pary lgbt+ w polsce

Zaglądamy do ich mieszkań i zadajemy osobiste pytania — od coming outu przez codzienne życie aż po plany na przyszłość.

|
sty 23 2018, 10:28am

fot. Dawid Grzelak

Podczas gdy w Europie Zachodniej bycie gejem lub lesbijką nie jest niczym zaskakującym, kolejne kraje legalizują jednopłciowe małżeństwa, a organizację LGBT+ walczą już nie o tolerancję, ale pełną akceptację, w Polsce temat homoseksualności wciąż jest trudny i unikany w mediach.

Niby czasy się zmieniły, coraz więcej osób publicznych mówi otwarcie o swojej orientacji, a coroczna parada równości wygląda jak festiwal miłości i szacunku, ale nie miejmy złudzeń – zmiany zachodzą powoli i nie są systemowe. W 2018 roku, w jednym z krajów Unii Europejskiej, szacowana na ok. 10 procent grupa społeczeństwa w codziennym życiu ściera się z mitami i uprzedzeniami. Nie może otwarcie okazywać swoich uczuć i emocji, bo naraża się w nieprzyjemności, atak (w tym również fizyczny) albo wykluczenie — żyje w strachu i przemilczeniu a czasem toksycznym wyparciu.

Pora na zmianę.
Dlatego przełamujemy jeden ze stereotypów i pokazujemy zakochane pary społeczności LGBT+. Zaglądamy do ich mieszkań i zadajemy osobiste pytania — od coming outu przez codzienne życie aż po plany na przyszłość.

Coco i Milena

Coco, jak wyglądało twoje dorastanie?
Coco: W czasie gdy zaczęłam kwestionować swoją seksualność, chodziłam do katolickiego gimnazjum w mniejszym mieście, gdzie nieheteroseksualność zestawiana była niemalże z patologią i umieszczana pomiędzy „symbolami zła”, o których mówiliśmy w szkole. Czułam się wtedy bardzo zagubiona i pod presją heteronormatywnej ,,normalności”. Jednak dosyć szybko udało mi się dotrzeć do środowisk LGBT+ w internecie. Z fascynacją podglądałam ich życia, które w przeciwieństwie do tego, co było mi wpajane, okazało się kwitnące i szczęśliwe.

Co się zmieniło od tego czasu?
Coco: Wydaje mi się, że w miejscu, w którym dorastałam — Elblągu — niewiele. Małomiasteczkowy, homofobiczny akcent daje mi się we znaki za każdym razem, gdy tam wracam z bańki, w której żyję na co dzień. Często, kiedy otwarcie mówię o tym, że interesują mnie kobiety, ludzie spoglądają na mnie z niedowierzaniem albo sugerują, że nie spotkałam jeszcze ,,tego” chłopaka. Popularną taktyką jest też milcząca akceptacja — robienie wielkiej tajemnicy, unikanie tematu.

Jak zazwyczaj ludzie reagują, gdy dowiadują się, że nie jesteście przyjaciółkami tylko parą? Milena: Nie zwracam uwagi na reakcje — nasza relacja to coś naturalnego. Wymykamy się stereotypom i jeżeli ktoś ostentacyjnie się dziwi, to ma pecha, bo nie jestem cierpliwą edukatorką.

Czy gdyby w Polsce była możliwość zalegalizowania waszego związku, chciałybyście wziąć ślub?
Milena: Ślub to dla mnie tylko formalność, na razie o tym nie myślimy. Zawsze możemy pokazać środkowy palec homofobom, obecnemu systemowi i urządzić sobie samo wesele bez ślubu (to pomysł Coco).

Jak myślisz, co w życiu społeczności LGBT+ zmieni się w Polsce za rok, a co za 10 lat?
Milena: Z przerażeniem obserwuję co dzieje się z Polską. Jeżeli myślę o zmianach, to nie umiem projektować — „będzie dobrze, będzie lepiej". Musimy wziąć sprawy w swoje ręce i przede wszystkim nie tworzyć podziałów wewnątrz środowisk — razem walczyć o swoje prawa.

W jaki sposób możemy starać się zmienić rzeczywistość?
Coco: Mówić na głos, że osoby LGBT+ są wśród nas, wyciągać ich/nas ze sfery tabu.


Kajetan i Rafał

Opowiedz o swoim coming oucie — tym pierwszym albo najważniejszym.
Rafał: Mój coming out nie był jakimś spektakularnym wydarzeniem. Miałem wtedy 17 lat i wcześniej powiedziałem o swojej orientacji mojemu bratu, który przyjął to bardzo normalnie.

Rozmowy z rodzicami się bałem, bo nie wiedziałem, jakiej mogę się spodziewać reakcji. Jak się później okazało zupełnie niepotrzebnie. Przyjęli to ze spokojem, chociaż nie towarzyszył temu huk korków od szampana. Miało to miejsce przy jakimś sobotnim śniadaniu. Moja mama zapamiętale rozsmarowywała masło na grzankach, a ojciec siedział zasłonięty Rze-pą („Rzeczpospolita" - przyp. red.). W pewnym momencie wypaliłem, że jestem gejem i świat się nie zawalił, a moja rodzina nawet nie oderwała się od swoich zajęć przy stole. Ojciec nadal czytał i popijał kawę, a mama nakładała sobie dżem na grzanki. Później ojciec nawet zasugerował, że to jakaś moja nowa fanaberia. Z czasem wszyscy przeszli nad tym do porządku dziennego.

Przed szerszą rodziną zwykle bezceremonialnie outowała mnie moja mama, która, kiedy pytano mnie, czy mam dziewczynę, albo czy planuję się ożenić, odpowiadała, że wolę chłopaków. Często zapadała po tym kłopotliwa cisza, ale też żadnych złośliwych komentarzy nigdy nie usłyszałem. Widać miałem szczęście.

Jak zmieniło się od tego czasu postrzeganie osób LGBT+ w Polsce?
Rafał: Minęło 20 lat, nie wiem, czy wiele się zmieniło. Z pewnością zmieniło się w moim otoczeniu. Ludzie, w kręgu których się poruszam, nie mają żadnych problemów z akceptowaniem mnie czy mojego chłopaka. Ale nie da się ukryć, że są to osoby wykształcone, obyte ze światem – a zatem otwarte na inność. Wydaje mi się, że poza wielkimi miastami rzecz ma się nadal podobnie jak te dwadzieścia lat temu – gej to osoba z telewizora i to głównie z zachodniego serialu. A przecież powszechnie wiadomo, że tym na Zachodzie to się w dupach poprzewracało od tego dobrobytu.

Kajetan, jak ludzie w Polsce zazwyczaj reagują, gdy dowiadują się, że jesteś gejem?
Kajetan: Mam to szczęście, że obracam się w dosyć tolerancyjnym towarzystwie, w którym nawet jeśli masz jakiś problem z homoseksualną orientacją, to nie wypada tego okazywać.

Widzę, że ludzie się starają, nawet jeśli czasami robią to dosyć niezdarnie (miałem sytuację, w której pijana znajoma co 10 minut zapewniała mnie, że NAPRAWDĘ nie przeszkadza jej to, że jestem gejem, mimo że jej o to nie pytałem), ale raczej mnie to bawi niż dotyka w jakikolwiek inny sposób.

Bywają oczywiście sytuacje nieprzyjemne. Kilka miesięcy temu grałem w klubie w Koninie i pewien człowiek siedzący niedaleko mojego stanowiska zaczął mnie wypytywać o to, kto mi się podoba. Na moją odpowiedź, że jestem gejem nastroszył się i zaczął natarczywie przekonywać mnie, że on nie jest. Musiałem dosyć stanowczo zapewnić go, że nie podoba mi się i że mam chłopaka, żeby się uspokoił. Kolejnym razem jak podszedł, powiedział: „Ej, dla mnie to gejostwo jest chore, ale ciebie szanuję jako człowieka” i bardzo się dziwił gdy zapytałem: „To jak w końcu jest – szanujesz mnie, czy obrażasz?”. Resztę wieczoru spędził zamyślony.

Jakie są według ciebie 3 największe problemy osób ze społeczności LGBT+ dziś w Polsce? Kajetan: Systemowe przyzwolenie na nietolerancję na pewno jest jednym z najważniejszych. I nie mówię tu tylko o rządach PiS, chociaż od września 2015 polskie społeczeństwo zaczęło się cofać pod tym względem, co jest precedensem. Wszystkie poprzednio rządzące ugrupowania zawiodły nas, a przecież szacuje się, że stanowimy 8-10% całego społeczeństwa. Od kiedy brunatne, „narodowowyzwoleńcze” nastroje podniosły u nas swój brzydki łeb, osoby LGBT+ nie bardzo mogą czuć się bezpieczne.

Problemem jest też brak edukacji od podstaw. Gdyby w szkołach od najmłodszych klas kładło się nacisk na szkolenia równościowe lub w ogóle trzymało się przyjętej na całym cywilizowanym świecie wykładni nauczania o odmienności, to jestem pewien, że byłoby nam łatwiej. Kolejnym problemem wydaje mi się być brak solidarności i konsekwencji wśród nas samych. W internecie wylewa się z naszego środowiska tyle wtórnej homofobii, mizoginii i tak zwanej „moralności Kalego”, że trudno dziwić się, jak nietolerancyjny jest ogół społeczeństwa. Codziennie na forach czytam nieprzemyślane osądy, niszczące solidarność wypowiedzi celebrytów, zradykalizowane wypowiedzi alienujące nas coraz bardziej od reszty kraju. Każda przesada jest zła, a smutną prawdą jest to, że duży odsetek naszej społeczności żyje w bardzo homogenicznym środowisku, dusząc się we własnym sosie, wtłaczając sobie wzajemnie do głowy bardzo jednowymiarowy, jednostronny model świata.

Może nie zjednam sobie sojuszników tą wypowiedzią, ale moim zdaniem w środowisku gejowskim olbrzymim problemem jest tez nierozpoznane uzależnienie od seksu, często połączone z alkoholem i innymi używkami. Pozbawieni punktu odniesienia faceci idą w ekstrema związane z tymi sferami i często kończy się to problemami natury nie tylko fizycznej. Nie pomaga to, że w jakiś sposób zostało to tematem tabu i w środowiskach LGBT+ właściwie się o tym nie mówi – czy to ze wstydu, czy to z powodu wyżej wspomnianej radykalizacji poglądów..

Ania i Oliwia

Co zawdzięczacie waszej relacji?
Ania: Dużo energii i zdrowej pewności siebie zawdzięczam też miłości — relacji z Oliwią i jej rodzinie, która od razu mnie zaakceptowała.

Oliwia: Szczęście. Kiedy poznałam Anię, zapytałam czego ode mnie oczekuje. Spodziewałam się dużo bardziej rozbudowanej odpowiedzi, ale powiedziała po prostu „Oliwia, chce być z Tobą szczęśliwa” i tak się stało. Najbardziej doceniam tę codzienność, powrót do domu i bycia z Nią razem. To dla nas wyjątkowe momenty a z racji mojej pracy nie zdarzają się codziennie, zawsze staramy się je wykorzystywać jak najlepiej się da.

Czasem bywa tak, że jestem na drugim końcu świata i dzwonię do Niej, żeby się pożalić, że ktoś w pracy mnie zdenerwował, czy obiad mi nie smakował, a u Niej w tym momencie jest 4 nad ranem mimo tego odbiera i pociesza mnie, nawet jeśli to głupota. Daje mi sile i energię do działania, a to naprawdę ogromnie dużo dla mnie znaczy. Kocham ją i nasze życie razem.

Jaki film, piosenkę, książkę albo inny tekst kultury o tematyce LGBT+, który uważasz za szczególnie piękny i poruszający?
Oliwia: Najpiękniejszym dla mnie filmem o tematyce LGBT jest „Sztuka wysublimowanej fotografii” po raz pierwszy zetknęłam się z nim kilka lat temu. Spodobał mi się, ale nie zrozumiałam go, niedawno po latach natknęłam się i przeżyłam zupełnie inaczej niż wcześniej. Film pokazuje trudną relację dwóch kobiet. Jednak to właśnie zdjęcia, muzyka są idealnym uzupełnieniem fabuły. Często inspiruje się nim w swojej pracy. Chętnie obejrzę go za kolejne 10 lat, bo jestem pewna, że odbiorę go zupełnie inaczej.

Jak myślisz, czym wasz związek różni się od związków hetero?
Ania: Niczym szczególnym. Tak naprawdę tylko tym, że jesteśmy kobietami. Kochamy się, mieszkamy razem i prowadzimy spokojne wspólne życie. Mamy swoje ulubione seriale, dania oraz podzielamy swoje zainteresowania.

Julia P. i Julia M.

Opowiedz o swoim coming oucie, tym pierwszym albo najważniejszym
Julia P. : Moim pierwszym i równocześnie najważniejszym coming outem był ten przed samą sobą. Bardzo długo zamykałam w szafie swoją orientację i strzegłam jej, żeby przypadkiem nie ujrzała światła dziennego, starałam się o niej zapomnieć, udawałam, że jej nie ma, barykadowałam drzwi. Przełomem było poznanie pewnej dziewczyny i nie była to miłość ani szczeniackie zauroczenie, to była fascynacja, jej pewnością siebie, otwartością i autentycznością. Ona, w przeciwieństwie do mnie nie bała się być sobą, otwarcie mówiła o tym, że podobają jej się dziewczyny. Wtedy dotarło do mnie, że bycie lesbijką nie musi być piętnem, może być siłą i na pewno będzie ważną częścią mojego życia.

Co poczułaś, gdy powiedziałaś TO głośno, dlaczego to jest takie ważne?
Julia P.: To była ekscytacja, połączenie strachu, ciekawości i siły. Wzięłam to, co wcześniej uważałam za swoją słabość i zamieniłam w energię i w ważny element mojej tożsamości. Właśnie dlatego uważam, że to ważne, wychodzenie z szafy jest przerażające, szczególnie w Polsce, może być źródłem bólu i rozczarowania, ale zawsze odkrywa przed nami prawdziwych sojuszników. Często też uświadamia rodzinie czy przyjaciołom, że homoseksualność nie jest odległym problemem jakiejś innej, odległej części społeczeństwa, ale może być wszędzie. Dla mnie był to też impuls do rozpoczęcia działania na rzecz całej społeczności LGBTQIA, chciałabym, żeby dla wszystkich tożsamość płciowa czy orientacja mogła być powodem do dumy.

Jakimi stereotypami najczęściej musisz się zmierzyć w Polsce jako lesbijka?
Julia M. : Ze względu na środowisko, w którym się obracam, czyli głównie Parada Równości, najtwardsze ciosy padają od innych osób LGBTQ — jestem za ładna na lesbijkę, osiągnęłam coś, bo wpisuję się w heteronormę, nie jestem godna zaufania, bo robię się na hetero.

Za najbardziej szkodliwy uważam stereotyp „lesbijka, bo miała problemy z ojcem albo ojca nie było” czyli używanie mężczyzny (być może nawet nieistniejącego!) do opisywania moich uczuć i cech. Stereotyp tym bardziej bolesny dla lesbijek, które mają dobry kontakt z obojgiem rodziców.

Najbardziej śmieszy mnie, kiedy outuję się przed kimś i osoba nagle odczuwa silną potrzebę niezręcznego opowiedzenia mi o swoich kuzynach, kolegach, współlokatorach przyjaciółki, który są gejami. Mam nadzieję, że doczekam czasów, kiedy ludzie zamiast outować całe swoje otoczenie powie mi „ok”.

Jak rozpracowujesz uprzedzenia ludzi?
Julia M.: Zaczynam od znalezienie wspólnego pola do rozmowy. Ludzie, jak wszystkie zwierzęta, jeśli nie czują się częścią Twojego stada, będą uważać Cię za zagrożenie. [Musicie wybaczyć mi biologiczne porównanie, ale z wykształcenia jestem biolożką.] Dlatego przyjmuję osobę do stada
— Lubisz arbuzy? —Ja też! Kochasz pandy? — Ja też!
Wtedy zaczynam rozpracowywać uprzedzenie na kawałki — jeden po drugim. Albo zbijam kontrargumentem, albo zgadzam się z nim (to też się zdarza!). Nie oczekuję od takiej rozmowy zbyt wiele — nie przekonam kogoś jedną rozmową do uznania adopcji przez pary jednopłciowe, ale podaję jak najwięcej swoich argumentów, przytaczam badania, później podsyłam osobie linki. Sama rozmowa rozpoczyna proces myślowy, który może doprowadzić do realnej zmiany.

Miłosz i Maciej

Za co najbardziej cenisz swojego chłopaka?
Maciej: Za wytrwałość i cierpliwość. Jeżeli postawi sobie jakiś cel to wiadomo, że go zrealizuje. Nie ma ze mną najłatwiej, dlatego też jego pokłady cierpliwości są nieocenione. Uczy mnie także jak radzić sobie z niską samooceną i niepowodzeniami. Kiedy mam problem, potrafi dotrzeć do mnie przedstawiając mi realistyczne wyjścia z sytuacji, których ja często nie zauważam, ponieważ myślę zbyt emocjonalnie.

Czy gdyby w Polsce pary jednopłciowe mogły brać ślub, zdecydowalibyście się na ten krok? Maciej: Mimo to, że jesteśmy ze sobą 2 lata to za wcześnie chyba jeszcze, żeby w ogóle myśleć o ślubie. Nie wiem, czy dopóki nie będą możliwe, w ogóle będziemy o nim myśleli, jednak zawsze dobrze mieć możliwość i wybór.

Jak myślisz, czy wasz związek różni się czymś od związku hetero?
Miłosz: Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, wiem tylko, że nasz związek opiera się na przyjaźni, mamy też masę wspólnych zainteresowań, przez co trudno nam się nudzić. Ale to samo może powiedzieć wiele innych par, niezależnie czy są to pary jednopłciowe, czy nie.

Sprawdź też: