czas na modę męską!

Właśnie rozkwita nam nowy kwartet projektantów, prosto z Londynu: Astrid Andersen, Cottweiler, Nasir Mazhar i Pieter. Teraz nadszedł ich moment.

tekst Steve Salter
|
07 Wrzesień 2015, 3:39pm

Astrid Andersen

Oczywiście, jeśli mowa o projektantach, to tutaj „dojrzewanie" rządzi się zupełnie innymi prawami. Niektórzy mogą mówić, że to był moment, mrugnięcie oka, nagła zmiana. Takie przypadki to jedna wielka rzadkość, bo branża modowa nie przewiduje miejsca dla „momentów" i ulotnych chwil. Ona ewoluuje w swoim własnym tempie, a sukces odnosi ten, kto potrafi za nim nadążyć i zgrabnie wpasować się w chwilę.

Nie ma chyba lepszego miejsca na wyrobienie niszy niż londyńskie męskie kolekcje (London Collections: Men, w skrócie - LC:M, wprowadzone kilka lat temu na londyńskim Fashion Week, przyp. tłum.). „To jedno z niewielu miejsc otwartych na sugestie i niebojących się zmian", mówi Craig Green zapytany o to, dlaczego projektuje modę męską w stolicy Wielkiej Brytanii. I to prawda. LC:M zapewniło znakomitą platformę dla młodych projektantów, aby mogli zaprezentować swój talent gdzieś dalej niż tylko w granicach swojego miasta. 7. wydanie LC:M na londyńskim Fashion Weeku to już nie tylko zapowiedź nowego sezonu, to zapowiedź nowego wszystkiego. Wiosnę/lato 16 przepełnia młodość w wykonaniu romantyków, marzycieli i prowokatorów. Londyn dziś to Astrid Andersen, Nasir Mazhar, Cottweiler i Pieter.

Cottweiler

Po skutecznym zamknięciu poprzedniego Fashion Weeku oraz zamieszania, jakie zrobili na Insta dzięki kolaboracji z FKA Twigs, projektancki duet Cottweiler został już oficjalnie i na dobre powitany w londyńskiej modowej rodzinie na sezon wiosna/lato 16. Duet, który balansuje na krawędzi luzu i elegancji, zdążył ustanowić już rzeszę wiernych fanów oraz listę międzynarodowych dystrybutorów, a teraz z kolei ma szansę zaprezentować się szerszemu gronu odbiorców. „To niesamowite, że otrzymujemy takie poparcie, ale wykorzystamy go tak, że nadal pozostaniemy dziwni i nadal będziemy robili swoje", obiecuje Ben Cottrell. A tym właśnie zajmuje się LC:M, promowaniem i dbaniem o lokalnych utalentowanych dziwaków.

„Trudno jest dokładnie określić, kiedy powstał Cottweiler", mówi druga połowa marki, Matthew Dainty. „Projektowaliśmy i tworzyliśmy ciuchy dla znajomych, zanim w ogóle ktokolwiek nas zauważył i zaczął dystrybuować", dodaje Ben. Gdy poznaliśmy się po raz pierwszy kilka lat temu, para projektantów pracowała niezmordowanie w ciemnej, wilgotnej enklawie przy torach kolejowych. „Ten czas był dla nas bardzo ważny", wspomina Matthew. „To było super, mieć swoje własne miejsce, z dala od wszystkich i wszystkiego", tłumaczy. „To naprawdę dało nam szansę na rozbudowanie całej idei, tożsamości, której rdzeń polega po prostu na naszej przyjaźni. Nie oglądaliśmy się na innych ludzi i koncentrowaliśmy się jedynie na tym, co podobało się nam, a gdy przyszedł bardziej sprzyjający dla nas czas, aby się pokazać publicznie, wiedzieliśmy już doskonale, dokąd chcemy zmierzać i w jakim stopniu", mówi. „Nigdy się nie spieszyliśmy, żeby zarobić szybką kasę. Dorastaliśmy z tą samą ambicją i chcemy, aby Cottweiler przetrwał", tłumaczy Ben. „Wolny, ale kontrolowany wzrost to jedyny sposób na długowieczność marki". Zgadzamy się.

Nasir Mazhar

Z kolei Nasir Mazhar oferuje swój własny sposób na pozostanie w grze na długo. Zaczynał jako stażysta w Vidal Sassoon, następnie był asystentem najlepszych stylistów z branży, pracował też z kapelusznikiem Markiem Wheelerem. Idąc tą dość niekonwencjonalną ścieżką, Nasir założył własną markę w 2008 roku, a w sezonie wiosna/lato 13 pokazał już swoją pierwszą, kolekcję prêt-à-porter. Nasir nie poświęcił jednak tych lat na stworzenie kolekcji wokół jednego, utartego schematu czy konwencji, był bowiem zajęty dopracowywaniem każdej pojedynczej kreacji do absolutnej perfekcji. „Ja nie wierzę w zlepianie dobrych pomysłów, wierzę w budowanie na nich", mówi projektant. „Chcę kontynuować pracę nad rzeczami, które mi się podobają i które rzeczywiście działają, z każdym sezonem wkraczając na coraz wyższy poziom. Chcę, aby ludzie myśląc o Nasirze Mazharu, mieli przed oczami jasny obrazek". Wprawdzie nie wierzy on w sezonowe rewelacje, ale jego debiut dowodzi ewolucji. „Czuję, że otwiera się całkiem nowy rozdział, a my mówimy ludziom: 'to nasz look, to nasze produkty, to właśnie nasza twórczość'", mówi Mazhar za kulisami z błyskiem w oku.

Astrid Andersen odczuwa podobny głód co Nasir. Nieustannie się rozwija, podczas gdy jej zasięgi wzrastają. „Zawsze, gdy jadę w nowe miejsce, to rozwala mnie widok mężczyzn w moich własnych projektach", tłumaczy projektantka. Obserwując Astrid na Instagramie, łatwo zauważyć, jak daleko „podróżuje" marka. Wierni fani z całego świata przyodziewają jej kreacje. „Są dla mnie inspiracją, widok tego, co noszą i jak to noszą wpływa na to, w jaki sposób ja projektuję", przyznaje. W sezonie wiosna/lato 16 przeniosła fokus z Tokio na Szanghaj. „Ten sezon to hołd złożony mężczyznom, którzy ubierają się odważnie i mają swój punkt widzenia". To w Astrid Andersen w pigułce. Czuć powiew luksusu, ale marka przede wszystkim zakorzeniona jest w rzeczywistości. „To nie jest trend, a raczej okres w moim życiu, obsesja. Nie chciałam się od tego odwracać, tylko skupić się na tym i wprowadzić nowe elementy", tłumaczy Astrid. „Mam świadomość, że z każdym sezonem marka rośnie, ewoluuje, ponieważ ja sama się zmieniam, dlatego wprowadziłam trencz, peruki oraz materiały i sylwetki, które są bardziej zadziorne", przyznaje. To mini świat Astrid Andersen, który niebawem podbije planetę.

Wreszcie - Sebastiaan Pieter. Jego pojawienie się w świecie mody było równie niekonwencjonalne, co Nasira. „Nie ograniczałem się do projektowania, bo chciałem pracować dla ludzi i firm, które mnie inspirowały", tłumaczy Pieter. „Myślę, że każdy by podjął staż w Google albo BBC, nawet jedynie z czystej ciekawości, z czym to się je", dodaje. Podczas studiów, Sebastiaan szukał szansy nie tylko w projektowaniu. Odbył staże w magazynach Monocle i Fantastic Man, a następnie w Jil Sander. „Miałem duże szczęście, móc pracować w magazynach, które nauczyły mnie, w jaki sposób współdziałają z markami modowymi, a także jak tworzą obrazy i historię, które składają się na pewną tożsamość. Pracowałem w showroomach, w pewnym momencie nawet w dziale PR, a to wszystko mi dało dosyć kompletny obraz całej branży. Bez tej wiedzy, nie sądzę, abym kiedykolwiek zdobył się na odwagę i założył własną markę. Doświadczenie pokazało mi, że poza projektowaniem, to przede wszystkim biznes", dodaje Sebastiaan z uśmiechem.

Pieter

Jaką więc radę daliby młodym ludziom, chcącym podążyć ich śladami? „Nie śledź żadnych trendów, bądź oryginalny, a krytyki używaj w pozytywny sposób, pozwól, by pchała cię do przodu", radzi Matthew Dainty. „Miej otwarty umysł na to, w jaki sposób będziesz docierać do swego celu, bo okazje mogą się pojawiać w bardzo nieprzewidywalnych formach. Nigdy nie poświęcaj własnej wizji. I wiedz, kiedy przestać", podsumowuje Sebastiaan.

Koniecznie przeczytaj też: Moda kontra normalni kolesie.

Kredyty


Tekst: Steve Salter
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: Harry Carr

Tagged:
Menswear
Nasir Mazhar
Astrid Andersen
pieter
cottweiler
coming of age issue