Photography Mitchell Sams

jeremy scott świętuje 20-lecie kariery

Zobacz najnowszy pokaz, przedstawiający przekrój jego prac i posłuchajcie o trudnych początkach na uczelni.

tekst Emily Manning; tłumaczenie Kacper Kolęda
|
wrz 11 2017, 4:55pm

Photography Mitchell Sams

Jeremy Scott własnymi rękami zbudował psychodeliczne imperium, w międzyczasie kompletnie przeobrażając świat współczesnej mody.
Przykładowo – jego długotrwała kolaboracja z adidas Originals zapoczątkowała tendencję na łączenie ubrań sportowych z luksusem. Z kolei współpraca Scotta z gwiazdami popu (Katy Perry, z którą się zna od dekady, Miley Cyrus — autorkę biżuterię do kolekcji wiosna/lato 2015) sprawiła, że jego wizją mody zainteresowały się zupełnie nowi odbiorcy. Na przestrzeni 20 lat Scott udowodnił, że ten właśnie sekret stanowi fundament jego firmy: zwykli ludzie tak naprawdę nie boją się mody.

W najnowszej kolekcji projektant czerpał inspiracje z własnego archiwum. Kolekcja wiosna/lato 2018 była jednak czymś więcej niż retrospektywą na wybiegu.
„Wykorzystałem całą swoją historię jako punkt wyjścia, co było trochę zadziwiające. To w końcu 20 lat, a – bądź co bądź – moda jest przecież kontekstualna", wyjaśniał za kulisami Scott. „To było wyzwanie pod tytułem: jak zainspirować się czymś, co już zrobiłem i stworzyć coś nowego"."

Projektant wyjaśnił ten proces jako „zbieranie kwiatów i wyciskanie z nich soków, by uzyskać zapach". W pokazie mogliśmy dostrzec ślady jego słynnego, białego show, łączącego surowe, białe tkaniny z odważnymi, ostrymi cięciami. To był jego trzeci pokaz, wtedy właśnie przedstawił światu swoją muzę, modelkę Devon Aoki„Chodziło o wyciąganie pomysłów i nakładanie ich na siebie warstwami", wyjaśnił Scott. „Może to coś sprzed dwóch lat, może to cekiny, o których myślałem? A może grafiki, z których jestem znany? Albo raczej niektóre formy i kształty, które ludzie u mnie kochają? Jak wyróżnić je dzisiaj, patrząc we współczesny sposób?".

Scott zinterpretował swoje właśnie prace w świeży i zabawny sposób. Aoki otworzyła pokaz w brokatowej kurtce motocyklowej (jednej z podstawowych sylwetek projektanta), by potem pokazać się w ozdobionej cekinami sukience z wieloma wycięciami na ramionach i kreskówkowymi naszywkami. Te same rysunki (wyglądające jak stworzona na kwasie kombinacja bohaterów „Rat Fink" Eda Rotha i „Ah! Real Monsters") pojawiły się też w innych miejscach, np. namalowano je na dżinsach albo na typowych dla Scotta swetrach z dużymi, dzierganymi motywami.

Rozmowa z kimś, kto – choć mógłby spocząć na laurach – wciąż tak bardzo kocha projektowanie ubrań, była niesamowicie inspirująca. Zapytałam go o czas spędzony na Pratt Institute, brooklyńskiej szkole artystycznej, na której studiował w latach 90. Program mody na Pratt jest skromniejszy niż na Parsons albo F.I.T., ale podejście skupiające się na pracy warsztatowej przyciąga wiele kreatywnych umysłów. Scott – właściciel rozwijającej się szybko marki – ma to samo zdanie.

„Pierwszą aplikację wysłałem do F.I.T. Odesłali mi list z informacją, że się nie dostałem, tłumacząc to moim domniemanym brakiem oryginalności, kreatywności i umiejętności artystycznych. Potem odbyłem rozmowę na Parsons. Zapytali mnie: 'Kto to będzie nosił?'. Powiedziałem, że moi przyjaciele, na co dowiedziałem się, że to nie jest klientela. W Pratt zareagowali inaczej. Powiedzieli mi: 'Patrzysz w przyszłość, patrzysz na Europę – twoje pomysły są jak science fiction. Nauczymy cię tworzyć takie rzeczy'" – wspomina Scott. „Czułem się wysłuchany, zrozumiany i zaakceptowany".

Scott faktycznie nauczył się, jak od strony technicznej realizować swoje marzenia. „[Wykładowcy] czasami darli rzeczy — 'To nie było dobre, zrób to od nowa'. Potem prułeś je samemu dobre cztery razy, zanim dochodziłeś do momentu oddawania, bo nie chciałeś zostać upokorzony", mówi Scott. „Nie mogłem sam przygotować pierwszych pokazów, bo nie wiedziałem, jak robić wykroje, jak zszywać i układać ubrania. Na uczelni nawet robiłem buty! W 100% ręcznie. Nie doszedłbym do tego – ani nawet nie wyraził moich pomysłów – bez solidnych podstaw, które wyrobiłem na Pratt". Jako przykład, projektant podaje swoje adidasy ze skrzydłami: „Jeśli nie potrafiłbym opisać ci, jak wykonać ten wykrój, nie umiałbym też go zaprojektować. To idzie ręka w rękę".

„Decyzje podjęte wcześnie w życiu kształtują nas jako ludzi — czuję, że mój niezależny duch wywodzi się z rzeczy, których nauczyłem się na Pratt". Gdy myśli o przyszłości, jego cel wciąż pozostaje ten sam. Jak mówi – „Chcę sprawiać, by ludzie się uśmiechali".

Artykuł pierwotnie ukazał się w amerykańskim wydaniu i-D.

Przeczytaj też: