wielki brat patrzy

Dlaczego racjonalni i inteligentni ludzie lubią ogłupiające reality show?

tekst i-D Staff
|
28 Lipiec 2016, 3:50pm

Programy reality show dzielą opinię publiczną od 1973 roku, gdy miniserial „An American Family" pokazał rozpad rodziny z klasy średniej na kanale PBS. Ten gatunek zmienił się z telewizyjnego dokumentu we wszechobecne, wyreżyserowane głupoty, które atakują nas z każdej strony. To jednak ciekawe, jak racjonalni i inteligentni ludzie angażują się w oglądanie reality TV. Dlaczego takie programy jak „U Kardashianów", „Pamiętniki z wakacji" czy „Rolnik szuka żony" przyciągają tak tęgie umysły oraz rzesze młodych, wykształconych fanów, którzy po każdym odcinku zalewają internet nowymi postami?

Przechodzimy od złośliwości po fascynację, a nawet szczere zaangażowanie emocjonalne. W 2016 roku nikt nie może uciec przed mackami reality show. Mamy za sobą 5 sezonów „Warsaw Shore: Ekipa z Warszawy" i „Top Model", Magda Gessler zadomowiła się w naszych telewizorach na dobre, a na antenę wracają też stare tytuły (np. „Agent"). To świetny moment, żeby zastanowić się nad naszą obsesją związaną z tymi programami, która zmieniła się ze wstydliwej przyjemności w akceptowaną społecznie rozrywkę i dobry temat do przełamywania lodów. Telewizyjne reality show są trampolinami do poważniejszych dyskusji o miłości, feminizmie, prywatności i ekshibicjonizmie. Ale dlaczego?

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Niektórzy wskazaliby na prawdziwe emocje, które odkrywamy przed kamerami. W 2012 roku pisarka i redaktorka The Believer, Heidi Julavits, napisała artykuł „Love in the House", opisujący jej uzależnienie od serii programów: „The Bachelor" („Kawaler do wzięcia"), „The Bachelorette" i „Bachelor Pad". Wspomina, jak „rozsądniejsi" przyjaciele kwestionowali jej sympatię do tych programów, które uważali za fałszywe i ubliżające jej intelektowi. Julavits była jednak nieugięta i oddana serialom. Była pewna, że są wartościowe, bo pokazują prawdziwą miłość. Jej zdaniem niezawodny schemat swatania, wykorzystywany w tych programach, jest znany od zarania ludzkości, zakorzeniony w najbardziej pierwotnych instynktach ludzi — „w małych, zamkniętych przestrzeniach łatwo o zadurzenie".

Miłość kwitła w małych pomieszczeniach z kamerami od 1992 roku, gdy na MTV po raz pierwszy pojawił się „The Real World", w którym siedmiu nieznajomych zamykano w lofcie. W porównaniu do kontrowersyjnego gatunku, jaki dziś znamy, „The Real World" był jak miękki narkotyk. Serial chwalono za omawianie tematów tabu, takich jak HIV i AIDS, problemy LGBT+, aborcja i rasizm. Zanim stał się menażerią pełną jacuzzi, był to jeden z niewielu zakątków mainstreamowych mediów, w którym członkowie mniejszości mogli zobaczyć siebie. Aktywista walczący z HIV i AIDS, Pedro Zamora z „Real World San Francisco", poślubił swojego partnera, Seana Sassera. Była to jedna z pierwszych pokazanych w telewizji ceremonii zaślubin osób tej samej płci i różnych ras. Gdy Zamora zmarł, były prezydent Bill Clinton wyraził wdzięczność za wkład Pedro w szerzenie świadomości na temat wirusa i choroby.

Spójrzmy prawdzie w oczy: większość reality TV wciąż nurza się w seksizmie, rasizmie i krzywdzących stereotypach. Postaci takie jak Pedro Zamora utorowały drogę kolejnym działaczom, np. Caitlyn Jenner. Chociaż pierwsza amerykańska transpłciowa matrona reality TV nieco nadszarpnęła swój wizerunek w oczach liberałów, wyrażając poparcie dla Trumpa, pomogła też wprowadzić temat korekty płci do rozmów przeciętnych Kowalskich.

Nie da się zaprzeczyć, że w reality show kręci nas podglądanie, mimo że coraz lepiej rozumiemy intrygi i reżyserię odbywające się za kulisami, co w prześmiewczy sposób pokazuje serial „UnReal: Telewizja kłamie". Kto jednak nie fascynował się igraszkami Frytki z „Big Brothera"?

Wiemy, że pokazywane wydarzenia nie zawsze są autentyczne, ale samo poczucie odkrycia czegoś nowego jest bardzo głębokie. Artykuł z The New Yorkera stwierdza, że „The Real World" „spopularyzował zwierzenia w pierwszej osobie w telewizji, dobrze dziś znaną, milenijną kulturę samopoznania i wyjawiania sekretów". Kto nie czekał na kolejną rundę nagrań z pokoju zwierzeń Wielkiego Brata? Chcieliśmy wiedzieć, co czuje Manuela, o czym myśli Gulczas. Wspomniany artykuł opisuje „The Real World" jako prekursora współczesnej kultury selfie i zwierzeń, który „pomógł nam zobaczyć nasze życie codzienne jako nieustanne odgrywanie swojej tożsamości przed ludźmi".

Od wczesnych dni „The Real World", po „Big Brothera", „Bar" i „Dwa światy" — nie da się zaprzeczyć, że te programy mają wartość rozrywkową, pozwalają na chwilę uciec od rzeczywistości. Jednak w dzisiejszym świecie oszalałym na punkcie mediów społecznościowych, w których nagminnie dzielimy się wszystkim, gatunek reality show nie jest już oknem, pozwalającym zobaczyć gorzką prawdę o ludzkości, a także jej dobre strony. Powszechnie jest uznawany za fikcję, spełniającą taką samą funkcję jak zwykłe seriale i powieści: zaspokaja cykliczne pragnienie chłonięcia opowieści. W popularnym artykule Roxane Gay z The New York Timesa, „The Marriage Plot", posunęła się z tym porównaniem jeszcze dalej, porównując swój ulubiony program reality TV do baśni. Czy w takim razie Jola Rutowicz była naszą różową księżniczką na pluszowym jednorożcu?

Baśnie składają się archetypów i są bardzo przewidywalne, pozwalają w prosty i przyjemny sposób oderwać się od stresującego życia. „Lubię reality TV właśnie dlatego, że jest głupia i tandetna. Wracam do domu, mogę ją włączyć w tle i gotować, sprzątać albo robić inne rzeczy", pisze James, odnoszący sukcesy prawnik z Los Angeles.

„Dostarcza rozrywki. To śmieciowe jedzenie w formie programu telewizyjnego. To nie jedyna rzecz, jaką oglądam, ale od czasu do czasu lubię na nią popatrzeć. Czasami pochłaniam zbyt wiele odcinków i czuję się potem strasznie", mówi Yasi, pisarka z tytułem magistra i świetnym wynikiem w grze „Kim Kardashian: Hollywood".

Jeśli reality show są jak lustro, pokazujące najlepsze i najgorsze strony społeczeństwa, to co mówią o widowni? Może nasz niezaspokojony apetyt na bezmyślną telewizję to reakcja na wyczerpującą, wiecznie podłączoną do internetu kulturę, która sprawia że czujemy się bezsilni, bo nawet politycy głupieją? Przykładów nie trzeba szukać daleko: niejeden uczestnik polskiego Big Brothera po programie zasiadł w sejmie (Janusz Dzięcioł, Sebastian Florek). Donald Trump jest producentem wykonawczym i prowadzącym reality show „The Apprentice" i „The Celebrity Apprentice", w którym uczestnicy walczyli o posadę menedżera w jednej z jego firm. Teraz Trump ubiega się o stanowisko prezydenta USA i zmienia wybory w cyrk medialny. Przez to nasza fascynacja reality TV wydaje się nieco bardziej ponura i groźna.

Ten gatunek można traktować jako barometr kultury. Nic więc dziwnego, że uwiódł również wielkie umysły. Reality show stały się ciekawym połączeniem wyolbrzymionych fantazji i odbicia naszych czasów. Oglądamy je i dyskutujemy na ich temat. Jak możemy pójść naprzód i wykorzystać tę siłę w dobry sposób, bez wyrządzania szkód?

Jak widzieliśmy w pierwszych sezonach przełomowego „The Real World", czy popularnych teraz konkursach kulinarnych, rozrywka i edukacja nie muszą się wykluczać. Czy wam się to podoba, czy nie, Kim Kardashian ukształtowała nowe pokolenie młodych feministek, którym nie przeszkadza, że często rozbierająca się gwiazda z seks taśmą na koncie, pojawia się na okładce Forbesa jako magnatka branży technologicznej i właścicielka najpopularniejszych aplikacji mobilnych. „Dragons' Den — jak zostać milionerem" jest głupawy, ale inspiruje do przedsiębiorczości i zakładania własnych firm. Nie ma powodu, by gatunek niskich lotów nie mógł się rozwinąć i podjąć głębszych tematów. Może doczekamy się reality show o aktywistach i aktywistkach walczących o równouprawnienie? Stażyście pomagającym przy kampanii prezydenckiej? Niech reality TV nie będzie tylko tłem, odciągającym naszą uwagę od codzienności — niech odzwierciedla trudne czasy, w których żyjemy.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Jane Helpern
Zdjęcie: via YouTube

Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska

Tagged:
Kim Kardashian
reality tv
Big Brother
Reality Show
Kultura
the real world
popkultura