10 tysięcy twarzy lgbtq

iO Tillett Wright, aktorka, artystka i aktywistka o seksualności, gender i zmienianiu świata na lepsze.

tekst Tish Weinstock
|
23 Wrzesień 2015, 3:55pm

iO Tillett Wright to nowojorskie „A" razy trzy: aktorka, artystka i aktywistka. Ma misję - robi zdjęcia osobom, które utożsamiają się ze społecznością inną, niż heteroseksualna. Ma na celu rozbicie krzywdzących stereotypów dotyczących kultury LGBTQ, pokazując nam różne twarze, które ją reprezentują. Zależy jej też na tym, abyśmy zdali sobie sprawę, jak bardzo daremne są społecznie skonstruowane kategorie homo/hetero/bi, bo tak naprawdę mały procent osób może się w nie w 100% wpasować. Fotograficzny projekt Self Evident Truths zawiera zdjęcia m.in. celebrytów, takich jak Amber Heard, Penn Badgely i Lily Rose Depp. Zdążył zwrócić na siebie uwagę, ale projekt nie polega na wynoszeniu gwiazd na piedestał. Powstało już 9961 zdjęć, zostało do zrobienia dokładnie 39, a celem jest osiągnięcie akceptacji na polu światowym, zbudowanie siatki osób, które wzajemnie się wspierają się i rozumieją. Autorka iO, od samego początku żyła w sprzeczności ze swym kobiecym ciałem. Od szóstego do czternastego roku życia identyfikowała się jako chłopiec. Potem dojrzewanie uderzyło wielką falą, a iO miała wielką trudność z pogodzeniem się z własną płcią i seksualnością. Podczas gdy większość dziewczyn usiłowała ukryć to, że wypycha sobie stanik watą, to iO usiłowała ukryć swą płeć, co z kolei sprawiło, że chęć umawiania się z innymi dziewczynami była dla niej niezręczna. Przystała więc na byciu dziewczyną. Przewińmy czas do dziś, kiedy to iO podważa wszelkie kategorie dotyczące seksualności i gender. Rozmawiamy z iO Tillett Wright o malowaniu tęczą:

Wypowiadałaś się wcześniej na temat życia jako chłopiec przez całe osiem lat. Możesz opisać to doświadczenie?
Miałam pięć lat, kiedy poczułam to po raz pierwszy. To nie była świadoma decyzja, po prostu tak czułam. Żyłam jako chłopiec od szóstego do czternastego roku życia. Miałam mnóstwo różnych imion. Miałam nawet kartę biblioteczną pod nazwą „Richie Santiago". To było stresujące, bo nikt w moim życiu o tym nie wiedział i czułam, że gdyby ktokolwiek by się dowiedział, to chyba bym umarła, więc proste czynności jak sikanie były koszmarem.

Co to dla ciebie oznaczało, bycie „chłopakiem"?
Powiedziałam wszystkim, że jestem chłopakiem. Nosiłam tylko „chłopięce" ciuchy, obcinałam się „na chłopaka", chodziłam do męskiej toalety, robiłam „chłopięce" rzeczy. Nie znaleźliby mnie martwej w sukience, a gdy ktoś by mi powiedział, że wyglądam ładnie, dałabym mu kopa. 

Co sprawiło, że postanowiłaś znów żyć jako „dziewczyna"?
Dorastałam w czasach, gdy Manhattan był jeszcze bardzo szemrany, bardzo biedny. Myślę, że łatwiej było mi wtedy być jedynym obrońcą mojej samotnej matki jako chłopak. Przeprowadziłam się do Niemiec z ojcem, gdy miałam 13 lat i właśnie w tym czasie dopadło mnie dojrzewanie. Dziewczyny zaczęły się we mnie zakochiwać, a fakt, że kryłam sekret, który by wszystko popsuł, był strasznie do dupy. Chciałam być szczera. Chciałam też spróbować.

Kiedy zdałaś sobie sprawę z własnej seksualności?
Myślę, że pierwszy raz spodobała mi się dziewczyna, jak miałam 12 lat, ale chyba nie zdawałam sobie sprawy, co to dokładnie było. Moje pierwsze ultrazauroczenie przyszło, jak miałam 13 lat, ale dziwnym trafem nie miało podłoża seksualnego. Moją pierwszą miłością była dziewczyna, w wieku 15 lat. Jednak do całkiem niedawna określałam się jako biseksualna. Teraz powiedziałabym, że jestem lesbijką w 85%.

Przeszłaś drogę od heteroseksualnego chłopca do lesbijki, jak wyglądało to przejście i czy kiedykolwiek miałaś wątpliwości?
Ja po prostu zrobiłam, jak czułam. Nie uważałam się za heteroseksualnego chłopaka, a już na pewno nie uważałam się za lesbijkę. Właściwie to nadal nie do końca się za nią uważam, mimo że tak naprawdę nią jestem. Te wszystkie łatki zostawiam innym. Miałam do czynienia z ogromem homofobii i nienawiści do samej siebie, gdy po raz pierwszy zakochałam się w dziewczynie, bo wtedy bycie homoseksualnym było bardzo napiętnowane, a ja nie miałam pojęcia, jak sobie z tym radzić. Ale wkrótce zdałam sobie sprawę, że jedyną właściwą drogą jest pożądanie za głosem serca, za tym, co wydaje ci się słuszne.

Określiłabyś siebie jako mężczyznę, kobietę czy osobę transpłciową?
Jestem w ciele kobiety i emocjonalnie jestem bardzo kobieca, cokolwiek to znaczy, ale wszystko, co robię w życiu, bardziej należy do męskiego świata. Możesz mnie nazywać „ona" albo „on", jak bardziej ci pasuje, ale większość przystaje przy damskiej wersji.

Czy uważasz, że powinna istnieć granica wieku dla dzieci, które pragną operacji zmiany płci? Jeśli zrobiłabyś to, mając osiem lat, a potem za kolejne osiem zmieniłabyś zdanie, to byłoby już za późno.
To pytanie jest dla mnie bardzo trudne. Tak, uważam, że to problematyczne, decyzja o czymś tak permanentnym w tak młodym wieku, ale z drugiej strony, przechodzenie przez dojrzewanie jest cholernie traumatyczne, gdy czujesz, że jesteś uwięziony w złym ciele i przepoczwarzasz się w to coś, czego nie znosisz. Myślę, że to musi być kwestia bardzo indywidualna, kwestia przypadku. Ja mam teraz 30 lat i dopiero zaczynam dokładnie czuć to, kim jestem. Jedyną rzeczą na stałe, jaką zrobiłam i której nie zmienię, to moje tatuaże.

Większość osób transseksualnych czuje dyskomfort związany z własnym ciałem. Jak ty osobiście godzisz swoje „kobiece" ciało z „męską" tożsamością?
Nie czuję nienawiści do swojego ciała, w ogóle. Jestem za to niesamowicie wdzięczna za to, że jestem sprawna i zdrowa, ale jeśli mogłabym pstryknąć palcami, a jutro miałabym fiuta, brodę, szerokie ramiona i płaskie cycki, to nie zastanawiałabym się ani chwili. Ja tylko nie chcę posiadać męskich emocji i nie chcę agresji, która, jak wszyscy mówią, jest powodowana przez testosteron. Ale to tylko i wyłącznie ja. 

Czy w społeczności LGBTQ jest miejsce dla heteroseksualnych aktywistów?
Oczywiście, że tak. Ja nie dzielę ludzi w ten sposób. Myślę, że bardzo ważne jest udzielenie społeczności głosu, ale jak każda mniejszość, potrzebujemy każdego możliwego wsparcia.

Jaka teoria kryje się za projektem Self Evident Truths?
Miała miejsce propozycja 8 [propozycja poprawki konstytucyjnej w Kalifornii w 2008 roku, eliminująca prawo par tej samej płci do zawierania małżeństw, przyp. tłum.], a ja byłam zdruzgotana. Nie mogłam uwierzyć w to, że Stany Zjednoczone nadal chcą legalnie dyskryminować ludzi w ten sposób i zastanawiałam się, gdzie dokładnie kryje się brak porozumienia. Miałam wrażenie, że gdyby ci wszyscy ludzie mogli się nawzajem poznać i zobaczyć, to może te wszystkie opowieści rodem z horroru o społeczności LGBT by ustały, a oni nie odważyliby się na odbieranie nam naszych podstawowych praw człowieka. Postanowiłam więc, że poznam ludzi ze sobą, a z tego zrobiło się jedno wielkie forum, na którym można być dumnym z tego, kim się jest. Gdzieś po drodze zdałam sobie sprawę, że ja sama ranię tych ludzi, więc zadałam pytanie dotyczące spektrum naszej formy i okazało się, że bardzo niewiele osób jednoznacznie się jakoś określało. 

Dlaczego tak ważne jest zatarcie granic między pojęciami „homo", „hetero", „trans" i „inne"? Niektórzy ludzie są dumni z tego, że są inni.
Nie chodzi o zacieranie granic, chodzi o rzucenie światła na różnice, jakie między nami istnieją i świętowanie ich. Nie mówię przecież, że wszyscy są tacy sami, to, co chcę powiedzieć, to: szanuj ludzi za to, jak bardzo się od ciebie różnią. I przestań wrzucać ich do kategorii „inne", bo to i tak jakaś iluzja.

Jeśli granice zostałyby zatarte, nie istniałaby społeczność LGBTQ, każdy po prostu żyłby w jednej wielkiej społeczności. Czy uważasz to za realistyczny cel? A gdzie uplasowałyby się kategorie klasowe i rasowe?
Rasa to bardzo płynna kategoria, tak samo, jak klasa społeczna, chociaż w zupełnie inny sposób. Wszystko i tak sprowadza się do kategorii „inne". Gdy już zdecydujemy, że ludzie są od nas inni, pozwalamy na to, aby działy im się złe rzeczy, a to musi się skończyć. Społeczność LGBTQ będzie istnieć zawsze, bo swój ciągnie do swojego. Ja tylko proszę o to, żebyśmy wszyscy mieli więcej szacunku dla innych.

Problemy LGBTQ jak nigdy wcześniej stały się częścią dyskusji kulturowej, jak uważasz, dlaczego?
Dzięki paradom ludzi, którzy byli na tyle silni i odważni, żeby ujawnić się takimi, jakimi są. Nie ma nic mocniejszego od tego niż ktoś, kto należy do LGBTQ i pomaga zwalczać stereotypy dotyczące tej społeczności. Poza tym: media społecznościowe. One kompletnie zmieniły horyzont. To niemożliwe, by tak duża grupa pozostała niewidoczna, gdy każda osoba ma prawo głosu i może się udzielać. Dzięki temu młodzi ludzie LGBTQ mogą mieć swoje autorytety, po raz pierwszy w historii.

selfevidentproject.com
@iolovesyou
@selfevidentproject

Zobacz też: Dzieci par jednopłciowych zabierają głos.

Kredyty


Tekst: Tish Weinstock
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: iO Tillett Wright

Tagged:
LGBTQ
Fotografia
Kultura
płeć
io tillett wright