nieodwzajemnione pożądanie

Jak dzisiaj wygląda intymność i frustracja w związku?

tekst Elyssa Goodman
|
16 Wrzesień 2016, 4:00pm

W zeszłym tygodniu brytyjski artysta Eddie Peake pokazał w nowojorskiej galerii Jeffreya Deitcha swój odważny performens, „Head". W trakcie przedstawienia pojawia się pięciu nagich tancerzy (w białych Reebokach), pomalowanych od stóp do głów farbą — każdy innym kolorem. W ciągu występów widownia powoli wypełniała pokój wokół kolorowych postaci, stojąc blisko białych ścian. Tancerze chodzili po pokoju z trzema muzykami ubranymi na czarno, którzy później zaczęli grać na bębnach, syntetyzatorze i gitarze elektrycznej. Sam Eddie siedział na głośniku.

Performens „Head" został zamówiony przez galerię, aby uczcić powrót Jeffreya Deitcha do przestrzeni, w której wcześniej mieściło się legendarne Deitch Projects na Wooster Street. Galerię zamknięto w 2010 roku, gdy Deitch objął posadę kierownika w muzeum Sztuki Współczesnej w Los Angeles, a przestrzeń została przejęta przez Swiss Institute. W ciągu kilku ostatnich lat Peake pokazywał performensy dotyczące pożądania, związków i intymności w takich miejscach jak Tate Modern i White Cube Sao Paulo.

Najnowszy performens bada popęd seksualny i nieodwzajemnione pożądanie, pragnienie zakazanego owocu, który jest nieosiągalny z różnych względów (jak złożona natura związków, zazdrość, trójkąty czy odchyły od normy). Dla Peake'a ta praca jest niesamowicie osobista, aż do tego stopnia, że sam mówi, iż on i jego dzieła są jednością. „Jestem kompletnie subiektywnie zanurzony w tych pracach i właśnie tego chcę", mówi. „Te prace to ja i moje pragnienia". Jako artysty nie interesuje go obieranie zawiłej, tajemniczej drogi, oderwanej od jego doświadczeń.

Peake przyznaje, że jego pragnienia nie wpasowują się w konwencjonalny kanon płciowy, co przejawia się w jego pracach, które „w kwestii seksualności wyglądają nieco niejednoznacznie". Performerzy różnych płci często pojawiają się nago w rozmaitych sytuacjach, od grania w piłkę, po jazdę na rolkach. W najnowszym performensie występują trzej mężczyźni i dwie kobiety. „Nie płatam figli, pytając: O, zgadnijcie czy to jest homo- czy heteroseksualne? To dzieje się naturalnie i w rezultacie praca wygląda, jakby próbowała poruszać się między różnymi biegunami".

Artysta miał tydzień na stworzenie pracy. Jak mówi, paradoksalnie to jeden z najdłuższych okresów, jaki dostał na przygotowanie performensu. Na początku nie wie, jak występ będzie wyglądać, ale każdy z nich dopasowuje do przestrzeni, w której się odbędzie. Powstaje jako efekt wspólnej pracy Peake'a, tancerzy i muzyków, tworzących coś nowego i oryginalnego. Improwizują i eksperymentują, a potem wybierają najlepsze części i je łączą. Peake woli, żeby jego prace opowiadały jakąś historię, chociaż niekoniecznie musi ona być oczywista dla widzów.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

„Lubię zaczynać z przytupem, przechodzić w coś łagodniejszego i potem kończyć z jeszcze większym przytupem, niż na początku", mówi, śmiejąc się. „Wtedy ma się poczucie rozwoju, dostrzega zwroty akcji, a nie ogląda coś, co przez 45 minut będzie takie samo".

Na początku performensu mężczyzna pomalowany na czerwono przez całe wieki patrzył na blondyna siedzącego na publiczności, aż w końcu widz powiedział mu, jakie ma ładne oczy. Performer patrzył na niego jeszcze przez chwilę i odszedł. Wyzwanie, napięcie i pożądanie było wręcz namacalne.

Wkrótce potem tancerze zaczęli wykonywać sekwencje sztywnych, kanciastych, zsynchronizowanych ruchów, które zmieniają się w serię pchnięć i kręcenie biodrami. Ich ciała stykają się ze sobą i brudzą się farbą, co sugeruje wizualizację tego, jak odciskamy na innych swoje piętno.

Muzyka rozbrzmiała z głośników głośniej niż wcześniej, a ruchy stały się bardziej dynamiczne. Perfmormerzy rzucali się na ziemię i skakali w powietrze z okrzykami wyrażającymi podekscytowanie i frustrację. Mężczyźni i kobiety wpadali w błędne kolo, powtarzając swoje ruchy w szale. To właśnie twarze nieodwzajemnionego pożądania Peake'a — uzewnętrzniony wewnętrzny monolog.

Gdy performens się skończył, dyszący artyści zeszli ze sceny, a po nich zostały tylko seksowne plamy w stylu testu Rorschacha. Występ jest przesiąknięty twórcą: „Chcę, żeby praca była prawdziwa", mówi Peake. „Po prostu chcę, żeby była ucieleśnieniem mojego życia".

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Elyssa Goodman
Zdjęcia: Matthew Placek, dzięki uprzejmości Jeffrey Deitch Inc. New York