nowe oblicze skromności – prada wiosna/lato 16

“Sama skromność już dziś nie wystarcza, ona musi być przesadzona”, powiedziała Miuccia Prada po pokazach swoich kolekcji w Mediolanie.

tekst i-D Staff
|
22 Czerwiec 2015, 7:10pm

​Photography Jason Lloyd Evans

Jednym z największych paradoksów w modzie jest jej burzliwa relacja z fenomenem przesady, oparta jednocześnie na miłości i nienawiści. Przesada jest podstawą, na której zbudowany został cały modowy przemysł, ale to tym ekspresyjnym intelektualnie i introwertycznie przypina się tak bardzo pożądaną łatkę „zajebistości". Należą do nich: Martin Margiela, Phoebe Philo i oczywiście Miuccia Prada — czyli tzw. „myślący" projektanci mody damskiej i męskiej. Pod wieloma względami, kolekcję resort Prady na wiosnę/lato 16 oraz kolekcję męską można postrzegać jako bardzo cwany ukłon w stronę klienta, który docenia modę takiego pokroju. Klienta, który kupuje wymowność. „Wszystko zaczęło się od pomysłu na t-shirt," powiedziała za kulisami pokazu Miuccia Prada. „Był to wizualny koncept tego, jak ważne jest, by imponować. Próbą analizy relacji między szczerością i prostotą, a potrzebą bycia śmiałym, agresywnym i głośnym."

Kontynuując obecnie silnie zaznaczający się trend znany pod nazwą normcore, Prada została matką chrzestną looku „post-skromnego": stylu tak bardzo bezpretensjonalnego, że aż pretensjonalnego. „Oczywiście wyszło tak, że sukienki w ogóle nie były skromne, bo uszyto je ręcznie. Więc tak naprawdę, łapiesz się na tym, że jako marka luksusowa, nie możesz pokazać po prostu t-shirtu", śmiała się projektantka. Rzeczywiście, nie było nic skromnego w cekinowych płaszczach, pasiastych bluzkach i spódnicach z graficznymi nadrukami, czy sukienkach w króliki albo motywy oczu. Tę post-skromność, o której mówiła Prada, należało dostrzec w ironii, polegającej na tym, że coś pozbawione znaczenia próbuje mieć znaczenie, a coś drogiego próbuje udawać tanie. „Wybrałam je, bo były najbardziej infantylne", tak Prada skomentowała wybór motywów powtarzających się w kolekcji, podczas gdy każdy, kto udał się na pokaz, wyrywał sobie włosy z głowy, próbując domyślić się, o co tym razem chodziło Pradzie i jaka głębia kryje się za rakietami i wyścigówkami, gdy tak naprawdę, nie miały one znaczyć zupełnie nic.

„Cała idea polegała na balansowaniu między skromnością a przepychem, więc można było pod nią podpiąć każdy możliwy symbol i znak", mówiła Prada. „Ja jednak nie lubię pracować na symbolach, bo nie lubię upraszczania myśli. Myśli są czymś tak skomplikowanym, że nie znajdują jednoznacznej reprezentacji w symbolach, więc równie dobrze można było wybrać coś najbanalniejszego i tak też zrobiliśmy. Chodziło o graficzność." Nic bardziej mylnego, z czego zresztą Prada zdawała sobie sprawę, bo te symbole, przepuszczone przez jej magiczną maszynkę, okazały się mieć więcej znaczenia niż kiedykolwiek. Ta historia powtórzyła się również przy okazji męskiej kolekcji: błyszczące szorty i skąpe kamizelki z jednej strony mówiły „mało i skąpo", a z drugiej aż kipiały od teatralnie udawanej skromności. „Nie chodziło nam o sportowy styl. Za każdym razem, gdy robimy szorty, to tak wychodzi, ale bardziej mieliśmy na myśli nagość, bycie 'ludzkim', normalnym," tłumaczyła Prada.

Same w sobie, rzeczy z kolekcji męskiej emanowały naturalną skromnością, czego nie można powiedzieć o tych z kolekcji damskiej, ale myśl przewodnią  można było dostrzec przede wszystkim w kunsztownej stylizacji, widocznej w każdym stroju, co tym samym zaprzeczało prostocie - przepych, usiłujący udawać zwyczajność. I co najciekawsze, tak jak życzyła sobie tego Prada, jest to rzeczywiście bardzo ładna, słodka i bezpretensjonalna kolekcja na lato, z jednoczesną intelektualną głębią. Była to zatem doskonała ilustracja wcześniej wspomnianej, paradoksalnej łatki „zajebistości" w modzie: znaczy to coś dlatego, że nic nie znaczy i to właśnie jest cool.

Kredyty


Tekst: Anders Christian Madsen
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: Jason Lloyd Evans

Tagged:
Menswear
prada
Miuccia Prada
kolekcja resort