiedzi i historii pełnych stresu, presji i poczucia odosobnienia. Wielu podało swoje imiona, ale prosiło, żeby nie wskazywać gdzie konkretnie się uczą.

To bardzo bolesne, kiedy w końcu robisz to, co kochasz, ale żyjesz w ciągłym napięciu i czujesz się wykończony, psychicznie i fizycznie", napisała w mailu studentka Jordyn Smith.

„Nigdy wcześniej nie odczuwałam takiego stresu i presji. To niekończąca się praca, którą zawsze można ulepszyć i bardzo łatwo można przypadkiem zniszczyć", dodała inna studentka, Coral Jamieson.

Sarah Schofield, współzałożycielka Assk i była studentka, opisała swoje doświadczenia ze studiów w Paryżu i Melbourne. Wszystkie kierunki wiążą się z presją, ale Sarah dostrzega, że w świecie mody jest ona wyjątkowa, ponieważ praca zdaje się nie mieć końca. „Na zajęciach kreatywnych ilość pracy jest nieograniczona, zawsze można odkryć i zrobić więcej".

To rzeczywistość, którą ciężko wytłumaczyć ludziom spoza swojej uczelni. „Studenci dizajnu zdobywają mniej uznania za czas i wysiłek, który w to wkładają", mówi Jordyn. Osobom z innych kierunków, które piszą standardowe egzaminy i prace zaliczeniowe, trudno zrozumieć problemy przyjaciół z kierunków kreatywnych z dużym naciskiem na końcowy projekt dyplomowy. „Bywa ciężko, gdy twoi znajomi studiują kierunki z trzema czy czterema egzaminami w semestrze. Jesteś wypalona, a oni się z ciebie śmieją, bo studiujesz 'modę' i najwyraźniej nie wnosisz niczego do społeczeństwa".

Do tego dokładają się realia na rynku pracy i problemy ze znalezieniem zatrudnienia. Wielu studentów nie tylko martwi się zdobyciem dyplomu, ale także perspektywami pracy. „Większość z nas, studentów mody, nie znajdzie pracy w branży, ze względu na panującą w niej wielką rywalizację", mówi studentka Jess Gregory. Regularnie doświadcza tej rywalizacji w swoim szkolnym życiu. „Niektórzy studenci wolą sobie pomagać, a nie się pogrążać, ale inni czują, że muszą się porównywać i konkurować. Potrzeba zostania 'najlepszym' wywołuje więcej stresu i niepokoju".

Niestety nieustanna pogoń za doskonałością wymaga czegoś więcej niż czasu i determinacji. „Rozmawiałam z wieloma osobami, które sądzą, że wydaję niedorzeczne kwoty na szkolne projekty. Prawda jest taka, że tyle kosztuje wykonanie tych konceptualnych dzieł sztuki", mówi Coral. „W branży mody dostępnych jest niewiele posad, a żeby się wyróżnić trzeba pracować na wysokim poziomie, co wymaga poświęcenia mnóstwa czasu i pieniędzy".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

We wszystkich naszych rozmowach wciąż pojawiała się presja finansowa. Studentom nieustannie przypominano, żeby ze względu na ilość pracy związanej z zajęciami nie pracowali dorywczo. Jednak bez tych dodatkowych środków niewielu może pozwolić sobie na wydatki na studia. Za dnia mają na uczelni dostęp do maszyn do szycia, ale muszą kupować własne materiały. W tym świecie liczy się oryginalność, a każdy dzień jest jak casting, dlatego możliwość pozwolenia sobie na najlepsze środki jest bardzo ważna. Wielu nie jest w stanie płacić tysięcy za materiały i sprzęt, żyjąc ze stypendiów.

Oczywiście uniwersytety zdają sobie sprawę z tej presji i zachęcają uczniów, żeby nie sięgali po drogie materiały. „Sądzę, że wszystkie kierunki kreatywne kosztują więcej, jeśli chodzi o materiały, szczególnie w ostatnim semestrze", rozmyśla Sarah. „Ale moim zdaniem szkoła nie wymaga, żebyśmy inwestowali dużo pieniędzy w kolekcję".

Studenci mogą liczyć na wsparcie kreatywne i emocjonalne, studia, podstawowe materiały i dostęp do hurtowni. Chwali się ich także za innowacyjność: wykorzystywanie materiałów z recyclingu i nietradycyjnych produktów. „Ludzie rozumieją finansowe ograniczenia studentów. Liczy się projekt i wykonanie, a nie wykorzystanie najdroższego jedwabiu", dodaje Sarah.

Ingrid Verner, projektantka i dorywcza nauczycielka, pracuje ze studentami borykającymi się z problemami i sama była jedną z nich. „To przykre, gdy ludzie mają naprawdę świetne pomysły, ale finansowo nie są w stanie ich zrealizować", mówi. Podkreśliła, że chociaż zamożniejsi studenci mogą sobie pozwolić na więcej, to nie zawsze jest przewaga. „Czasem te ograniczenia mogą okazać się pozytywnym bodźcem".

„Nie ma niczego dziwnego w płakaniu przy maszynie do szycia", śmieje się Anita, studentka trzeciego roku projektowania mody. „Wszyscy wspierają porządne wypłakanie się w trakcie pracy, co pokazuje, jak bardzo się wspieramy". W trakcie studiów Anita zrozumiała, że intensywne zajęcia przygotowują ją emocjonalnie i społecznie na pracę w branży. „Wszyscy się denerwujemy i pracujemy jak maszyny, ale wielu z nas rozumie, że zdrowie psychiczne i fizyczne powinno być stawiane na pierwszym miejscu. Zachęcamy się do wrzucenia czasem na luz, wyjścia na spacer albo drinka z przyjaciółmi".

Po zdobyciu dyplomu stres może nieco ustąpić, ale Ingrid zdaje sobie sprawę z jego skutków. „Ludzie szybko orientują się, czy to coś dla nich. Jeśli tak, to korzysta się ze znajomości. Od rówieśników można wiele się nauczyć, czerpać z nich inspiracje, rozwijać się dzięki nim". „To ciekawy kierunek, bo ciężko komuś spoza niego wyobrazić sobie, jak to jest. Między studentami tworzą się prawdziwe więzi, poczucie braterstwa", mówi.

Ruby ze zbliżającym się końcem swoich studiów również przychyla się do opinii Ingrid. „Presja i oczekiwania uniwersytetu naprawdę motywują i pomagają tworzyć niesamowite prace. Muszę czuć presję zbliżających się terminów, żeby przejść na wyższe obroty". Dodaje także, że chociaż było ciężko, wykładowcy i technicy wkładają wysiłek w tworzenie wspierającego środowiska. „Mimo że ten rok był największym wyzwaniem w moim życiu, był także najbardziej satysfakcjonujący".

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Wendy Syfret
Zdjęcie: Sonny Vandevelde

Tagged:
student
stres
uniwersytet
studia
edukacja
studenci
Zdrowie Psychiczne
rywalizacja
studentka