śmiała, odważna i piękna: mary j blige wróciła i wciąż jest absolutnie genialna

Właśnie wyszedł jej nowy album, London Sessions. Odbyliśmy więc rozmowę z Królową Hip Hop Soulu o bólu i podnoszeniu się z porażek.

tekst Hattie Collins
|
03 Grudzień 2014, 12:35pm

Wiele rzeczy sprawia, że Mary J Blige jest piękna. Oczywiście jej muzyka. Na pewno buty Miu Miu, które nosi. Starannie zaaplikowany makijaż M.A.C. też, ale... To coś więcej niż te wszystkie detale. Jej piękno bierze się ze sposobu, w jaki marszczy brwi. Z blizny pod lewym okiem. Z warg o łukowatym kształcie, które sama uważa za śmieszne. Z tego, że jej jedno oko jest nieco większe od drugiego. Kiedy spotykasz się z Mary osobiście, jej widok naprawdę zapiera dech w piersiach. Dokładnie widzisz 43-letnią historię - dobre i złe czasy - wpisaną w rysy jej twarzy. Tak, jak wpisana jest ona w jej muzykę. Dzięki temu, że zarówno akceptuje, jak i eksponuje swoje wady, Mary naprawdę sprawia, że nie czuć się okej jest okej. Traumatyczne dzieciństwo i burzliwe dorastanie. Sława osiągnięta w młodym wieku, kiedy odciska to największe piętno. Kilka autodestrukcyjnych związków w latach 90. To wszystko zostawiło jej poczucie własnej wartości w strzępach, pewność siebie w rozsypce. Ale wtedy, w 2001 roku, wyszło No More Drama i zrobiło się naprawdę ostro. Pogodziła się z tą ciemnością. Zdecydowała, że nie będzie już bólu. Że nie będzie już żadnych dramatów. Nikt nigdy nie zrani już Mary. Nadal zmaga się z swoim postrzeganiem własnej wartości, jak my wszyscy. Jednak Królowa Hip Hop Soulu znalazła nareszcie wewnętrzny spokój i zaczęła szczerze kochać samą siebie. Poprosiliśmy urodzoną w Yonkers piosenkarkę, by podzieliła się z nami 10 ciekawostkami o sobie. Poniżej znajdziecie to, co nam powiedziała.


1. Potrzeba było wielu telefonów, aby nawiązała współpracę z Disclosure:

Odkryłam Disclosure poprzez Vevo. Razem z mężem, który jest moim menadżerem, byliśmy zachwyceni tą dwójką dzieciaków z Wielkiej Brytanii. Oni stworzyli coś, co brzmiało jak muzyka z lat 80. Taka, której słuchaliśmy będąc dziećmi: Martha Wash, CeCe Peniston, Inner City. Wow. Kiedy usłyszałam Latch, ogarnęła mnie straszna nostalgia. Po prostu musiałam zaśpiewać taką piosenkę. Mój mąż zadzwonił do Luciana Grainge'a [CEO Universal Music Group]. Lucian zadzwonił do Davida Josepha [CEO Universal UK]. A David zadzwonił do Darcusa [Besse'a, prezydenta Island Records]. On zadzwonił do Jacka Streeta, ich menadżera... I tak zataczało to kręgi. Wszystkim spodobał się bardzo ten pomysł. Już następnego dnia znalazłam się w studio, żeby nagrać F For You. Tak narodziła się też koncepcja mojego nowego albumu, London Sessions.

2. Kumpluje się z Bono (ale nie będziemy jej tego mieli za złe):

Nie uważam, że mój głos to najlepszy głos na świecie. Ale czuję się dobrze dokładnie z takim, jaki jest - nieważne jaki właściwie jest. Bono pomógł mi niesamowicie z wokalami. Pewnego dnia uczestniczyliśmy razem w koncercie charytatywnym na rzecz ofiar huraganu Katrina. Martwiłam się, czy w jednej z piosenek uda mi się uderzyć w nutę. A on na to: „Tu nie chodzi o trafienie w nutę, tu chodzi o zaśpiewanie piosenki". I już nigdy więcej nie denerwowałam się śpiewaniem czy uderzeniem we właściwą nutę.

3. Miło wspomina dni spędzone u boku Puffy'ego:

Kiedy przyglądam się sobie z tamtych lat z perspektywy czasu, to trochę tak, jakbym spoglądała na dziecko. Patrząc na niektóre zdjęcia myślę: „Ja nie mogę, ale byłam wtedy młoda". Pamiętam, jak latach młodości przebywałam z ludźmi takimi jak Puffy i ciągle się śmiałam. On zawsze potrafił doprowadzić mnie do śmiechu. Kojarzy mi się to właśnie ze śmiechem, zdjęcia ze mną i z Puffem. Zdjęcia ze mną i moimi przyjaciółkami z tamtych czasów.

4. Lubi zrobić sobie serialowy maraton

Zrobiłam ich sobie sporo. Prawo Ulicy, oczywiście. Ostatnio zrobiłam sobie maraton W garniturach. Tak naprawdę, to utkwiłam trochę na tym serialu, ale zamierzam wziąć się za Shameless, Skandal, Nashville... [Śmieje się] Kocham je wszystkie.

5. Trzymanie zwierząt domowych nie za bardzo jej wychodzi

Straszliwie podobała mi się praca z Naughty Boyem. Nie poznałam jednak kota Boba. Nie wiem, czy Naughty Boy już go znalazł, ale akurat wtedy Bob mu zginął. Parę razy próbowałam stać się miłośniczką zwierząt. Jako dorosła miałam dwa psy i kota. I kota, jak byłam małą dziewczynką. Ale później... No cóż, wtedy to nie działało jak trzeba i myślę, że teraz byłoby tak samo. Kocham zwierzęta, kiedy to nie ja się nimi opiekuję - to przecież jest jak posiadanie dziecka!

„Nie pozwalam nikomu dyktować mi jaka mam być ani sprawiać, że zaczynam osądzać sama siebie".

6. Jej definicja piękna nie ma nic wspólnego z kosmetykami i ubraniami

Lubię to wszystko. Lubię buty, lubię ubrania. Ale jeśli tak wewnątrz siebie nie czuję się ze sobą dobrze, tak na poważnie, to wtedy nie jest to piękno. Piękno to akceptowanie tego, że twoje jedno oko jest większe od drugiego. Że twoje usta są takie, jakie są. Albo że mrugam często powiekami, ale tak po prostu jest. Nie martwię się już o takie rzeczy. Twoje prawdziwe ja, kimkolwiek byś nie byłą - to właśnie jest dla mnie piękno. A wtedy możesz nałożyć na siebie cały make-up tego świata i wyglądać jak bogini. Dlatego, że jesteś fajna i pewna tego, co masz.

7. Uważa, że bycie dwudziestokilkulatką jest naprawdę do bani

Ten wiek jest beznadziejny. Okropny okres. Wychodzisz w świat i robisz cokolwiek się da. Jednak tak naprawdę nie chcesz robić tego, co robisz. Natomiast po trzydziestce zaczynasz rozumieć o co w tym wszystkim chodzi, wdrażać się. A po czterdziestce... to jest właśnie to. Nie pozwalasz już nikomu wciskać sobie kitu. Nie pozwalasz nikomu zabrać sobie tego, co należy do ciebie. Jestem sobą.

8. Nastoletniej MJB powiedziałaby, żeby nie traktowała siebie tak surowo

Powiedziałabym jej: „Jesteś piękna taka, jaka jesteś. Kolor twoich włosów jest piękny. Jesteś piękną dziewczyną i musisz w to uwierzyć". Bo ona w ogóle w to nie wierzyła. Nie byłaby w stanie tak naprawdę rozmawiać z tą Mary. Ona już była stracona. Kiedy trafiła do branży muzycznej... To kolejna iluzja. Że muszę zachowywać się tak, jakby była pewna siebie, a nie jestem. Jakbym myślała, że jestem śliczna, a myślę że jestem brzydka. To całkiem co innego, więc mnie nie słyszy. Nie mam też za wiele do powiedzenia dzisiejszym młodym artystom. Bo kiedy byłam młodsza, zrobiłam parę głupot i nie chciałam słuchać niczyich rad. Kiedy jesteś młody, robisz to, co robią młodzi. I myślisz, że to najlepszy wybór z możliwych, bo wszyscy cię za to chwalą. Ale pozwalam ludziom być ludźmi, bo kiedy dorastałam, nie chciałam nikogo się słuchać.

9. Nie ma czasu na medialną obsesję na punkcie celebrytów - a trolle mogą się gonić

Czuję się pewnie z tym, kim jestem. Nie pozwalam nikomu dyktować mi jaka mam być ani sprawiać, że zaczynam osądzać sama siebie. To właśnie mam na myśli mówiąc o byciu czterdziestokilkulatką. Mówisz po prostu: „Jestem jaka jestem. Czy ci się to podoba, czy nie. Akceptujesz to albo nie, i tyle". Nie zedrę z siebie ubrań, bo jakaś znana osoba zdziera z siebie ubrania. To może jej pasować, ale mi nie pasuje. Kiedyś walczyłam [z paparazzi], ale teraz mam świadomość, że dla dzisiejszych ludzi epoka w której żyjemy to prawdziwe cyber piekło. Kiedy wychodzimy na zewnątrz i ludzie zaczynają nam robić zdjęcia, nie mogę tak po prostu zacząć im wytrącać telefonów z dłoni. Tak więc, o ile nie grzebię sobie w nosie albo nie wyglądam jak wariatka, róbcie sobie tyle zdjęć, ile się wam żywnie podoba. Nie da się ich zatrzymać.

10. A, koniec końców, to wszystko to tylko życie, naprawdę

Rozwinęłam się i nadal się rozwijam. To [moje inne albumy] jest historia i to gruba książka, i nadal jest otwarta. Ale teraz trzeba otworzyć nową. Nie zamykamy tej, ale musimy otworzyć nową książkę. Są ludzie, którzy wciąż chcą mieszkać w tamtej i ja też uwielbiam tam być. Jednak jeśli chcesz dorastać i się rozwijać, musisz zacząć nową książkę. Tu właśnie jesteśmy. Życie to życie i godzimy się z tym. 

@maryjblige

Kredyty


Tekst: Hattie Collins
Zdjęcie: Olivia Rose

Tagged:
mary j blige
muzyka wywiady