Reklama

dlaczego pop lat 00 był taki nieautentyczny?

W ostatnich latach całkiem niepostrzeżenie w show-biznesie wydarzyła się mała rewolucja.

tekst Anne T. Donahue; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
|
28 Wrzesień 2017, 2:40pm

22 września Fergie w końcu wypuściła „Double Dutchess" — kolejny album po jej solowym debiucie z 2006 roku, który dziś jest jednym z największych reliktów popu wczesnych lat dwutysięcznych. Wydaje się, że zepchnęliśmy te czasy w niepamięć. Chociaż na płycie znajdują się takie hity jak „Fergalicious", „London Bridge" i „Glamorous" (pamiętajcie: flossy, flossy), traktujemy Fergie jako jedynie mały punkcik na kulturowym radarze. Szufladkujemy ją jako grzeszną przyjemność, zupełnie jakby Black Eyed Peas nie stworzyli ścieżki dźwiękowej całej minionej dekady. Traktujemy tak również większość artystek, które były wtedy na topie: Pussycat Dolls, Paris Hilton, Christinę Milian, a nawet Lindsay Lohan (której dorobek muzyczny jest o wiele bogatszy, niż nam się wydaje). Chociaż większość popu ze wczesnych lat 2000 charakteryzowała przesada, ekshibicjonizm i otwarta rywalizacja z innymi kobietami (patrz: „Girlfriend" Avril Lavigne), jednocześnie położył on fundamenty pod wszystko, z czego składają się aktualne listy przebojów.

Pop w latach 2002-2009 stanowił inny świat. Przez nielegalne pobieranie utworów i słuchanie ich w sieci był głównie niematerialny (w przeciwieństwie do albumów i kaset z lat 90.), przez co wydawał się produktem jednorazowego użytku. Wykorzystywał seks jako dźwignię dochodowych metamorfoz („Stripped" Christiny Aguilery). Wydawał się idealną drogą, na której znane już wcześniej wokalistki mogły rozwinąć skrzydła i wzbić się w powietrze. Dopiero gdy Nicole Scherzinger dołączyła do burleskowej grupy The Pussycat Dolls, pomogła stworzyć serię hitów. Muzyka z filmów „Zakręcony piątek" i „Wyznania małoletniej gwiazdy" doprowadziła Lindsay Lohan do nagrania albumu „Rumors". W tym samym czasie Paris Hilton nagrała „Stars Are Blind", bo po prostu miała na to ochotę. I szczerze mówiąc, płyta wcale nie była taka zła.

Lata dwutysięczne stanowiły anomalię. Internet stworzył nowy sposób konsumowania kultury (nigdy nie zapomnimy pierwszej piosenki, którą ściągnęliśmy), więc w tych czasach gwiazdy powoli traciły otoczkę tajemniczości. Tabloidowe blogi zaczęły pisać o gwiazdach, które dokazywały, ale nie robiły tego jeszcze na żywo, analizując każdy krok — głównie dlatego, że nie było jeszcze bezpośredniego połączenia między gwiazdami i ich fanami, jak np. Twitter i Instagram. To oznaczało, że artystów wciąż można było sprowadzać do schematycznych ról i w ten sposób ich promować, a my nie kwestionowaliśmy tego wizerunku.

Gdy w 2007 roku Britney Spears przeszła załamanie nerwowe, nasze podejście do gwiazd popu znów zdążyło się zmienić. Media społecznościowe zalały nas strumieniem komentarzy i relacji, wymazując barierę tkwiącą między gwiazdami i resztą świata. W 2009 roku coraz więcej osób publicznych stawało się coraz bardziej przystępnych, a tajemniczość zniknęła. Gwiazdy faktycznie były takie jak my — złożone i z wadami, szukają sensu w tym wszystkim.

Współczesne gwiazdy popu chętnie przyjmują tę retorykę. Fifth Harmony śpiewają o samoświadomości i seksualności. Demi Lovato i Selena Gomez obróciły swoje disnejowe początki w popowe kariery, a najnowsze single Miley Cyrus szczerze mówią o jej rozstaniach i powrotach do Liama Hemswortha. Nie zapominajmy też, że latem Paris Hilton zapowiedziała nowy singiel „Summer Reign" (który ucieszył nas trochę mniej, jak przypomnieliśmy sobie, że głosowała na Trumpa). W końcu gwiazdy popu dostały więcej swobody, mogą się rozwijać i zmieniać, otwierać i pokazywać nam, kim są naprawdę. Gwiazdy wczesnych lat dwutysięcznych nie miały takiego luksusu.

Chociaż Fergie otwarcie mówiła o uzależnieniu od narkotyków, które kiedyś ją wyniszczały, Nicole Scherzinger dopiero po latach przyznała, że za czasów Pussycat Dolls zmagała się z zaburzeniami odżywiania. Właśnie takiej fasadowości spodziewaliśmy się po młodych gwiazdach popu 10 lat temu. Piosenka „Confessions of a Broken Heart" Lindsay opowiadała o jej trudnej relacji z ojcem, jednak w wywiadzie rozwinęła temat dopiero w tym roku. Ashlee Simpson, lekko punkowa buntowniczka (która i tak była po prostu gwiazdką popu) zaczęła mówić o swoim życiu prywatnym po ślubie i narodzinach dziecka, chociaż we wczesnych latach 2000 występowała w reality show, w którym miała różne problemy z rodziną, ciałem i sławą. Dla artystów, którzy zdobyli popularność przed powstaniem mediów społecznościowych (które zachęcają do przejrzystości), wrażliwość stała się luksusem. Teraz jest wręcz przeciwnie — jest walutą.

Tabloidy kiedyś próbowały udowodnić nam, że gwiazdy, są takie jak my, żeby stały się postaciami, z którymi można się utożsamiać, ale dopiero powstanie Twittera, Instagrama i Snapchata naprawdę to zrealizowało. Jasne, celebryci wciąż siedzą w swoich bańkach, ale gdy dali nam bezpośredni wgląd do swoich myśli, uczuć i wewnętrznych zmagań, poczuliśmy z nimi głębszą więź. Dorzućmy do tego jeszcze kulturową transformację, dzięki której jesteśmy coraz bardziej otwarci w kwestii seksualności, tożsamości płciowej, a także problemów ze zdrowiem psychicznym. Teraz dobrą gwiazdę popu charakteryzuje kontrola nad własnym wizerunkiem. Same decydują, czym się z nami dzielić.

To całe lata świetlne od miejsca, w którym znajdowaliśmy się we wczesnych latach dwutysięcznych, gdy tabloidy karmiły światową obsesję na punkcie upadku celebrytek. Czytaliśmy na ich temat coraz więcej. Chcieliśmy, by były takie jak my, ale jednak żeby różniły się odrobinę. Wszystko po to, żeby uciec od rzeczywistości. Tabloidy lubowały się w rozkładaniu na części pierwsze takich artystek, jak Fergie, Scherzinger, Lohan, a nawet Madonna (tylko jej pozwolono się zestarzeć).

Renesans Fergie dał nam szansę, żeby uczyć się na błędach, a jej, by pokazała kim jest, poza tym, co mogła zaprezentować w ramach sztywnych norm lat 2000. Teraz piosenkarki śpiewające największe hity mają więcej swobody. Demi Lovato mówi otwarcie o uzależnieniu i zdrowiu psychicznym, Selena Gomez o chorobie, a Lady Gaga o przewlekłym bólu. Pop z ery 00. wciąż sądził, że kluczem do przystępności jest cisza (albo bezwartościowy bełkot), ale współczesne artystki to zmieniają. Nie wystarczy sam chwytliwy singiel — teraz musi być świadomy przekaz.

Podobne zjawisko widać także poza światem muzyki. Modelka Kendall Jenner znalazła się na celowniku po nieudanych kampaniach (np. Pepsi). Branża zmusiła ją by wzięła odpowiedzialność za swoje decyzje. Aktorzy zaczęli wykorzystywać popularność, by mówić o zawirowaniach społecznych i politycznych. W końcu widzimy wśród artystów własną inicjatywę.

Ciekawe, jak w ten krajobraz wpasuje się Fergie, 11 lat po premierze „The Dutchess". Szczególnie, że największym newsem towarzyszącym wielkiemu powrotowi, był rozpad jej małżeństwa. Jej głos rozbrzmiewał w niejednej kultowej piosence ubiegłej dekady, dlatego zasługuje na wielki come back. Warto też zwrócić uwagę na to, jak przystosuje się do ery autentyczności i przejrzystości — i co ważniejsze, czy my, fani, jej na to pozwolimy.