donatella w obronie „kontrowersyjnej” kampanii

„Nie potrafię siedzieć cicho".

tekst Tish Weinstock
|
13 Czerwiec 2016, 9:00am

Image via Instagram

O ile nie odcięli wam internetu, prawdopodobnie doszła do was fala krytyki, jaką wywołała kampania Versace na sezon jesień/zima 16. Na jednym ze zdjęć Bruce'a Webera widzimy Gigi Hadid, trzymającą za rękę nienagannie ubranego jegomościa wraz z dwójką dzieci. Na razie brzmi całkiem zwyczajnie. Jednak zamiast chwalić Versace za przedstawienie zróżnicowanej rasowo rodziny, grupa komentatorów wytyka marce „tokenizm", czyli zaledwie symboliczne działanie na rzecz włączania członków dyskryminowanych grup do mainstreamu, co ma poprawić wizerunek marki, jak gdyby obecność czarnych modeli oznaczała wypełnienie parytetu. Co więcej, niektórzy zarzucają Versace wątpliwą strukturę przedstawionej rodziny, ponieważ Gigi Hadid dopiero w kwietniu obchodziła 21. urodziny. (Od kiedy trzymanie dzieci za ręce oznacza, że są twoje?).

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Nagonka na kampanię eksponuje nasze uprzedzenia wokół koncepcji „rodziny" — tego, co uznajemy za normatywne, a co dyskredytujemy jako „odmienne". W rozmowie z The Telegraph Donatella broni swojego wyboru: „Nazywam się Versace — nie potrafię siedzieć cicho, to jest w mojej krwi. Robimy zamieszanie, głośno krzyczymy i nie przemilczamy naszych opinii… W swoich kolekcjach myślę coraz więcej o prawdziwym życiu Versace i zawiłości życia kobiet. Prowadzą własne firmy, opiekują się rodziną, podróżują, spędzają czas ze znajomymi, często wszystko to w ciągu jednego dnia". 

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Tish Weinstock

Tagged:
Versace
Gigi Hadid
Μόδα
kampania
donatella versace