Reklama

harmony korine dopiero się rozkręca

20 lat po premierze „Dzieciaków” Harmony Korine mówi nam, co sądzi o dzisiejszej młodzieży i co planuje dalej

tekst Tish Weinstock; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
|
10 Październik 2017, 3:20pm

„Dzisiejsze dzieciaki są strasznymi mięczakami!", Harmony Korine krzyknął przez Skype'a. „Uczą się i doświadczają wszystkiego za pośrednictwem ekranów". W Miami, gdzie teraz mieszka, pada deszcz. Nasze połączenie się zrywa, a obraz na moim ekranie ciągle się zacina, wyginając twarz kultowego filmowca w zniekształcone plamy. „Tak lepiej?", pyta, wnosząc laptopa do domu. Tak, znacznie lepiej.

Omawiamy jego nadchodzącą retrospektywę w paryskim Pompidou Centre, która zostanie otwarta w tym tygodniu. To wielka chwila w karierze Harmony'ego: po raz pierwszy jego rozmaite prace (filmy, zdjęcia, teledyski, reklamy, instalacje, teksty, obrazy i inne dzieła sztuki) zostaną zebrane pod jednym dachem — i to do tego tak prestiżowym. Czy spodziewał się, że kiedyś do tego dojdzie? „Nie myślę o takich rzeczach", mówi skromnie. „Myślę o tym dopiero, gdy już do tego dochodzi. Chociaż oczywiście bardzo się cieszę".

Minęły ponad dwie dekady od premiery przełomowego filmu „Dzieciaki", który przekreśli dotychczasowe reguły i przetarł szlaki kolejnym filmowcom. Zatrważająco prawdziwy i wojerystyczny portret nieletnich nowojorczyków był szokujący, zachwycający i odrzucający — podzielił krytyków. The New York Times wychwalał go jako „zimny prysznic dla współczesnego świata", a The Washington Post nazwał go „pornografią dziecięcą pod przykrywką pouczającego dokumentu". Tak czy siak, było to coś, czego wcześniej świat nie widział.

„Wydaje się, jakby to było wieki temu", wspomina Harmony, „ale to realistyczne odwzorowanie tamtych czasów, wspomnień, które wiążę z Nowym Jorkiem lat 90. W bohaterach drzemała dzikość — ta nieznana, szalona energia, która spowiła proces powstawania filmu".

Harmony urodził się w Bolinas w Kalifornii, a gdy był mały cała jego rodzina przeniosła się do Nashville. Był synem twórcy dokumentów sieci telewizji publicznej PBS i dorastał w świecie kina, oglądając w kółko Rainera Wernera Fassbindera i Jeana Luca Godarda. Miał 19 lat, gdy poznał Larry'ego Clarka, wówczas szanowanego fotografa. Harmony chodził wtedy po mieście z kopiami swoich filmów na kasetach, a na boku naklejał numer telefonu swojej babci. Rozdawał je ludziom, których rozpoznawał. Jedną z takich osób był Larry. „Larry nigdy wcześniej nie wyreżyserował filmu, a ja nie napisałem scenariusza. Wiedziałem, że to musi być coś wielkiego. Mieliśmy konkretny pomysł na estetykę i klimat. Musiał opisywać tę chwilę, to pokolenie". Właśnie taki jest Harmony: on naprawdę żył tak, jak jego bohaterowie. Seks, narkotyki, skejtparki, dołująca nuda i bunt młodości — tak wyglądało jego życie.

„Wcześniej widziałem Harmony'ego na Washington Square Park i Astor Place, ale nigdy z nim nie rozmawiałem", wspomina aktor Leo Fitzpatrick, który zagrał w „Dzieciakach" postać Telly'ego — nosiciela wirusa HIV i miłośnika rozdziewiczania. „Miał utlenione włosy, ubierał się jak rejwer i zadawał się z innym dzieciakiem o ksywie Kid America. Oboje chcieli zostać filmowcami i byli kujonami — wszyscy wiedzieli, że są mądrzy".

Po premierze „Dzieciaków" kariera Harmony'ego wystrzeliła. Nagle zapraszano go na hollywoodzkie imprezy i czerwony dywan. Nawet pojawił się w talk-show Lettermana, gdzie wiercił się w fotelu w przydużym garniturze i odpowiadał ciętymi ripostami.

Jego kolejny film, „Gummo", był jeszcze bardziej radykalny. Twórca porzucił tradycyjną fabułę na rzecz dezorientującego, narkotycznego ciągu wydarzeń. Kiedyś powiedział, że wolałby wyskoczyć z samolotu, niż opowiadać o swoim reżyserskim debiucie z 1997 roku, jednak na Skype'ie był o wiele bardziej otwarty. „To moje ulubione dzieło, jakie stworzyłem", mówi, a duma bije z niego na ekranie. „Eksperyment, płynność, cała idea tego filmu zbudowała fundamenty pod wszystko inne. Naprawdę kocham ten film".

Akcja „Gummo" toczy się w małym, zniszczonym przez tornado miasteczku w Ohio. Głównymi bohaterami są znudzone nastolatki, które zabijają koty i wąchają klej, desperacko szukając sensu nihilistycznej egzystencji. Harmony ponownie obsadził ludzi ze swojego otoczenia, w tym jego ówczesną dziewczynę, Chloë Sevigny i sfilmował wszystko w Nashville, gdzie dorastał. W ten sposób jego realizm nabrał jeszcze więcej autentyzmu.

Na przełomie lat 90. i 00. Harmony był już u szczytu sławy. „Gummo" zostało nagrodzone na Weneckim Festiwalu Filmowym i zaskarbiło mu szacunek wielkich graczy, takich jak Werner Herzog i Gus Van Sant. Natomiast poza branżą Harmony i jego paczka stali się idolami dekady — wszyscy chcieli naśladować ich awangardowy styl i wrodzony luz.

Po „Gummo" nadszedł niemal niemożliwy do rozszyfrowania „Julien Donkey-Boy" — wstrząsający film o chłopcu ze schizofrenią oraz „Fight Harm", który w zasadzie pokazywał, jak naćpany metakwalonem Harmony łazi po mieście i dostaje w kość. Ostatecznie ten drugi projekt został porzucony, ale to nic, bo Korine zdążył już zbudować sobie reputację prawdziwego wizjonera, enfant terrible świata filmu.

Lata 90. były szalone, zupełnie jak nałóg Harmony'ego. Narkotykom ulegli także Justin Pierce (Casper z „Dzieciaków") i Harold Hunter („Harold"). Po kolejnych odwykach Harmony wytrzeźwiał, wrócił do Nashville, ożenił się i został ojcem — nie stracił jednak swojego talentu do uwieczniania tego, co najlepsze w młodości.

„Spring Breakers", jego film z 2012 roku, to współczesny film noir nakręcony w neonowych kolorach, łączący ujęcia nagrane z ręki z kalejdoskopowym montażem. Opowiada o czterech studentkach poszukujących przygody, co doprowadza je na skraj nihilistycznych i morderczych instynktów. W filmie wystąpiły dwie gwiazdy Disneya — Selena Gomez i Vanessa Hudgens, oraz Ashley Benson, James Franco, Gucci Mane, The ATL Twins i żona Harmony'ego, Rachel. Ścieżkę dźwiękową stworzył Skrillex. Korine po raz kolejny wykreował realistyczny portret współczesności. Znajdziecie w nim dopalacze, szalone wyjazdy, iPhone'y, gorące laski, EDM, domówki organizowane jednym pociągnięciem palca po ekranie i eksplozja mediów społecznościowych.

„Dzieciaki" i „Spring Breakers" dzieli niemal 20 lat różnicy i pokazują odmienne światy. „Dzieciaki" były niskobudżetowym, brutalnie szczerym portretem ujaranych skejtów, naiwnych dziewczyn i bujania się po ulicach, natomiast „Spring Breakers" jest upiększoną widokówką z życia zapatrzonych w ekrany dziewczyn, które postanowiły zaszaleć.
Co się zmieniło? „Kultura młodzieżowa i ogólnie pojęta kultura po prostu wybuchły", mówi Harmony, a w jego głosie słychać nutę rozczarowania. „Wszystko zaczyna przypominać wir treści. Interesuje nas bardziej prędkość rozpowszechniania informacji, niż sam przekaz. Plusem tej sytuacji jest bezpośredniość — każdy ma dostęp do każdego. Jednocześnie to stanowi także minus. Nie ma już tajemniczości, czasu na przetrawienie informacji czy znalezienie oddźwięku. O wiele trudniej jest uwierzyć w coś, co stało się takie szybkie i jednorazowe".

Faktycznie, dzięki internetowi i mentalności „chcę wszystko tu i teraz", nieliczne interesujące subkultury, style i trendy, które się pojawiają, zostają wciągnięte do mainstreamu za naciśnięciem jednego klawisza. Jak coś może być undergroundowe, jeśli zdążyło stać się już viralem? Jak coś może być wywrotowe, jeśli już zostało skomercjalizowane przez wielkie koncerny i sprzedane młodzieży z grubym procentem?

„Właśnie to mam na myśli, gdy mówię, że dzisiejsze dzieciaki są takimi pieprzonymi mięczakami", mówi. „Nawet ci, którzy burzą normy, są tylko pozerami, to nie prawdziwy bunt, nie jest oparty na prawdziwych doświadczeniach. Nie mają swojego punktu widzenia, perspektywy, ani estetyki. Ludzie po prostu robią zdjęcia jedzenia albo imprez, na które nie zostali zaproszeni. Od czasu do czasu zobaczę albo usłyszę coś, co się przebija. Wszystko jest do dupy, ale czasem coś się wyróżni".

A co dalej czeka wielkiego Harmony'ego Korine'a? Po dwóch dekadach burzenia porządku, wywracania kultury do góry nogami i na lewą stronę, pojawił się po drugiej stronie lustra, z wielką retrospektywną w jednej z najbardziej prestiżowych instytucji Paryża. Co dalej? „Chcę robić rzeczy, które poruszają", mówi z błyskiem w oku. „Rzeczy, które mają w sobie element fizyczny, które cię rozbijają i przenikają. Chcę robić wszystko i nic, rzeczy, które są brutalne, a potem cię usypiają. Chcę dostarczać sobie rozrywki — właśnie to robię od małego". Zgadza się — Harmony Korine dopiero się rozkręca.

Wystawę „ Harmony Korine: in the Presence of the Artist" można podziwiać w paryskim The Pompidou Centre do 5 listopada 2017 roku.

Artykuł pierwotnie ukazał się w brytyjskim wydaniu i-D.