Elvis Presley Memorial Party at Club 57. Pictured: Kristine Dreuille (center), Drew Straub (right). 1980. PhotographyJoseph Szkodzinski. Courtesy of MoMA. 

historia legendarnego club 57

Jak wyjątkowy klub założony w piwnicy przez polskiego imigranta zmienił Nowy Jork.

tekst André-Naquian Wheeler; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
|
07 Listopad 2017, 2:26pm

Elvis Presley Memorial Party at Club 57. Pictured: Kristine Dreuille (center), Drew Straub (right). 1980. PhotographyJoseph Szkodzinski. Courtesy of MoMA. 

Nowy Jork zawsze mógł pochwalić się ogromną liczbą kultowych miejscówek. Do najważniejszych należały Studio 54 (1977-79), czteropiętrowa Danceteria (1979-86) i Pyramid Club (który nadal funkcjonuje, ale nie jest już świątynią drag queen, jak w latach 80.). Jednak tylko jedno miejsce było kolebką Jeana-Michela Basquiata i łączyło świat życia nocnego i sztuki w niewykluczający nikogo, bezpretensjonalny sposób, który próbowała potem odtworzyć niejedna miejscówka. Mowa tu o legendarnym, nieistniejącym już Club 57 (1978-1983) przy 57 St. Mark's Place.
Zatłoczone, podziemne, surowe pomieszczenie co noc gwarantowało świetną zabawę. Przykładowy tydzień z kalendarza klubu wyglądał tak: dyskoteka, projekcja filmu „Atak kobiety o 50 stopach wzrostu", bal debiutantek i wystawa Keitha Haringa.

Założyciele i patroni Club 57 odważnie zacierali granice między homo- i heteroseksualizmem, sztuką i imprezowaniem, kulturą niską i wysoką. Częściowo umożliwiła to bardzo otwarta i wyzwolona, na przełomie lat 70. i 80, atmosfera East Village. Świat sztuki opuszczał typowe enklawy, jak Chelsea i Midtown, aby otwierać galerie w tej okolicy, gdzie rozwijała się także scena punkowa, no wave i queer pop. Tu pierwsze kroki stawiała Madonna i Cyndi Lauper (bywalczyni Club 57). „To był bardzo ciekawy moment", mówi uznany artysta, Frank Holliday. Teraz wykłada na Parsons, ale wcześniej tworzył scenografie do sztuk wystawianych w Club 57. „Wszystko odbywało się w klubie — pisanie, tworzenie muzyki i sztuki. Nie istniało wiele klubów, w których bywało tylu artystów. Mogliśmy wynająć go na noc za 25 dolarów i brać od gości dolara za wejście. Nie chodziło o pieniądze, dlatego to było takie piękne. Każdy mógł tam zorganizować, co chciał".

Właśnie ta otwartość pozwoliła Haringowi zorganizować wystawę „Xerox" (na której znalazły się głównie prace stworzone przy pomocy ksera), a Marcowi Shaimanowi i Scottowi Wittmanowi wystawiać niekonwencjonalne musicale, po których napisali teksty do „Lakieru do włosów".

Współczesnych młodych artystów na pewno natchnie wystawa w MoMA dotycząca historii klubu: „Club 57: Film, Performance, and Art in the East Village 1978-1983". Tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Nowy Jork staje się coraz mniej przyjaznym dla nich środowiskiem. A wszystko przez gwałtowną gentryfikację, rosnące koszty edukacji i wynajmu. Na dwupiętrowej wystawie wśród kserowanych ulotek, niskobudżetowych filmów i nagich zdjęć aż czuć kreatywny głód Clubu 57.

Jedną z najbardziej poruszających prac na wystawie jest niedokończony film krótkometrażowy o AIDS, autorstwa Toma Rubnitza. Pokazuje mężczyznę rozbierającego się przy krzyku narratora, który narzeka medialną ciszę na temat kryzysu pandemii HIV i AIDS. Rubnitz nie zdążył dokończyć dzieła, ponieważ zmarł z powodu powikłań związanych z AIDS w 1992 roku.

„Youth against Death" (Młodość kontra śmierć) 1980. Zdjęcie: Katherine Dumas. Od lewej: Nancy Ulrich, Scott Covert, Frank Holliday i Natalya Maystrenko. Dzięki uprzejmości MoMA.

Club 57 oczywiście nie był wyłącznie poważnym miejscem. Wystarczy wejść na wystawę, by posmakować charakterystycznego, zadziornego poczucia humoru nowojorskich artystów — znajdują się na niej neonowe, świąteczne światełka choinkowe, różne przedmioty znalezione na ulicy, a z głośników ryczy muzyka Beach Boys. Gdy odwiedziłem wystawę, starsza kobieta — pewnie była bywalczyni Club 57 — wyszła z instalacji Kenny'ego Scharfa przejęta i zdezorientowana. „Nie tak to zapamiętałam", powiedziała rozbawiona.

Zapytaliśmy stałych bywalców Club 57 i kuratorów wystawy o wspólny, kojący rany i wypacający całe zło taniec, który odbywał się na legendarnym parkiecie.

Monster Movie Club, Club 57. 1979. Zdjęcie: Christina Yuin. Dzięki uprzejmości MoMA.

Ron Magliozzi, kurator „Club 57: Film, Performance, and Art in the East Village 1978-1983": „Club 57 w ogóle nie przypominał Studio 54. Istniał tylko pięć lat, znajdował się w piwnicy kościoła i założył go Stanley Strychacki, polski imigrant i przedsiębiorca. Zobaczył występ w trakcie New Wave Vaudeville Show [1978] i stwierdził: 'Powinniście założyć klub w mojej piwnicy'".

Susan Hannaford, współzałożycielka Club 57: „Z początku Club 57 był zagraconą piwnicą. Stanley podszedł do mnie i Toma [Scully'ego, współzałożyciela Club 57] po New Wave Vaudeville, który był punkowym widowiskiem. Zapytał, czy chcielibyśmy zobaczyć jego miejscówkę na St. Mark's. Z grzeczności się zgodziliśmy, ale w sumie nie byliśmy zainteresowani. Gdy już zobaczyliśmy piwnicę, pomyśleliśmy, że nada się do wyświetlania naszych ukochanych horrorów w cyklu nazwanym 'Monster Movie Club'. Stał się małym hitem — musieliśmy zawiesić przyjmowanie nowych członków, gdy dobiliśmy do 250 osób".

Sophie Cavouluacos, kuratorka asystująca „Club 57: Film, Performance, and Art in the East Village 1978-1983": „Nowy Jork podnosił się po kryzysie finansowym, awarii zasilania i zmierzchu disco. Nowe pokolenie młodzieży — szczególnie studentów sztuki — gromadziło się w okolicy East Village".

Susan: „Czynsz w East Village wynosił wtedy 50-150 dolarów. John i ja wynajmowaliśmy ogromny loft za 500 dolarów. Wszyscy myśleli, że oszaleliśmy, skoro tyle płacimy, ale mieliśmy dobre posady w świecie filmu. Szczerze mówiąc, prawie nie trzeba było chodzić do roboty! Wystarczyło popracować za barem kilka razy w tygodniu i dało się przeżyć".

Ron: „East Village wyglądało jak Londyn po niemieckich nalotach: puste mieszkania, płonące budynki, mieszanka wielu imigrantów z Europy Wschodniej i Portoryko. To było straszne miejsce, zastąpiło Harlem, jako rejon, w który lepiej się nie zapuszczać".

Frank Holliday, artysta: „Było ciemno i śmierdziało. Susan [Hannaford], Tom [Scully], Anne [Magnuson], Andy [Rees] i Dave [Shapiro] przyszli i zastali zamkniętą bramę i smród. Zastanawiali się: 'Czy powinniśmy założyć tu klub?'. Powiedziałem: 'Tak, wystarczy pomalować wnętrze na czarno!'. Po otwarciu mogliśmy urządzać imprezy tematyczne. Podczas 'Powrotu do szkoły' wszyscy przebrali się w dziwne szkolne stroje i się nawalili. Potem wyprawiliśmy noc reggae, wielkie przedstawienia... Każdej nocy coś nowego".

Keith Haring, Acts of Live Art, Club 57. 1980. Zdjęcie: Joseph Szkodzinski. Dzięki uprzejmości MoMA.

Scott Wittman, współautor tekstów piosenek z „Lakieru do włosów": „Pamiętam, jak zadzwonił do nas znajomy i powiedział: 'Właśnie byłem w niesamowitym miejscu na St. Mark's, po prostu musicie tam iść'. Tak też zrobiliśmy, poznaliśmy wszystkich, stwierdziliśmy, że moglibyśmy coś tu urządzić, a oni na to: 'Jasne'. Zawsze mawiałem, że byliśmy zbyt rock'n'rollowi na teatr i zbyt teatralni na rock'n'rolla. Club 57 był dla nas idealnym partnerem, bo pozwalał nam robić, co chcieliśmy. Mieliśmy wizję pokręconego teatru, sztuki ze szczyptą rocka. Parę razy wystawialiśmy sztukę kilkukrotnie, bo stawała się bardzo popularna".

Frank: „Dawali mi 25 dolarów za scenografię — przeważnie to był cały budżet imprezy! Jeździłem z Andym samochodem i szukałem na ulicach rzeczy nadających się na rekwizyty. Malowałem tła w swoim lofcie na wielkich płachtach papieru, na miejscu montowaliśmy je za pomocą zszywaczy. Całe światło zapewniały blaszane lampy, wiszące na klipsach. Strop był bardzo niski. Zapleczem sceny była droga przeciwpożarowa. Malowałem piękne tła, które wieszaliśmy na gumie do żucia i nici dentystycznej. Oglądaliśmy sztuki, modląc się, żeby dekoracje nie spadły. Raz zbudowałem plastikowy dom — było widać, co aktorzy robili w środku".

Marc Shaiman, współautor tekstów piosenek z „Lakieru do włosów": „Przez mały rozmiar pomieszczenia 25 osób wydawało się tłokiem, a 100 tłumem. Gdy graliśmy sztuki, widownia była skierowana w jedną stronę, a Scott krzyczał: 'Obróćcie się!', żeby mogli zobaczyć kolejną scenę".

Katty Kattelmann, performerka: „Bawiłam się tam źle jedynie raz: gdy John Sex [jeden ze współzałożycieli Club 57] rzucił mnie dla Seana [McQuate'a]. Urządziliśmy sobie kiedyś piknik w parku, w okolicy moich urodzin. Keith Haring robił mi zdjęcia, wyszły bardzo nietwarzowo. Przerobił je na prace, które są częścią wystawy. Nie są utrzymane w typowym dla niego stylu — przechodził wtedy przez swoją fazę Warhola".

Animal X, performer: „Można było pozbyć się zahamowań. Jeśli akurat siedziało się obok kogoś nieznajomego, łatwo było nawiązać konwersację, bo wszyscy obracali się we wspólnym gronie".

Lady Wrestling, Club 57. Na zdjęciu: Tom Scully, Tish and Snooky Bellomo. 1980. Zdjęcie: Harvey Wang. Dzięki uprzejmości MoMA.

Susan: „Dla mnie najważniejszymi wydarzeniami pozostaną te nieudane, na które nikt nie przyszedł. Podczas 'Put-put Reggae Night' zebraliśmy rzeczy z ulicy i stworzyliśmy pole do mini golfa. Było super, bo po prostu sobie graliśmy i tańczyliśmy. Przepełnione ludźmi imprezy nie sprawiały mi tyle radości, miejsce było za małe".

Katy: „Nie było mnie na miejscu pod koniec działalności klubu, ale gdy wróciłam, Pyramid [101 Avenue A] przejęła miejsce Club 57, chociaż tam raczej panowała mieszanka kultury drag, queer i hetero...".

Susan: „Pod koniec crack stał się w Nowym Jorku epidemią. 50% moich znajomych umierało przez AIDS [łącznie ze współzałożycielem Club 57, Johnem Sexem]. To było ponure i okropne, nie spotkało nas szczęśliwe zakończenie".

Sophie: „W 1983 roku scena artystyczna była zupełnie inna, o wiele większa. Zniszczyły ją rosnące ceny nieruchomości, kryzys AIDS i narkotyki. Wszystko sprowadza się też do skali. Wtedy w zasadzie 100 osób żyło wspólnie, imprezowało i tworzyło. Gdy społeczność się rozrosła, a różni artyści, tacy jak Keith Haring, zrobili karierę, model przestał się sprawdzać".

Frank: „Poznałem tam wielu przyjaciół — niestety znaczna część już nie żyje. Parsons prowadzi wykłady o East Village, na których przemawiam i widzę dzieciaki ubrane jak Keith Haring i reszta. Większość z ich wzorów nie żyje. Słodko-gorzkie przeżycie. Zawarliśmy niesamowite związki i musimy pielęgnować je w swoich sercach, bo tych ludzi nie ma już z nami. Została Ann [Magnuson], Marc [Shaiman], Scott [Whitman] i ja, ale wielu z naszych drogich przyjaciół zmarło. Czuję, że musimy reprezentować ludzi, którzy wtedy nie byli w błysku fleszy — ich sława nadeszła później".

Katy: „Dziś East Village przypomina kompletnie inne miasto. Tompkins Square jest zupełnie innym miejscem. Jedynymi lokalami, które pozostały mniej więcej bez zmian, były Trash i Vaudeville — i je przeniesiono".

Susan: „Chcemy założyć fundusz artystów Club 57. Jego celem jest nie tylko zachowanie przeszłości, ale także pomoc nieznanym artystom żyjącym w biedzie, którzy akurat potrzebują budżetu na kostium albo pracownię. Mawia się, że Club 57 był wyjątkowy i wiele zmienił, ale przecież wciąż istnieją świetni ludzie i świetna sztuka. Moje dzieci mieszkają na Manhattanie i wiem, że nie jest już tak przystępny cenowo. Jak zarobić tyle pieniędzy, skoro dopiero zaczynasz? Club 57 pomagał ludziom i dawał im przestrzeń, w której mogli pokazywać swoje prace".

„Club 57: Film, Performance, and Art in the East Village 1978-1983" można podziwiać w MoMA do 1 kwietnia 2018 roku. Więcej informacji znajdziecie tutaj.

Susan: "We're about to launch the Club 57 Artist Fund. The point is not just to preserve the past, we're interested in unknown artists that are broke. Someone who needs a costume or a rehearsal studio or even flyers. People say Club 57 was so unique and influenced so much. But there are always great people, there's always great art. My kids live in Manhattan and it's just not affordable. How can you make this kind of money starting out? If Club 57 did anything in the past, it was helping people and giving them a venue to show their work."

"Club 57: Film, Performance, and Art in the East Village 1978-1983" is on display at MoMA through April 1, 2018. More information here .

Spektakl „Acts of Live Art" w Club 57. Na zdjęciu: Larry Ashton. 1980 rok. Zdjęcie: Joseph Szkodzinski. Dzięki uprzejmości MoMA.
Wystawa „Xerox" w Club 57, około roku 1980. Zdjęcie: Harvey Wang. Dzięki uprzejmości MoMA.
„Night at the Opry", Club 57, 1981, dzięki uprzejmości Katy Kattelman.

Stacey Elkin w swojej kreacji Amazon School of Modeling, 1980. Zdjęcie: Blair Rainey. Dzięki uprzejmości MoMA.
John Sex (1956–1990). Truckers Ball, 1981. Dzięki uprzejmości MoMA.
Ulotka pokazu slajdów Davida Schmidlappa w Club 57, 1980. Projekt: Schmidlapp. Dzięki uprzejmości MoMA.
Dzięki uprzejmości Katy Kattelman.
Tagged:
MoMa
Keith Haring
basquiat
club 57