historyczna kolekcja queerowej fotografii

Obszerna kolekcja amatorskich fotografii przełamującego bariery reżysera Sébastiena Lifshitza ujawnia sporo na temat życia środowisk LGBT+ w ubiegłym stuleciu.

tekst Sarah Moroz
|
17 Luty 2017, 1:45pm

Paryski kolekcjoner Sébastien Lifshitz od nastoletnich lat tworzył rozbudowane archiwum zdjęć, bogate w fotografie z różnych części świata. Skupiał się na queerowej tożsamości, od sztuki bycia drag, po transpłciowe metamorfozy. Jego kolekcja amatorskich zdjęć jest po raz pierwszy dostępna do obejrzenia na Rencontres d'Arles — dużym festiwalu na południu Francji — i nosi tytuł „Sincerely Queer" (Mauvais Genre, jest również wydana w formie książki). Zbieranie tych zdjęć było zawsze jego hobby i pasją, ale kręci też filmy. Warto przypomnieć „Bambi", portret jednej z pierwszych francuskich transpłciowych kobiet, który otrzymał Césara za najlepszy dokument w 2013 roku.

Zdjęcia zrobione w latach 1890-1970 są fascynującym badaniem na temat tego, jak bardzo dzisiejsze queerowe tożsamości i wizerunki są dziedzictwem wieloletniego łamania barier, nawet jeśli nie były przedstawiane publicznie. Ponad 400 zdjęć — wiele w małym formacie, zmuszającym widzów, by przyglądali im się w bardziej intymny sposób — pokazują wszystko: od garçonnes przez japońskie Kabuki, po mężczyzn ubranych jak zwyczajne kobiety w salonach podmiejskich domów, a także żołnierzy w obozach dla jeńców wojennych, przyodzianych w kobiecie stroje, by sprowokować konwersację na temat równych praw dla kobiet i mężczyzn. Anonimowe osoby były żywymi przykładami codziennego życia osób ze środowiska i prawdopodobnie gdyby nie zdjęcia, nie dowiedzielibyśmy się, jak ono wyglądało. Było ukrywane przed sferą publiczną, ale jednocześnie stanowiło integralną część prywatnej ekspresji. Zachwyca ich odwaga mimo sankcji prawnych wobec osób sprzeciwiających się płciowym normom oraz mimo przytłaczającego społecznego napiętnowania. W tych transpłciowych i homoseksualnych społecznościach możemy podziwiać odważne eksperymenty, mieszanie przypisanych ról płciowych i ducha oporu, który napędza siłę i dzielność.

Spotkaliśmy się z Lifshitzem w Arles, by porozmawiać o złożonej queerowej tożsamości, podekscytowaniu związanym z poszukiwaniem zdjęć i tajemniczej mocy anonimowości.

Jak powstawała ta kolekcja?
Na początku nie byłem świadomy, że faktycznie tworzę kolekcję. Zbierałem zdjęcia, które mi się podobały, co z czasem zbierało się w coraz większą zawartość. To po prostu zbiór z wielu lat. Ze zwyczaju zamienił się w kolekcję. Zdałem sobie sprawę, że było coś obsesyjnego w pragnieniu znajdowania zdjęć konkretnego rodzaju przez ponad trzydzieści lat. Na początku nie klasyfikowałem zdjęć: były wielką pomieszaną zbieraniną. Nie byłem w stanie ich wszystkich kategoryzować i układać.

Znajdujesz czasem informacje o ludziach przedstawionych na zdjęciach?
Nie, ale próbowałem przeprowadzić historyczne i socjologiczne śledztwo. Te zdjęcia reprezentują pewien rodzaj pamięci, a istnieje tak mało książek, pokazujących queerową historię w postaci zdjęć. To, że zdjęcia są anonimowe, amatorskie i wyrwane z kontekstu, dodaje im tajemniczości. Dla mnie to jest piękne. Pozwala, by nasza wyobraźnia królowała, dopowiadając historie do pojedynczych obrazów, co daje niesamowitą wolność. Ci ludzie byli świadkami tamtych czasów. Dają widzom swoje konkretne twarze, ciała i historie. Jeśli podejdziemy do tego zbyt ogólnie albo naukowo, to dostaniemy oderwany opis.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Jak praca w kinie wpłynęła na twoją kolekcję?
W 2004 roku stworzyłem film „Wild Side", którego główną bohaterką była transpłciowa kobieta. By napisać scenariusz i zrobić film, spotkałem się z wieloma osobami trans z Paryża na początku lat 2000. Idea bycia queer była wtedy bardzo mało obecna w mediach. Zrobienie tego filmu pomogło mi w lepszym zrozumieniu tematu, bardziej szczegółowym. W 2011 roku poznałem Bambi — jedną z pierwszych trans kobiet we Francji — dowiedziałem się o jej życiu i uznałem, że nakręcę o tym film. Zagłębiłem się w Paryż z lat 50. i 60.: erę kabaretu i pierwszych transseksualistów.

Dodatkowo zawsze rozglądałem się za amatorskimi zdjęciami transwestytów. Znajdowałem ich przypadkowo: na pchlich targach, domowych wyprzedażach, w internecie. Pewnego razu w secondhandzie w Berlinie przeglądałem tysiące pudełek ze zdjęciami i znalazłem pakiet 30-40 zdjęć przedstawiających transwestytów z Berlina z lat 1950-60. To było niesamowite i magiczne, bo reszta zdjęć w pudle nie miała z nimi nic wspólnego. Nawet niedawno, kiedy przyjechałem do Arles, znalazłem zdjęcia kobiet ubranych jak mężczyźni u sprzedawcy z drugiej ręki.

Twoja kolekcja wydaje się bardziej opowiadać o radości z tożsamości niż o dyskryminacji i ukrywaniu się przed światem...
Od każdej osoby wymaga się, by dostosowała się do cech i wartości płci. Każdemu nakazuje się dostosowanie do tych zasad. Ci, którzy zachowują się inaczej, wyrażają się inaczej, są piętnowani. Mimo to nie chcę zajmować się opowieściami o ofiarach. Myślę, że to niebezpieczny i przesadnie politycznie wykorzystywany wizerunek, służący ich przeciwnikom. Rzeczywistość jest o wiele bardziej złożona. Na przykład Bambi powiedziała mi, że owszem, społeczeństwo bywało wrogo nastawione do niej, że z policją nie było łatwo, że prawo było przeciwko niej, ale powiedziała też: „Miałam szczęśliwe życie. Przyjaciele z kabaretu dbali o mnie". Myślę, że pokazywanie szczęścia i dobrobytu są ważne. Nawet jeśli osiągnięcie takiego stanu odbywało się w pewnej dyskrecji. Dużo trzeba jeszcze zrobić w tej sprawie, ale mam nadzieję, że to archiwalne wspomnienie poprawi chociaż trochę sytuację.

Jak zmieniło się twoje podejście do kolekcji podczas zbierania tych zdjęć?Największy problem przy pracy z archiwum: sprawiasz, że coś, co zostało schowane, jest wyciągnięte na widok. Wszystko zostało pogubione i zapomniane. Dzięki pożądaniu i obsesji zestawienie zdjęć, które nie mają ze sobą nic wspólnego nabrało mocnego przekazu. To było intuicyjne zachowanie, ale oprócz tego zgłębiłem poważnie temat. Dowiedziałem się chociażby o udawanych weselach pomiędzy kobietami, na przykład o praktyce, która miała miejsce na amerykańskich kampusach (jako przygotowanie do heteroseksualnych ślubów) w latach 1890-1930 — co było dosyć zadziwiające. W kwestii kabaretów ważne jest, by odróżnić je od kawiarnianych koncertów i muzycznych sal z lat 1920-1940. Bardziej miało to charakter burleski niż transwestytyzmu, chociaż właśnie wtedy rozpoczęły się (później skomercjalizowane) praktyki tego typu.

Interesujące jest też to, że takie praktyki nadal istnieją mimo ich poufności.
Takie zachowania mają miejsce od czasów starożytnych Greków, od zawsze. Nie pojawiły się nagle znikąd. Kiedy myślimy o XVI-, XVII-wiecznym mężczyźnie to jego podejście do ubrań było kompletnie krzykliwe — na równi z kobietami. Biżuteria, akcesoria, makijaż, peruki: wszystko przerysowane. XIX wiek wszystko to zaprzepaścił. Męska szafa przemieniła się w szafę macho, różnice między płciami stały się mocno zaznaczone.

Dzisiaj widzimy odmienność o wiele lepiej niż nawet dziesięć lat temu. Sztuka i kino mają wielką moc, ponieważ są mainstreamowe i potrafią wzbudzać empatię. Sytuacja się poprawia, ale trzeba pozostać czujnym i nie opuszczać gardy. Batalia wciąż trwa.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Sarah Moroz
Zdjęcia: © 2016 Éditions Textuel – Collection Sébastien Lifshitz.

Tagged:
LGBT+
queer
Kultura
tożsamość
sébastien lifshitz