poznajcie daniela arnolda

Fotografa, który potrafi znaleźć piękno w najbardziej banalnych rzeczach.

tekst i-D Staff
|
13 Styczeń 2016, 4:58pm

Daniel Arnold

Obserwowanie Daniela, fotografa ulicznego przy pracy jest jak wzięcie udziału w niesamowitym, ale i dziwnym przedstawieniu. W efekcie stoisz jak zauroczony, nie mogąc oderwać oczu, pezłnych podziwu i strachu jednocześnie. Wydaje się, że on widzi wszystko i że całkowicie się temu oddaje. To właśnie przenikliwa wrażliwość na otaczający świat, połączona z głębokim zauroczeniem pięknem obcych ludzi, motywuje jego ciągle rosnącą grupę wielbicieli, aby dalej śledzić jego rozwój. Na swoim koncie ma już spore sukcesy : sprzedaż na Instagramie, o której napisał Forbes, dwie okładki dla magazynu The New Yorker i sesja dla Vogue'a.

Jak wygląda twoja relacja z Nowym Jorkiem?
Jak małżeństwo, ale to miasto jest dla mnie też jakby rodzicem. Myślę, że tempo, energia i presja tu panująca naprawdę zmieniają ludzi. Roztapia cię i formuje w coś nowego — w inną wersję tego samego.

Czy robiąc zdjęcia szukasz czegoś konkretnego? Czy te postacie coś dla ciebie znaczą?
Tak, choć to niezamierzone działanie. Kiedy udaje mi się wciągnąć w fotografowanie, przestaję myśleć. Wtedy nie szukam niczego, po prostu obserwuję rozwój wydarzeń. Później widzę, że te zdjęcia w pewien sposób oddają moje przemyślenia i emocje.

Dwa lata temu miałeś wystawę w San Francisco, a wszystkie zdjęcia zrobiłeś tuż przed jej otwarciem. Jak ci poszło?
Nie zdawałem sobie sprawy w co się pakuję... Jestem szalony! Przyleciałem do miasta 10 dni przed wystawą i w tydzień przeszedłem ze 100 km robiąc zdjęcia. Wszystko obrobiłem i wydrukowałem w trzy dni, a potem powiesiłem na wystawie. To ciężka, fizyczna praca, która mnie zmęczyła. San Francisco wydaje mi się niebezpieczne, ale może dlatego, że jestem przyjezdny. Przy nim Nowy Jork wygląda jak plac zabaw. Sama szerokość ulic w San Francisco budzi grozę. To bardzo emocjonujące przeżycie i świetne doświadczenie - czasem czułem się samotny i przerażony, ale było super.  

Czy musisz nieustannie zapewniać ludzi, których fotografujesz, że nie masz złych intencji? Szczególnie gdy są to dzieci?
Rzadko to robię, wolę pozostać w ruchu. Ale przydarzyło mi się to niedawno na Times Square. Zobaczyłem starszą kobietę, ubraną od stóp do głów na biało -- wyglądała czadowo. Za nią stał chasyd (ortodoksyjny Żyd) w charakterystycznym stroju. Chciałem zrobić zdjęcie w odpowiednim momencie, kiedy będą się mijać. Wtedy w kadr weszła mi mała dziewczynka z misiem. Zrobiłem fotkę i poszedłem dalej. Ale całą sytuację zobaczyła jakaś kobieta - widziałem, że wyglądała na zaniepokojoną. Podbiegła do matki dziewczynki i powiedziała: „czy mogę z panią porozmawiać?". Jestem pewien, że później powiedziała „ten facet zrobił zdjęcie pani dziecka!". To frustrujące.

Mogłeś wpakować się w duże kłopoty…
Tak, to ryzykowne. Zwłaszcza przy dzisiejszych nastrojach — paranoi na punkcie terroryzmu i inwigilacji — całym tym bagnie. Kiedy obcy robi komuś zdjęcie, ludzie traktują to jak rodzaj dewiacji, jakby coś złego miałoby się stać ich fotografiom.

Jak daleko posuwasz się jako fotograf, żeby zrobić dobre zdjęcie?
Sparzyłem się masę razy, narażałem się na niebezpieczeństwo, zadzierałem z ludźmi, z którymi się nie zadziera. Zdarzyło mi się, że ktoś wyciągnął film z mojego aparatu i wyrzucił go na ulicę, ale wciąż uważam, że było warto.

Czy teraz to jest rodzaj nałogu?
Z
decydowanie, kiedy po raz pierwszy mnie wzięło, nie jadłem, nie korzystałem z łazienki, pracowałem po 12 godzin i straciłem sporo na wadze. To bardziej przypomina taki rodzaj uzależnienia, jakim jest miłość, a nie heroina. To bardzo pozytywne, w pewnym sensie to afirmacja życia.

Zaczynałeś jako pisarz, czy te fotografie to przedłużenie pisania? Twoje zdjęcia często wydają się opowiadać historię.
Byłem bardzo świadomy wychodząc poza pisanie. Zacząłem pisać o muzyce, ale potem okazało się, że wychodzą z tego bardziej teksty o ludziach i doświadczeniach oraz recenzje. Miałem dość słuchania własnego gadania, chciałem się w końcu zamknąć i przestać tak uzewnętrzniać. Otworzyłem drugiego bloga „When to Say Nothing", na którym chciałem zamieszczać zdjęcia i opowiadać inne historie. Fotografie pokazywały niuanse, osobiste i emocjonalne opowieści, bez zbędnych słów. To był pierwszy bodziec, żeby podejść do fotografii na serio. I pierwszy moment styku pomiędzy pisaniem, a robieniem zdjęć

W Londynie, Paryżu i Nowym Jorku jest nadmiar fotografów robiących zdjęcia uliczne. Jak myślisz, dlaczego ludzie przywiązują szczególną uwagę do ciebie i twojej pracy?
Myślę, że robię zupełnie inne zdjęcia niż reszta. Dla nich bardziej liczy się forma i sama fotografia. A w moich zdjęciach chodzi o ludzi, opowiadają o uczuciach. Większość osób, która zajmuje się tym na poważnie jest skupiona na tym, żeby zrobić coś estetycznego. Zwracają uwagę na na wysoki kontrast, światło i perfekcyjną kompozycję. Ja nie próbuję robić pięknych zdjęć.

whentosaynothing.com

Kredyty


Tekst: Zeyna Sy
Zdjęcia: Daniel Arnold

Tagged:
Daniel Arnold