Frankie Spears, Tribeca.

osobiste spojrzenie na nowy jork w obiektywie ariego marcopoulosa

Asystował Andy’emu Warholowi i Irvingowi Pennowi, dziś jest autorem kultowych portretów Nowego Jorku.

|
12 lipca 2016, 3:00pm

Frankie Spears, Tribeca.

„Bardziej kręci mnie to, co robiłem w zeszłym tygodniu, niż to, co robiłem rok temu", twierdzi fotograf Ari Marcopoulos. Zawsze pędzi do przodu, nie ogląda się za siebie i szuka momentów idealnych. Nieustannie bada świat, w którym żyje, najczęściej przez obiektyw aparatu. We wczesnych latach 80. wyemigrował z Holandii do Nowego Jorku. Jego prace stały się częścią popkultury, dokumentują to tętniące życiem, inspirujące miasto.

Cecil Taylor, Manhattan.

Swoje pierwsze kroki w zawodzie stawiał, asystując Andy'emu Warholowi i Irvingowi Pennowi. Od tamtej pory portrety stały się celem jego życia. Ari uwiecznia sceny, outsiderów, artystów, celebrytów i krajobrazy dookoła. Często rozróżnia je po je dacie w rogu zdjęcia, a jego surowy, spontaniczny styl dokładnie łapie błyskawiczne obserwacje. Wśród nich znalazły się intymne portrety, uwiecznione w ikonicznych momentach dla historii subkultur: od Basquiata w wannie, Beastie Boysów piszących teksty, nagrywających kawałki i jeżdżących w trasę, po Spike'a Lee na planie „Rób, co należy". Niezliczone książki, kserowane ziny, katalogi, wydruki i wystawy przyczyniły się do jego statusu gwiazdy świata fotografii. Sam Ari zastanawia się żartobliwie, czy na świecie istnieje ktokolwiek, kto ma wszystkie jego opublikowane prace.

Lauren Halsey, Harlem.

Kluczowy moment dla fotografa nadszedł we wczesnych latach 90., kiedy jego uwagę zwrócił gang skejtów pod Mostem Brooklyńskim, w sąsiedztwie legendarnego skateparku Brooklyn Banks. Kontakt ze ekipą umożliwił mu znajomy znajomego skate'a, Jeffa Panga. To zaowocowało przełomowymi zdjęciami z nowojorskiej historii. W tym samym czasie, na przełomie lat 1993/94, Larry Clark zaczynał zdjęcia do filmu „Dzieciaki". Portrety Ariego ze śp. Haroldem Hunterem i Justinem Piercem są jednymi z jego najznamienitszych, a jednocześnie wpisują się też nierozerwalną częścią DNA streetwearowej marki Supreme.

Ray Allen, Brooklyn. 

Lewy i Jim Joe, Garment District.

Supreme otworzyło sklep na ulicy Lafayette w 1994 roku, a wkrótce potem, kolaże złożone z portretów Ariego zawisły na ścianach wielu sklepów marki. „Okres, w którym robiłem zdjęcia nowojorskim skejtom, dla wielu jest ważną częścią historii. Myślę, że James (Jebbia, założyciel Supreme) też docenia te fotografie. Chociaż dla niego mają one pewnie głębsze znaczenie — przypominają o początkach". Parę lat później, kiedy zdjęcia zostały opublikowane w formie albumu dla OHWOW zatytułowanego „Stoopz", Supreme wydało kapsułową kolekcję bluz z kapturem z nadrukiem tych fotografii.

Melvin Guzman, Bowery. 

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Guido Gazzilli, Rzym.

W jego pracach widać emocjonalną, intymną więź, zwinność i surowość, która choć nigdy nie podgląda i nie wykorzystuje zawsze prowokuje pytania, o jego stosunek do każdego z bohaterów. W nowym numerze i-D skompletował portfolio z ostatnich portretów. „Najpierw pomyślałem: i-D, moda, casting, trzeba znaleźć porządnie odjechanych ludzi. Ale potem przyszło mi do głowy, że powinienem być bardziej spontaniczny, jeśli chodzi o temat zdjęcia".

Kimberly Waugh, Chelsea. 

Kara Walker, Rzym.

Zapytany o swoje podejście i to, co go skłania, do fotografowania konkretnej osoby, tłumaczy: „Wiele osób lubi być w centrum uwagi. Rozumieją, dlaczego ich zaczepiam. Ale to i tak dziwne, nie chcę, żeby zdjęcia były poddawały się powierzchowności. One mają wzbogacać język mody lub język stylu. Czasami fotografuję ludzi z wręcz przeciwnych przyczyn, dlatego że roztaczają specjalną aurę albo mają w sobie spokój. Albo wszystko mają po prostu gdzieś, przez co sami stają się interesującymi postaciami. To dziwna walka". 

James Hannaham, Fort Green.

Tej jesieni pod szyldem wydawnictwa Rizzoli ukaże się nowy przegląd prac fotografa zatytułowany „Not Yet", czyli „Jeszcze nie". Jak sam tłumaczy, „Nazwa ma siać zamęt: 'Czy książka już wyszła?', 'Jeszcze nie'". Fotoksiązka zawiera zdjęcia wybrane przez 10 osób, w tym rodzinę, przyjaciół, artystów i krytyków. W tym zaszczytnym gronie znajdą się synowie Ariego, Cairo i Ethan, którzy są stałymi bohateramin prac fotografa. Od ich narodzin, przez otarte kolana, ospę wietrzną, pierwsze próby na desce, po młodzieńców w wieku 24 i 20 lat. którymi są teraz. Zapytany, czy chłopcy sami wybrali swoje portrety, Ari odpowiada: „Mój starszy syn wybrał zdjęcia brata i parę fotek z wycieczki po kraju, na którą pojechaliśmy. Mój drugi syn nie wybrał żadnych portretów, głównie nastrojowe krajobrazy". Ich obecność w jego pracach jest osobista i biograficzna, najlepiej widać ją w jego przełomowej pracy „Even the President of the United States Sometimes Has Got to Stand Naked". Po jej obejrzeniu mamy wrażenie, że znamy chłopców osobiście. Ari dodaje: „Teraz mają 20 i 24 lata, jest mniej tej intymności, ale nadal doceniają te zdjęcia. Wtedy chyba było to dla nich nieco trudne, ale teraz lubią je o wiele bardziej. Nigdy nie starałem się być aż tak biograficzny, raczej chodziło o archetypy wydarzeń z życia każdego człowieka".

Ashton Agbomenou, Myrtle Avenue. 

Alessandro Michele, dyrektor kreatywny Gucci, zlecił Ariemu sfotografowanie lookbooku kolekcji na jesień/zimę 16. Do luksusowego świata wysokiej mody Marcopoulos przemycił trochę swojej rzeczywistości, co doskonale współgra z fantazyjną wizją Michele. Fotografie, które niedawno wydano jako książkę „Epiphany", ukazują pracę nad sesją zza kulis. Ari tłumaczy wprost: „To była łatwizna. Chcieli tylko, żebym cyknął zdjęcia paru modelkom w ich ubraniach a ja to zrobiłem, tak jak zwykle".

Chociaż wiele z prac Ariego skupia się na żywotności, energii i wrażliwości młodości, fotograf ożywia się, kiedy mówi o koncercie, który ostatnio widział. Wystąpił na nim 86-letni free jazzowy pianista, Cecil Taylor i japoński tancerz współczesny, Min Tanaka. Ari zachwycił się połączeniem i komunikacją pomiędzy ich muzyką i ruchami i tłumaczy: „Czuliśmy, że byliśmy świadkami czegoś wielkiego. Zrobiłem zdjęcie, jak Cecil schodził ze sceny. Jeśli dobrze wyjdzie, może umieścimy go w artykule, żeby nie pokazywać wyłącznie młodych". Cecil Taylor może ma 86 lat, ale Ari przypomina nam, że młodość nie jest podyktowana wiekiem, lecz stanem umysłu. Ari w swojej sztuce uchwyca tę ponadczasową prawdę we wszystkim, co widzi. 

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Jeremy Abbott
Zdjęcia: Ari Marcopoulos
Tłumaczenie: Arek Zagata