Reklama

po tych zdjęciach inaczej spojrzysz na azjatki

Z fotografką Vivian Fu rozmawiamy o dokumentacji najbardziej intymnych momentów z jej życia miłosnego oraz o prowokacyjnej reprezentacji Azjatek.

|
15 Czerwiec 2015, 11:35am

Każdy, kto czytał albo oglądał Scott Pilgrim kontra świat, powinien kojarzyć w jak trudnej sytuacji znajdowała się Knives Chau, 17-latka należąca do kanadyjskiej mniejszości chińskiej, za wszelką cenę starająca zdobyć się uznanie swoich rozwydrzonych, białych znajomych. Poruszyło mnie zatem, gdy urodzona w dolinie San Fernando, fotografka Vivian Fu wyznała, że często porównywana jest właśnie do uciemiężonej Knives lub do innych Azjatyckich osobowości o służalczych skłonnościach. Vivian na broń wybrała fotografię i za jej pomocą stara się zmienić stereotypowe postrzeganie Azjatyckich kobiet, a także odkryć swoją własną tożsamość, na własnych warunkach. Tworzy niezwykle uderzające, intymne obrazy znajomych, swojego partnera, Tima i siebie samej. Jeden z jej najbardziej zniewalających projektów, Me and Tim, dokumentuje krew, pot, spermę i czułość dzieloną między dwojgiem ludzi. Z fotografką rozmawiamy o tym, czego nauczyła się o sobie samej dzięki robieniu zdjęć tatuaży Tima oraz dlaczego selfies to ważne zjawisko.

W jaki sposób zaczęłaś zajmować się fotografią?
Moi rodzice byli bardzo surowi i niezbyt często pozwalali mi na wychodzenie, spędzałam więc dużo czasu na służbowym komputerze mojej mamy. Znalazłam mnóstwo zdjęć na Flickr i uznałam, że są niesamowicie inspirujące - tak mniej więcej wyglądało moje wprowadzenie w świat fotografii. Własne zdjęcia zaczęłam udostępniać na portalach społecznościowych, zdjęcia znajomych na LiveJournal, albo robiłam samojebki i wstawiałam je na MySpace'a, zanim jeszcze założyłam konto na Flickr, gdzie odkryłam wiele gatunków fotografii.

Nie wydaje mi się, że doceniałam wówczas siłę internetu, zanim nie zdałam sobie sprawy, że mogąc udostępniać własne zdjęcia, kreuję przestrzeń, w której mogę wyrazić siebie. Zaczęło mnie więc interesować poznanie samej siebie oraz postawienie się przeciwko stereotypowemu postrzeganiu Azjatek. Internet nie służy tylko do odkrywania, ale również do zamieszczania treści, które odkryć mogą inni. Pomogło mi to zarówno na płaszczyźnie osobistej, jak i artystycznej.

A co skłoniło cię do chęci zakwestionowania stereotypowej reprezentacji Azjatek? Mówimy tu zarówno o serii autoportretach, jak i serii pt.: Asian Girls.
Pomimo że LA to niezwykle zróżnicowane miasto, ja wychowywałam się w dzielnicy, gdzie przeważa biała większość, więc moje doświadczenia bardzo często ograniczały się do: „To jest grupka białych ludzi oraz ja, Azjatka." I w miarę jak dorastałam, słysząc dużo porównań do postaci filmowych, jak na przykład do Lane z Gilmore Girls albo Knives Chau ze Scott Pilgrim kontra świat, zauważyłam, że istnieje wyraźna tendencja pt.: biali bohaterowie w rolach głównych oraz ich jeden Azjatycki kolega/koleżanka w drugoplanowej roli. Dziwne uczucie - być porównywaną do osób, które albo kumplują się z białymi, albo są ich miłosnym obiektem czy też same traktują je jak miłosny obiekt. Dorastanie z podobnym bagażem i dostrzeganie go w mediach, niewątpliwie miało wpływ na moją własną percepcję.

Pracę nad Asian Girls zaczęłam tuż po ukończeniu college'u. Przeprowadziłam się wtedy z Santa Cruz do San Francisco, aby móc łatwiej dzielić się twórczością, poznawać ludzi, łapać kontakty. Fotografia była wspaniałym narzędziem do odkrywania nowej, życiowej płaszczyzny, jednak nadal porównywano mnie do innych Azjatek, zajmujących się tym, co ja, mimo że nasza twórczość niekoniecznie miała wspólne cechy. Pomyślałam wtedy o tym, że kobiety się ogólnie ze sobą porównuje, tworząc niezdrową i sztuczną rywalizację, co bardzo mi się nie podoba. Ta seria jest sposobem radzenia sobie z różnorodnymi odczuciami i wnioskami, do jakich doszłam podczas dorastania pełnego stereotypów i fetyszyzacji.

Seria Me and Timtraktuje o twoim związku, ale także o świadomości własnego ciała. Myślisz, że inspiracja pochodziła z podobnych obszarów, co twoje inne prace?
Jest to seria o mnie i o Timie, ale przede wszystkim - o mnie. Pokazuje miłość i czułość między mną a moim partnerem, ale dokumentowanie naszego związku również stanowi sposób odwołania się do kwestii obecnych podczas dorastania. Mówi zarówno o bezsilności, ale i sile pochodzącej właśnie ze zdjęć - fotografia to sposób odkrywania własnej tożsamości, ciała i związku z drugą osobą. Jakkolwiek w Me and Tim tworzenie obrazu nie jest kwestią dominującą, to widać, że stanowi jedną z ważniejszych. Od zawsze dokumentowałam siebie i swoje życie, ale wcześniej chyba nie zdawałam sobie do końca sprawy, co to dokładnie znaczy dla mnie. Ogólnie uważam, że fotografia daje mi sposób na powiedzenie: „oto ja, to moja tożsamość i nie chcę, aby narzucano mi żadne, sztucznie skonstruowane idee." Tutaj chodzi o tworzenie samo w sobie i prawo do samostanowienia. 

Uważasz, że selfies są ważne?
Myślę, że tak, zwłaszcza dla ludzi, którzy nie są reprezentowani przez mainstream. Wszystko się zmienia, ponieważ ludzie domagają się takiej reprezentacji. Zaczyna się właśnie od tego, że ci ludzie reprezentują samych siebie, przedstawiając narracje niekoniecznie wpisujące się w stereotypy. W wyniku braku jawnej różnorodności, wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że to ich opinia może stanowić problem. Selfie to narzędzie do samostanowienia, co z kolei ułatwia wzajemne zrozumienie.

vivianfu.com

Kredyty


Tekst: Emily Manning
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: Vivian Fu