bro models — agencja dla modeli z europy środkowo-wschodniej

Czy w kraju liczącym niecałe 2 mln mieszkańców da się założyć męską agencję modelingową i odnosić międzynarodowe sukcesy? Zapytajcie ekipę z Bro Models.

tekst Max Tuson; zdjęcia: sam khoury; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
|
25 Wrzesień 2017, 11:01am

„Wszystko zaczęło się w Mediolanie", wspomina Karlis Adler, współzałożyciel pierwszej na Łotwie agencji butikowej dla modeli, Bro Models. „To był mój ostatni fashion week w roli modela, dzień przed pokazem Prady. Rozmawiałem o tym, co będzie dalej z Dianą, która wtedy była jedną z bookerek w mojej agencji. Znaliśmy się tylko na modelingu, chociaż mieliśmy różne perspektywy. Wtedy nagle zapaliła się w naszych głowach myśl: a co gdybyśmy mogli zrobić to lepiej? Założyć małą agencję, która naprawdę dbałaby o chłopców i ich portfolia, inwestowała w ich kariery i traktowała ich lepiej niż większe agencje? Pięć minut później zwerbowaliśmy dwóch chłopaków i zorganizowaliśmy im zdjęcia testowe na następny dzień. Tak to się zaczęło. I choć żaden z nich nie przyszedł na testy i tak potraktowaliśmy to doświadczenie, jako zachętę, że naprawdę może nam się udać".
To było rok temu. Od tamtej pory były model oraz jego dziewczyna Diana Nikitina zmienili Bro Models ze spontanicznego pomysłu w prawdziwą agencję, która reprezentuje 12 chłopaków z wielkim potencjałem, jak mówi Diana.

„Gdy zaczęliśmy, mieliśmy wielkie ambicje", zdradziła. „Ruszyliśmy szukać modeli do Berlina, Amsterdamu, Barcelony i na południe Francji. Znaleźliśmy chłopaka w Amsterdamie i załatwiliśmy mu angaż u Gucci na wyłączność. Pojechał do Rzymu poznać Alessandro Michele. Potwierdzili jego booking, ale potem postanowił związać się z inną agencją w swoim mieście".

Niestrudzona para skupiła się na swoim podwórku. „Myśleliśmy, że na Łotwie nie ma już więcej chłopaków, że wszyscy już zostali zwerbowani", mówi Karlis. „W całym kraju mieszka niecałe 2 mln ludzi, czyli, mniej więcej tyle co w jakimś dużym europejskim mieście, więc pomyśleliśmy, że nie uda nam się tu nikogo znaleźć". Na szczęście byli w wielkim błędzie.

Po założeniu firmy para jeździła w weekendy po małych miasteczkach w poszukiwaniu świeżych nowych twarzy. Są w pracy 24/7 — nawet gdy coś załatwiają na starówce w Rydze, Diana potrafi zauważyć kogoś nowego w zaledwie kilka sekund. „Czasem jeździmy do tych miasteczek i tygodniami szukamy bez skutku", mówi. „A potem nagle w Rydze wychodzimy na chwilę do spożywczaka i od razu kogoś znajdujemy". Czego dokładnie szukają? „Świeżych twarzy, wyjątkowego wyglądu, dobrego wzrostu", wyjaśnia Karlis. Większość ich modeli jest bardzo młoda, mają po 16, 17 lat, ale wzbudzają duże zainteresowanie. Mają już w kieszeni kilka kampanii Gucci, zaliczyli także drugi sezon na wybiegu, podczas którego ich modele wzięli udział w pokazach Burberry i Prady, a także otworzyli pokazy Louis Vuitton, J.W.Andersona i Driesa Van Notena. Jeden z chłopaków, Niks, właśnie pozował do lookbooka Loewe na wiosnę/lato 18, za który odpowiada Jamie Hawkesworth. Całkiem nieźle, jak na nową agencję z Rygi, która zaczęła od zaledwie pięciu chłopaków.

„Nie chcemy się za bardzo rozrastać", Karlis mówi o ich decyzji, by agencja pozostała nieduża. „Chętnie dołączymy jeszcze kilku chłopaków, ale ogółem może być ich maksymalnie 20. W inny wypadku nie dalibyśmy rady zająć się z każdym z nich, tak by nikogo nie pomijać". To właśnie wyrozumiałe i opiekuńcze podejście stanowi klucz. „Modeli trzeba traktować lepiej", Karlis powiedział o swoim doświadczeniu. „W trakcie fashion weeka większość chłopaków nie ma nawet pojęcia, gdzie są".

„Daje się im podstawowe informacje i nic więcej. Nikt ich nie wspiera", dodaje Diana. „Za pierwszym razem pojechałem do Paryża sam", wspomina Karlis. „Poszedłem do agencji prosto ze stacji autobusowej, nie miałem pojęcia czym był casting, opcja i jak powinienem się zachowywać. Miałem tylko swoje wyobrażenie uprzejmości".

„Chcemy traktować modeli jak naszych braci, [stąd nazwa Bro Models]", wyjaśnia Diana. Są gotowi na wiele, by utrzymać poziom i pozostać wiernym swojej wizji. Jeżdżą z modelami na pokazy i sesje, a nawet odgrywają z nimi scenki z castingów i innych spotkań, żeby chłopcy lepiej zrozumieli, czego mogą się spodziewać i jak mają się zachowywać. „Z boku to może wyglądać i brzmieć naprawdę głupio", przyznaje Karlis, „ale chcemy pokazać im przykład dobrego, profesjonalnego zachowania, żeby mogli się go nauczyć". „Chłopcy muszą być przygotowani na to, że pewnego dnia ich kariery się skończą", dodaje Diana. „Na wyjazdach muszą nawiązywać znajomości, zaprzyjaźniać się, odkładać pieniądze i myśleć o przyszłości, a nie tylko o imprezach". Karlis dodaje ze śmiechem: „Nie wydajcie wszystkiego na jedną noc w Paryżu".

W najbliższej przyszłości duet uda się na kilka scoutingowych wypraw do Estonii i na Litwę. „Chcemy prowadzić ostrą selekcję", mówi na koniec Karlis. „W naszym przypadku ta strategia świetnie się sprawdza".


Sam Khoury