5 młodych fotografów, których warto znać

Robią zdjęcia wszystkiemu: od uchodźców po damskie drużyny rugby.

tekst i-D Staff
|
18 Kwiecień 2016, 3:20pm

Laurent Kronental, Souvenir d'un Futur

Dlaczego postanowiłeś skupić się na paryskich osiedlach?
Najpierw chciałem uwiecznić ludzi, którzy tam mieszkają. Zacząłem fotografować ich życie codzienne, ale z czasem coraz bardziej skupiałem się na budynkach. Chciałem odkryć przeszłość, przyszłość i teraźniejszość tych miejsc. Pokazać pokolenie starszych ludzi, którzy wprowadzili się, gdy budynki były jeszcze nowe, zestawić ze sobą proces starzenia się architektury i ludzi, którzy ją zamieszkują. Te okolice często są marginalizowane, a ich lokatorzy są zepchnięci na margines. Mimo to te budynki są teraz bardzo futurystyczne, bardziej niż La Défense, nowoczesna dzielnica finansowa Paryża. Nie da się powiedzieć, do jakiej ery należą.

Czy twój proces twórczy jest polityczny?
Ludzie często mnie o to pytają, ale nie mam ochoty udzielać odpowiedzi. Wolę nie zabierać głosu na temat, który jest poza moją kontrolą. To artystyczne podejście, które mówi o starszych ludziach i urbanizmie. Nie chciałem, żeby moje zdjęcia były polityczne. Te dzielnice są często pokazywane przez pryzmat prawdziwych problemów w społeczeństwie. Chciałem pokazać te miejsca z innej perspektywy, rzucić wyzwanie widzowi. Utrzymanie i odnawianie tych osiedli jest ważne.

Nad czym teraz pracujesz?
Cykl o osiedlach wciąż się rozwija. Byłem w wielu miejscach, ale zdjęcia nie zostały jeszcze opublikowane. Na końcu zbiorę je w fotoksiążce. W międzyczasie pracuję nad drugim projektem, który skupia się na wnętrzach budynków. Będzie uzupełnieniem. To zajmuje mi dużo czasu, bo pracuję na kliszach i mam ciemnię, w której wywołuję zdjęcia z aparatu wielkoformatowego. Szukanie starszych ludzi, którzy będą chcieli mi zapozować i zaangażować się w projekt, też zajmuje czas.

laurentkronental.com

Stefanie Zofia Schulz, Duldung

Czy możesz wyjaśnić, co oznacza słowo „Duldung"?
Duldung po niemiecku oznacza „tolerowanie czegoś", „dawanie przyzwolenia". Regularnie odwiedzałam mieszkańców największego niemieckiego ośrodka dla uchodźców i osób ubiegających się o azyl. Większość ludzi, których sfotografowałam, ma zezwolenie na „pobyt tolerowany" (który pozwala cudzoziemcowi pozostać na terenie kraju, mimo że odmówiono mu przyznania statusu uchodźcy) — to też określa słowo „Duldung". Co trzy miesiące muszą przedłużać swój pobyt i w każdym momencie mogą zostać deportowani. To najgorszy status, jaki można uzyskać w Niemczech. Jedyną różnicą między nimi a nielegalnymi imigrantami, jest to, że mają się dach nad głową i najbardziej niezbędne rzeczy do życia codziennego.

Skupiłam się na dzieciach i nastolatkach, które tam dorastają lub wręcz urodziły się w tych warunkach. Dla większości z nich ten obóz jest domem. Mówią po niemiecku, chodzą do niemieckich szkół, ale nie są akceptowane i być może nie będą mieć przyszłości w kraju, w którym dorastają. Szukałam dziwnych, wręcz surrealistycznych chwil, żeby pokazać ich absurdalną sytuację i wyrazić przez fotografię rzeczy, o których się nie mówi. Ośrodek dla uchodźców znajduje się na skraju małego miasteczka Lebach, przy granicy z Francją. Oficjalnie, uchodźca ma przebywać tam maksymalnie rok, zanim zostanie przeniesiony do stałego miejsca pobytu. Mimo to poznałam ludzi, którzy mieszkają w obozie już ponad 14 lat.

Jak polityka wpływa na twoje prace?
Polityka, lub raczej jej wpływ, jest wszechobecna w naszym życiu. Jako społeczność walczymy dla niej, ale jednocześnie musimy się jej strzec. W fotografii interesują mnie konsekwencje źle prowadzonej polityki, które wkraczają w nasze prywatne życie codzienne. Gdy pokazuję przeżycia i uczucia zwykłych ludzi, na pierwszy rzut oka wydają się bardzo prywatne, ale to polityczne zdjęcia. Przy nowym projekcie zajmuję się tematem chorób psychicznych. To też wydaje się intymne. Ale czy wiecie, że samotni rodzice w wielkich miastach dwa razy częściej zmagają się z depresją, niż ci, którzy mają partnera i rodzinę w komplecie? W tej dziedzinie zdecydowanie brakuje zainteresowania polityków.

Kim są dziewczynki ze zdjęcia?
Sania ma 13 lat, a jej siostra Tiana 12. Ich rodzina przyjechała z Serbii dwa lata temu i złożyła wniosek o azyl. Romowie z Serbii nie mają statusu politycznych uchodźców, więc Niemcy odrzuciły ich wniosek i przyznały im tymczasowe zezwolenie na pobyt, które co kilka miesięcy trzeba przedłużać. Ich ojciec dostał pozwolenie na pracę jako śmieciarz. Cierpi na bezdech senny — na noc potrzebuje aparatu tlenowego, bez niego może się udusić. Jego żona wychowuje piątkę dzieci. W Serbii oboje zostali pobici, bo nie chcieli głosować na określonego polityka, ojciec stracił oko. Sania i Tiana są najstarsze z rodzeństwa. Muszą pomagać mamie w domu i zajmować się młodszymi dziećmi. Oprócz tego spędzają dużo czasu w domu, bo mężczyźni w obozie napastują seksualnie młode dziewczęta, a nawet chłopców. Są uwięzione pomiędzy zmartwionymi rodzicami a tradycyjnymi wartościami. Walczą o swoją wolność, jak inne dziewczyny w ich wieku. Ale zamiast kłócenia się o wyjście na imprezę, dla nich wielkim wydarzeniem jest zostanie na dworze do 20.

stefaniezofiaschultz.de

Carlos Alba, The Observation of Trifles

Opowiedz nam coś o swoim projekcie. Skąd wziął się ten pomysł?
Zainspirowała mnie ręcznie narysowana mapa mojej okolicy, którą dostałem od właścicielki mieszkania w Londynie. Postanowiłem użyć jej jako punktu wyjścia mojego projektu. Praca opowiada o obcokrajowcu, który przyjeżdża do Londynu i podążając za drobnymi znakami, poznaje ludzi i znajduje własne miejsce. Łączę przedmioty (znaki) ze zdjęciami, bo to w pewien fizyczny sposób wciąga w prace i intryguje. Gdy przyjechałem do Londynu, nie wiedziałem wiele o tym mieście. Nigdy wcześniej tu nie byłem, nie mówiłem po angielsku, ale musiałem jakoś zacząć tu nowe życie. Dlatego postanowiłem spacerować i robić zdjęcia aparatem na kliszę 35 mm oraz średnim formatem. W Madrycie pracowałem przy edytorialach i reklamach, ale miałem już dość cyfrówek i terminów. Dlatego przeniosłem się do Londynu, żeby dać sobie szansę pracy nad moimi personalnymi projektami. Minęły trzy lata. Bardzo się cieszę, że udało mi się znaleźć równowagę między moimi osobistymi projektami a zleceniami.

Opowiedz nam coś o parze z tego zdjęcia.
Ten list miłosny znalazłem na ulicy, blisko domu. Wyobrażałem sobie, jaka historia mogła się za nim kryć. Nie mogłem znaleźć na nim imienia, ale pomyślałem, że może należał do zakochanych nastolatków. Dlatego poszedłem do szkół w okolicy, ale nie znalazłem osób, których szukałem. Któregoś dnia zobaczyłem tę parę pod mostem. Całowali się i palili papierosa. Pomyślałem, że to oni będą moją parą i opowiedziałem im o projekcie.

Dlaczego znalezione obiekty są tak ważne dla ciebie i tego projektu?
Znalazłem je w mojej okolicy, na wschodzie Londynu. Było tam wszystko: negatywy, zdjęcia do dokumentów, notatki, rysunki, linijki, biżuteria, karty... są jak małe skarby. Gdy uzbierałem ich dość, wybrałem te, które wydawały mi się najważniejsze. Potem zacząłem szukać informacji na ich temat, chciałem je jakoś połączyć z mieszkańcami okolicy. Przedmioty są ważne, bo pomagają mi znaleźć ludzi, których chcę sfotografować i poznać.

Co chcesz przekazać swoimi pracami?
Ten projekt przypominał grę. Chciałem, żeby inni też mogli w nią zagrać i dobrze się bawić. Dla mnie to była forma terapii, bo musiałem zakochać się w fotografii na nowo i być ze sobą szczery.

@carlosalbaphoto

Alejandra Carles-Tolra, The Bears

Kiedy zaczęłaś cykl „The Bears" i dlaczego?
Zaczęłam w 2013 roku. Spędziłam kilka lat nad cyklem „Fall In", fotografowałam korpus oficerów rezerwy w Bostonie. Przy tym projekcie dowiedziałam się, co przeżywają kobiety w zdominowanych przez mężczyzn dziedzinach i zainteresowało mnie fotografowanie kobiet w takiej sytuacji. Niedawno przeniosłam się z Massachusetts do Rhode Island. Wtedy dowiedziałam się o damskiej drużynie rugby Uniwersytetu Browna. Zaczęłam czytać o historii drużyny i o pracy zespołowej w sportach. Wkrótce zaczęłam uczęszczać na ich cotygodniowe treningi i rozgrywki, fotografowałam je regularnie. Niedźwiedź z tytułu tej serii nawiązuje do maskotki uczelni i siły tego zwierzęcia. W ten sposób chciałam oddać cześć psychicznej i fizycznej sile kobiet.

Dlaczego postanowiłaś się skupić właśnie na tych kobietach?
Te studentki są częścią bardzo wymagającego intelektualnie środowiska i postanowiły zaangażować się w bardzo wymagający fizycznie sport. Sport, który wprowadza je do pewnej społeczności, która nie tylko stawia przed nimi wyzwanie, by przekraczać swoje ograniczenia, ale także wzmacnia je fizycznie i psychicznie.

Jak w twoich pracach odbija się dwojakość tej dyscypliny: męskość i kobiecość?
Rugby ma skomplikowaną tożsamość, która często jest upraszczana, co tym samym spłaszcza osobowość graczy, szczególnie kobiet. Kobietom grającym w ten sport często przypisuje się stereotypową męskość. Ale kim naprawdę jest dziewczyna grająca w rugby? Przez swoje portrety chcę pokazać głębsze zrozumienie ich osobowości, a także jak to jest być kobietą, która gra w sport zdominowany przez mężczyzn. Zdjęcia podkreślają ten dualizm sportu i sportowców: agresję i grację, słabość i siłę, męskość i kobiecość.

Opowiedz nam coś o dziewczynie ze zdjęcia.
Portrety z tego cyklu mają rzucić światło na osobowość każdej z dziewczyn. Zawodniczki, jak Joanna ze zdjęcia, są uchwycone same, bez drużyny. Skłaniam widza do przyjrzenia się im indywidualnie. Z drugiej strony zbliżenia ich interakcji na boisku podkreślają, jaką rolę odgrywają jako część drużyny. Kobieta z tego zdjęcia to Joanna Chatham, 21-letnia studentka kognitywistyki ze specjalizacją lingwistyka komputerowa. W drużynie jest skrzydłową. Na tym zdjęciu obserwuje mecz Brown kontra Dartmouth.

Co chcesz przekazać ludziom tym cyklem?
Przez te zdjęcia chcę rozszerzyć definicję kobiecej tożsamości. Wierzę, że te dziewczyny odgrywają ważną rolę w obalaniu stereotypów, w pokazywaniu, co to znaczy być z grupy wykluczanej w sporcie. Mam nadzieję, że moje zdjęcia podważają przekonania dotyczące ich osobowości, a jednocześnie oddają hołd ich wytrwałości i sile.

Nad czym teraz pracujesz?
Teraz pracuję nad nowym cyklem zdjęć w Wielkiej Brytanii. Skupia się na grupie ludzi, głównie na kobietach, które łączy zamiłowanie do twórczości Jane Austen. Stworzyły społeczność, w której mogą wspólnie oddawać cześć pracom pisarki i jej epoce. Przebierają się w suknie i wskrzeszają słowa Austen w XXI wieku.

alejandracarlestolra.com

Borja Larrondo i Diego Sanchez, Aquellos Que Esperan

Co odkrywacie w projekcie Aquellos Que Esperan?
To długoterminowy projekt, który wykorzystuje fotografię dokumentalną, by opowiedzieć historię. To wieloformatowa praca, która wciąż trwa. Uwiecznia codzienność na przedmieściach przemysłowych miast z pewnymi cechami wspólnymi — np. wszystkie zostały założone w latach 50. lub 60. i są zamieszkane przez imigrantów, którzy wcześniej mieszkali w slumsach.

Dlaczego postanowiliście skupić się na tych miejscach?
Dziś brakuje im indywidualizmu/tożsamości. Zostały zapomniane przez instytucje, a ich przyszłość jest niepewna. Ich mieszkańcy wciąż jednak mają poczucie, że przynależą do tych miejsc. Zaczęliśmy ten projekt w 2012 roku w Orcasur, dzielnicy Madrytu. Robiliśmy tam zdjęcia przez dwa lata ze wsparciem Fotopres La Caixa. W 2015 roku dzięki Circulation(s) Festival i Centquatre, pojechaliśmy do La Courneuve we Francji, aby kontynuować ten projekt, porównując to miejsce do Orcasur.

Co planujecie dalej?
W zeszłym roku nasze prace zostały pokazane na CaixaForum w Madrycie i Barcelonie. W czerwcu zostaną wystawione w Saragossie. Pracujemy też nad dwoma publikacjami.

aquellosqueesperan.org

Przeczytaj też:

Kredyty


Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska