cyfrowa sztuka w prawdziwych galeriach

Jak internet wpływa na nasze życie i świat sztuki?

|
24 Luty 2016, 4:54pm

Olaf Breuning, Text Butt

Wchodząc na wystawę „Electronic Superhighway", poświeconą sztuce cyfrowej w Whitechapel Gallery w Londynie, od razu napotyka się „Text Butt" („Smsową pupę") Olafa Breuninga, który pokazuje dokładnie to, co w tytule: ogromne zdjęcie pupy oraz chmurki z wyrwanymi z kontekstu smsami. Dalej hologramowa kobieta wygłasza kwestie z Karty Narodów Zjednoczonych i rządowych dokumentów, takie jak: „Obywatelstwo to nie prawo - to przywilej".

Podobnie niepokojąca jest wystawa „Big Bang Data" w Somerset House. Seria filmów pokazuje programy inwigilacji, „o których członkowie Stasi mogli tylko pomarzyć" [Stasi - Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego NRD, w skład której wchodziły m.in. służby wywiadowcze i tajna policja - przyp. red.], jak powiedział jeden z informatorów. Po czymś takim kusiło mnie, żeby spuścić telefon w toalecie, ale już chwilę później wciągnął mnie eksperyment „I know where your cat lives" („Wiem, gdzie mieszka twój kot"), który pokazuje na mapie świata ponad milion udostępnianych w internecie zdjęć kotów.

Do tej pory galerie sztuki nie były miejscem, w którym często pojawiały się instalacje związane z internetem. Poczucie wyobcowania, przesytu informacjami i strachu nie jest nam obce - tak właśnie czujemy się w sieci. Wystawy poświęcone internetowej sztuce stawiają przed nami więcej pytań, niż dają odpowiedzi. Dlaczego dwie duże retrospekcje odbywają się właśnie teraz? Co dzieje się w świecie cyfrowej sztuki? Co nas czeka?

Claire Catterall, dyrektorka wystaw w Somerset House, twierdzi, że wszystko zależy od poziomu trudności zorganizowania takiego wydarzenia. „Do niedawna ciężko było pokazać sztukę cyfrową i internetową", mówi, „ponieważ zarówno jej powstanie, jak i znaczenie, zależą od technicznych możliwości danego medium". A internet nieustannie się zmienia, dlatego galerie, artyści i odbiorcy nie marnują czasu - nikt nie czeka, aż nowe rozwiązania staną się czymś powszechnym i bardziej przystępnym dla wszystkich.

Dla Jamesa Bridle'a (artysty, dziennikarza i kuratora obu wystaw), to przeszkody, które galerie starają się pokonać. „Trudno jest zrobić wystawę z prac, których potem nie da się sprzedać lub w ogóle umieścić w białej przestrzeni muzeum", twierdzi. Dlatego takie wydarzenia pojawiają się dopiero teraz i być może zapoczątkują rozmowę na temat sztuki cyfrowej, co w jakiś sposób zrekompensuje dotychczasowy brak jej konstruktywnej analizy. Zainteresowanie społeczeństwa jest na tyle duże, że w końcu pojawia się ona w dużych galeriach. Sieć gwałtownie się rozrasta, a publiczność coraz łatwiej ją przyswaja. „To już nie coś obcego i nienamacalnego - to część naszego codziennego życia", mówi James. Można się zastanawiać, czy stajemy się bardziej otwarci na taką formę sztuki, czy może po prostu już nie ma przed nią ucieczki.

Amalia Ullman, Excellencies and Perfections

Jednym z najdziwniejszych aspektów takich wystaw jest ich nierozerwalne połączenie z życiem codziennym. Jednocześnie czatuję z kimś na Grindrze i czytam wycinki z podobnej rozmowy, powieszone na ścianie w galerii sztuki. Patrzę na prace Amalii Ullman, pokazujące przez Instagrama ideały piękna i presję, pod jaką żyją kobiety, a jednocześnie sam robię zdjęcia i je udostępniam.

Internetowa sztuka nie jest jednolita. Jej chaotyczność sprawia, że na razie wymyka się wszelkim podziałom na kategorie, chociaż powyższe wystawy mają wiele wspólnych cech. Obie są bardzo polityczne - od motywu zasłaniania głowy, który pojawia się w pracach Douglasa Couplanda protestującego przeciw rozpoznawaniu twarzy na Facebooku, aż po filmy pokazujące, jak administracja USA narusza prawo cywilne i gromadzi dane na temat swoich obywateli. Ale w galeriach porusza się nie tylko temat inwigilacji i totalitaryzmu. Technologiczne zmiany i połączenie z siecią daje też dużo radości (instalacja z kotami jest zajebista). Cały czas powstają nowe społeczności, nieograniczane przez położenie geograficzne oraz utopie, o których jeszcze pięć lat temu nawet nam się nie śniło.

Douglas Coupland, Deep Face

Wystawom udaje się oddać sprzeczności i dwojakość wirtualnej rzeczywistości. Tworzy ona nowe światy, chociaż często są jeszcze gorsze, niż to, co spotykamy na żywo. Obsesja na punkcie obrazów, które można bez końca reprodukować i błyskawicznie repostować, już odmieniła koncepcje oryginalności i indywidualności artysty. Galerie straciły status miejsc, które mają wyłączność na prezentowanie sztuki. Jak powiedział Bridle, „teraz są one częścią internetu, a nie odwrotnie".

Możemy zacząć badać tę dziedzinę sztuki na nowe sposoby. W końcu odchodzimy od traktowania jej jako jednolitego tworu i stopniowo wprowadzamy rozróżnienie na różne gatunki.

Somerset House twierdzi, że internet zmienia nasze interakcje także z samymi sobą i sugeruje, że tworzy tzw. określone ilościowo poczucie własnego ja, które liczy, ile przebiegło kilometrów, ile dostało lajków i ilu ma obserwujących - co można zredukować do zbioru danych i wzorów.

Artysta JacolbySatterwhite stworzył „ReifyingDesire 6" - instalację wideo łączącą niesamowicie giętkie ciała w pornograficznych pozycjach z estetyką rodem z wygaszaczy ekranu w Windowsie 98. Satterwhite mówi, że „internet będzie zacierać granicę pomiędzy konkretem a abstrakcją". To odważne stwierdzenie, ale skoro dwie duże galerie sztuki zajęły się tym tematem, to znaczy, że powinniśmy go traktować poważnie, jeśli chcemy go kontrolować.

Wnioskiem, jaki możemy z tego wyciągnąć, jest przekonanie o nieprzewidywalności internetu i inspirowanej nim sztuki. Nie wiemy, co pojawi się na następnej wystawie czy w kolejnych latach. Według głównego kuratora „Electronic Superhighway", Omara Kholeifa, „każdy zwrot w sztuce cyfrowej był zupełnie niespodziewany. Artyści ciągle tworzą dzieła, które wcześniej nawet nie przyszłyby nam do głowy".

Więc chociaż nowe dzieła na pierwszy rzut oka wydają się nam obce i niespotykane, to może jednak artyści wciąż robią to, co zawsze?

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Edward Siddons
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska