już po metroseksualizmie, i dzięki bogu

Metroseksualizm był jednym z największych fenomenów początku XXI wieku. Co się z nim stało?

tekst Anders Christian Madsen
|
01 Wrzesień 2014, 9:15pm

Piczo

O ile łatwiej musi być współczesnym młodym mężczyznom… Udało im się urodzić pod koniec męskiej rewolucji, dzięki której nie muszą zawracać sobie głowy pytaniami: „Czy używanie kremu nawilżającego jest OK?", „Czy jestem gejem, bo chcę zafarbować włosy?", „Czy jestem gejem, bo pytam, czy jestem gejem?". Przed Davidem Beckhamem, Jaredem Leto i Zakiem Efronem wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Dorastający chłopcy cichaczem smarowali włosy sokiem z cytryny i siadali na słońcu, żeby się rozjaśniły, albo incognito jechali do innego miasta kupić korektor na pryszcze. Nawet nie jakiś babski korektor, oczywiście, że nie! Taki apteczny, któremu bliżej do leków niż do kosmetyków. Zawartość ich opakowań nie różniła się zbytnio, ale kto chciałby nosić na sobie brzemię kupienia czegoś Estée Lauder?

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Metroseksualizm był strasznym zjawiskiem, które zmieniło wszystko. Strasznym nie jako zdarzenie, ale jako termin, bo gdy spece od reklamy rozpowszechnili go na całym świecie, to tak naprawdę dali ludziom kolejne śmieszne słowo oznaczające „gej". Nagle każdy facet na Ziemi - homo czy hetero - który był czysty, ostrzyżony i nakremowany, zamiast „pedziem" nazywany był „metro", a branża kosmetyczna dostała nowy typ klienta, którego potrzeby musiała zaspokoić. Zamiast pozwolić męskości ewoluować, do jednego worka wrzucono wiele męskich grup, z których każda miała coś z homoseksualizmu. W końcu, w jakim szalonym celu szanujący się hetero miałby wydawać na kosmetyki, chodzić do fryzjera i robić manikiur? Musiałby być społecznym i seksualnym dewiantem albo czymś. Kobiety też nie były w tej sytuacji zbyt pomocne, gdy nigdzie nie mogły znaleźć „prawdziwych mężczyzn".

Nagle każdy facet na Ziemi - homo czy hetero - który był czysty, ostrzyżony i nakremowany, zamiast „pedziem" nazywany był „metro", a branża kosmetyczna dostała nowy typ klienta, którego potrzeby musiała zaspokoić.

Zjawisko metroseksualizmu stało się popularne dzięki społeczeństwu, które nie nadążało za ewolucją ról płciowych. Nagle David Beckham, męski symbol seksu, przewiązywał na biodrach sarong, „Pretty Woman" Julia Roberts nie depilowała włosów pod pachami, a homoseksualizm w prime time'ie był oswajany przez „Willa & Grace", „Buffy: Postrach wampirów" i Ellen DeGeneres. Producenci poszli za nimi i tworzyli linie kosmetyków dla mężczyzn (bo przecież damskimi nigdy nie uzyskasz tych samych efektów), a Jean Paul Gaultier wprowadził nawet serię do makijażu „Le Beau Male" (w skład której wchodziły produkty o odcieniach chyba wyłącznie dla Europejczyków z Południa albo przynajmniej tych bardzo opalonych - ale jeśli czegokolwiek nauczyła nas ta rewolucja, to metody małych kroków). Dla mainstreamu o ptasim móżdżku hulający nad światem wiatr zmian był zbyt silny, a łatka metroseksualizmu pozwalała im się w tym wszystkim choć trochę zorientować.

Przez lata zwrot ten funkcjonował w codziennym użytku większości zachodniego społeczeństwa. Teraz, w czasach wspólnych demonstracji na rzecz równych praw do małżeństwa, chwytających za serce wątków w „Glee", protestów przeciw Putinowi, działalności Pussy Riot oraz nieskończonej liczby zdjęć szczęśliwej rodziny Eltona Johna, Davida Furnisha i ich dzieci, metroseksualizm stał się relikwią czasów, które minęły. Ale bez względu na to, jaki był, zrobił coś ważnego: szczególnie to, że utracił jakiekolwiek znaczenie. Ponieważ tym, czego potrzebowaliśmy, by zmienić postrzeganie mężczyzn i ich kosmetyków przez społeczeństwo, nie było wprowadzenie linii Clinique w czarnych opakowaniach, ale globalna zmiana klimatu. Konieczność używania słowa „metroseksualny" jednak nie zniknie, dopóki większość społeczeństwa nie zrozumie, że bycie gejem nie jest najgorszą rzeczą, z którą można być kojarzonym, na świecie, nawet przy stoisku z kosmetykami.

Chłopcy, którzy urodzili się w dwa tysiące którymś i właśnie stają się nastolatkami, będą najciekawszym od lat pokoleniem do obserwacji. Pierwsi postmetroseksualni chłopcy trafiają na najbardziej otwarte społeczeństwo w historii. Mogą odkrywać swoją męskość swobodnie i bez ograniczeń, które uciskały ich przodków. Wyobraźcie sobie, jak idealną cerę będą mieć, gdy stuknie im trzydziestka… I któregoś dnia, gdy będą siedzieć w ławkach z pasemkami we włosach i pomadką na ustach, nauczyciel powie im, że dawno, dawno temu mężczyźni nie kupowali kosmetyków, bo bali się bycia kojarzonym z gejami. Pomyśl o tym następnym razem, gdy staniesz w kolejce po krem Lancôme.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Anders Christian Madsen
Zdjęcia: Piczo

Tagged:
opinie
trendy
metroseksualizm