2014 rokiem spotkań mody ze sztuką

Podczas ostatnich 12 miesięcy uświadczyliśmy wielu kolaboracji pomiędzy kluczowym reprezentantami obu światów. Odbyło się też kilka, bijących wszelkie rekordy popularności wystaw. Można więc z całą pewnością stwierdzić, że 2014 był rokiem spotkań mody...

|
23 grudnia 2014, 1:10pm

2015 zbliża się wielkimi krokami. Z tej okazji i-D zerka wstecz na mijający rok i rozkłada na części pierwsze zjawiska, które go definiowały. Greg French przygląda się mu jako 12 miesiącom, podczas których moda i sztuka zbliżyły się jeszcze bardziej, niż zwykle. Zastanawia się nad tym, co to oznacza dla obu przeplatających się światów...

To związek, który trwa już od paru dobrych lat. Jego dzieje są naznaczone romansami, finansowymi motywacjami i kilkoma niezapomnianymi zwrotami akcji. Zalotne relacje mody ze sztuką stają się dziś ważniejszym czynnikiem, niż kiedykolwiek wcześniej. Podczas ostatnich 12 miesięcy uświadczyliśmy wielu kolaboracji pomiędzy kluczowym reprezentantami obu światów. Odbyło się też kilka, bijących wszelkie rekordy popularności wystaw. Można więc z całą pewnością stwierdzić, że 2014 był rokiem spotkań mody ze sztuką. Jednak skoro te dwie dziedziny coraz mocniej się przeplatają, to jakie szersze implikacje wynikają z tego zacieśniania więzów dla naszego społeczeństwa? I co to oznacza dla obu zainteresowanych stron?

Najprostsza odpowiedź brzmi następująco - możliwość pokazania się większemu gronu odbiorców. Nierozsądnie byłoby zapomnieć, że część kolaboracji pomiędzy modą a sztuką jest przede wszystkim okazją do sprzedania większych ilości produktów i wciągnięcia nowych konsumentów do świata, którego nie znali wcześniej zbyt dobrze. Weźmy za przykład Jeremy'ego Scotta. Do zaprojektowania swojej kolekcji jesień/zima 14 zapożyczył pewne techniki od samego Andy'ego Warhola. Zawłaszczył sobie słynne logo McDonald's i postacie z kreskówki o SpongeBobie Kanciastoportym, by przyozdobić nimi swoje propozycje na ten sezon. Naturalnie, użył przy tym czysto żartobliwego podejścia, z którym kojarzy się estetyka Moschino. Ale taki manewr oznaczał, że tysiące nowych odbiorców na całym świecie zobaczyło te produkty. A efekt jest taki, że nie zdarzyło mi się jeszcze przejść obok marketowych półek, na których nie zalegałaby jakaś podróbkowa wariacja.

Za kolejny przykład można uznać kolekcję Chanel na sezon wiosna/lato 14. Jej premiera miała miejsce w zeszłym roku, w paryskim Grand Palais. Lagerfeld zmienił ten obiekt w swój własny biały sześcian, po czym określił jasno jaką rolę w jego projektach odgrywa sztuka. Odniesienia do Duchampa, Kandinsky'ego i Pollocka oraz udział w przedsięwzięciu Jeffa Koonsa podkreślały tylko charakter tej deklaracji ze strony Karla. Moda to Sztuka. A przynajmniej w przypadku Chanel. Ikoniczna buteleczka perfum No. 5, gigantyczna perła czy tweedowy żakiet z przędzy pętelkowej są tak charakterystyczne dla marki, jak prace spod ręki wspomnianych wcześniej artystów, którymi Lagerfeld przyprawił swój pokaz.

Jednak kiedy wyjdziemy poza efekciarski sztuczki domów mody szukających miejsca w medialnych nagłówkach, okazuje się, że granice robią się trochę mniej ostre. W tym roku uświadczyliśmy też współpracy Rafa Simonsa ze Sterlingiem Rubym. Ich kolekcja rozpaliła na nowo dyskusję na temat związków mody i sztuki. Prezentowała w równym stopniu pracę obu stron i korzystała z trwającej już dziewięć lat przyjaźni pomiędzy jej twórcami. To właśnie uczyniło ją spójną, a dzięki temu odświeżyła ona trwającą od wieków debatę. Zarówno estetyka niedokończenia cechująca dzieła Ruby'ego, jak i dekonstrukcja, którą uczynił swoją specjalnością Simons, połączyły się w perfekcyjnie harmonijną całość. Do stworzenia czegoś takiego potrzeba czasu i pracy. Jest to także coś, co mogą stworzyć jedynie sztuka z moda, idąc ramię w ramię - kult.  Artysta i projektant zaklinają ducha całego pokolenia w jeden moment, zatrzymują go mistrzowsko w materialnej formie.

Tak, jak sztuka znalazła sobie drogę wprost na wybiegi światowych stolic mody, modzie udało się wedrzeć do galerii na całym świecie. Najbardziej wyrazistym tego przykładem w 2014 roku była wystawa Isabella Blow: Fashion Galore!, która doczekała się udramatyzowanej ekspozycji w Somerset House. Projekty zmarłej wybitnej brytyjskiej ekscentryczki prezentowano w porządku tematycznym na manekinach. Pokazywano filmy, fotografie i różne prace artystyczne. Otrzymaliśmy wizualną ucztę. W jednym z wielu pomieszczeń galerii rozpylono nawet ulubione perfumy Blow.

Lecz skąd bierze się rosnące zainteresowanie galerii sztuki modą? Przekonamy się o tym w 2015 roku. Zwłaszcza po tym, jak ogłoszono, że wystawa nowojorskiego Metropolitan Museum of Art, Alexander McQueen: Savage Beauty, zagości w marcu także w Wielkiej Brytanii. Będzie wystawiana w londyńskim Victoria and Albert Museum. Pobiła ona wszelkie historyczne rekordy w kategorii sprzedaży biletów na wystawę. Wyprzedzając nawet takie wydarzenia, jak gala Nagrody Turnera.

Fotografia mody pozostaje też zawieszona gdzieś pomiędzy światem mody a sztuki. Udowadnia to tegoroczna ekspozycja Guy Bourdin: Image Maker. Jest to największa, jak dotychczas, wystawa prac tego eksperymentującego fotografa. Zdjęcia zostały wydarte z ich naturalnego środowiska - magazynów mody - i powieszone na ścianach Somerset House.

Zwróćmy uwagę na określenie „być w modzie". Równie dobrze pasuje ono do dzieł sztuki, jak i do ubrań. Możliwe że właśnie dlatego w dzisiejszym świecie cyfrowej nieskończoności fuzja mody i sztuki stała się tak istotnym zjawiskiem. Wszyscy miotamy się, próbując pojąć ciągle zmieniający się świat i znaleźć nowe, ekscytujące pomysły na życie.

Kredyty


Tekst: Greg French
Zdjęcia: Martin Zähringer