dajmy szansę miley

Ku chwale wesołej gwieździe pop, która walczy o prawa osób LGBT, kobiet i bezdomnych...

tekst i-D Staff
|
11 Maj 2015, 1:25pm

Zważywszy na fakt, że Miley wychowywała się na oczach całego świata, to chyba mogłaby robić gorsze rzeczy niż okazyjne zapalenie jointa czy pomalowanie sprayem pach na różowo. Jednak po wpisaniu Miley do Google, przed oczami rozwija się niekończąca fala dissu i krytyki. To nieustające fiksowanie się na najdrobniejszych, najbardziej przyziemnych szczegółach jest raczej odzwierciedleniem stanu naszego społeczeństwa, niż życia 22-latki, która zarabia sobie na życie śpiewaniem piosenek, a wolny czas spędza na kawie z chłopakiem i wklejając na Instagram pozycje jogi.

W 2013 roku, Miley wydała świetny popowy album o nazwie Bangerz. Współpracowała z producentem Mike Will Made It, tańcząc nago na wielkiej kuli służącej do burzenia budynków, a do swojego teledysku We Can't Stop zaprosiła członków Odd Future.W zeszłym roku pojechała w trasę wraz z ogromnym penisem, a znaczna większość występów składała się z Miley masturbującej się, bądź zjeżdżającej w dół po wielkiej zjeżdżalni w kształcie języka (o, autoironio...) Wyzywała też publiczność od „dziwek", a także nawoływała, aby zamiast bycia szczęśliwymi, byli sobą, żeby nie szli z tłumem. Noisey stwierdził, że Miley jest bardziej punkowa niż jakakolwiek punkowa kapela, a the Guardianpochwalił jej: „niesmaczne, chaotyczne, dziecinne i czasami zaskakujące show". Najbardziej skupiano się jednak na tym, czy się z kimś - i z kim? - umawia, czy pali trawkę i czy nie powiela przypadkiem rasowych stereotypów. Nawet Sinead O'Connor się włączyła do akcji. To musi być cholernie frustrujące, gdy każdy skupia się na twoim języku i twerkingu, albo czy przemysł muzyczny cię nie eksploatuje, podczas gdy ty całkiem ciężko pracujesz, aby przekazać światu ważne idee, ale i tak każdy cię ignoruje, bo przecież byłaś w tym programie TV Disneya przez jakieś trylion lat.

To, co jest w miarę pocieszające, to oddźwięk, jaki ma założona przez Miley organizacja charytatywna - Happy Hippy Foundation, zachęcająca młodych ludzi do walki z nierównością. Skupiając się przede wszystkim, ale nie ograniczając do: praw bezdomnych i młodzieży LGBT, fundacja, opatrzona logiem z jaskrawożółtą, uśmiechniętą buźką - niedawno miała swoją inaugurację w ogródku Miley. Gwiazda zaśpiewała utwór w duecie z Joan Jett, co, jak można się domyślać, wyszło bezbłędnie. Ideą jest to, że ludzie obejrzą klip i przekażą pieniądze na rzecz Happy Hippies, która to wykorzysta datki na wsparcie dla młodzieży LGBT i ich rodzin.

„Bezsensowne oceniane to niestety nadal rzecz bardzo częsta. A przecież każdy z osobna ma swoje liczące się prawa i opinie!", powiedziała prasie Miley. „Chcę używać mojego głosu jako megafonu, który wszędzie będą mogli usłyszeć młodzi ludzie . Nikt nie powinien wstydzić się tego, kim naprawdę jest, bez względu na imię, płeć czy status. I dlatego właśnie Happy Hippies chce wam powiedzieć, że każde życie się liczy tak samo!"

Co szczególnie cenię w urodzonej w Tennessee piosenkarce, to to, że wprawdzie jej „doradcy" przyczynili się do przejścia z Hanny Montany do świecącej tyłkiem i klnącej jak szewc Miley, to i tak ma się wrażenie, że ona robi to, na co ma ochotę. Przez lata zmuszano ją do pielęgnowania słodkiego wizerunku gwiazdki Disneya i pod koniec czuło się już po prostu jej niechęć wobec powyższego. Niechęć była namacalna. Gdy tylko nadarzyła się okazja, aby wyswobodzić się z klatki Myszki Miki, nareszcie mogła być artystką i osobą, jaką chciała być. Oczywiście, może przecież posłuchać przy tym paru rad, ale to jest akurat kobieta, która doskonale wie, czego chce.

Miley, broniąca praw gejów już jako nastolatka, nie boi się szczerze wyrażać swych opinii na tematy, które są dla niej ważne. W 2014 roku, po odebranie swej nagrody VMA za teledysk roku, wysłała młodego, bezdomnego mężczyznę. Nie dla beki, i nie dla pokazania środkowego palca organizatorom, tylko po to, aby wypromować organizację charytatywną działającą w L.A. - My Friend's Place - pomagającą młodym bezdomnym ludziom. Super! Brawo dla wszystkich za wydanie milionów na teledyski, a potem jeszcze więcej na ceremonie rozdania nagród za te teledyski, podczas gdy w samym L.A. na ulicy śpi jakieś 240.000 mężczyzn, kobiet i dzieci.

A co z tą akcją, gdy Miley na łamach Instagrama i magazynu Time określiła gubernatora Indiany, Mike'a Pence'a, dupkiem, za wprowadzenie antygejowskiej ustawy RFRA - Religious Freedom Restoration Act [ustawa o przywrócenie wolności religijnej]. Zdaniem Miley, zwolennicy ustawy to: „dinozaury, które wymierają, a my jesteśmy nowym pokoleniem i dużo możemy zdziałać". Następnie nawoływała swe 17 milionów obserwujących na Instagramie do tego, by zadzwonili do senatora Toma Cottona, kolejnego zwolennika RFRA i „wytłumaczyli, dlaczego wolność jest ważna dla nas i naszego kraju". 

Wcześniej, w wywiadzie dla magazynu Time, Miley wytłumaczyła, dlaczego bycie sobą w jej przypadku jest tak niesamowicie ważne. „Żyłam życiem, w którym każdego dnia musiałam odgrywać pewien scenariusz, kogoś udawać, niekoniecznie kogoś, kim chciałam być. A teraz poświęcam swoje życie na bycie tym, kim pragnę być...".

Jest tylko jedna kwestia, którą trzeba poruszyć. Jakiś czas temu, w wywiadzie dla Associated Press, mającym promować fundację, Miley napomknęła, że nie wszyscy, z którymi się umawiała, byli płci męskiej, zwracając tym samym uwagę na własną biseksualność, ale nie rozwijając tematu głębiej. Oczywiście to jej wybór, czy chce dyskutować na temat swojej seksualności, ale skoro walczy o prawa innych, to czemu nie powalczyć też o własne. Mów głośno i nie wstydź się, dziewczynko. Broń swoich praw do miłości.

Tak czy inaczej, mamy tutaj kobietę w pozycji władzy, która próbuje, do cholery, coś zmienić. Dużo czasu zajęło jej wyzbycie się łatki wiecznie świętej Hanny Montany, więc już odpuśćmy trochę tej biednej Miley. Zostawmy już jej jęzor, twerking czy inne rewelacje z tabloidów i pozwólmy jej poczynić zmiany. Dziewczyna jest zdolna, inteligentna, na pewno prowokacyjna. I jeśli już musisz podnieść brwi na widok jej kolejnego, roznegliżowanego zdjęcia w magazynie, to pamiętaj, że ona wie dokładnie, co robi i może mieć na celu wcale nie to, co myślisz. „Co masz do powiedzenia, gdy wszyscy na ciebie patrzą? To pytanie, które musiałam często sama sobie zadawać. Wiem, że będziecie się na mnie gapić bardziej, jeśli wystawię cycki, więc patrzcie się", powiedziała magazynowi AP. „A ja następnie wam będę gadać przez godzinę o mojej fundacji i przyprę was do muru". 

Kredyty


Tłumaczenie: Zuza Bień

Tagged:
LGBT+
happy hippie
muzyka
bezdomni