między światami

Kovi Konowiecki uwiecznił członków rodziny ortodoksyjnych Żydów z różnych krajów, żyjących pomiędzy historią i nowoczesnością.

tekst Emily Manning
|
16 Listopad 2016, 3:27pm

W 2012 roku pewne badanie wykazało, że społeczność Żydów w Nowym Jorku ponownie się rozrasta: ponad 1,1 mln nowojorczyków (czyli w przybliżeniu około 1/8 mieszkańców) należy do grupy wyznawców tej wiary. Ten wzrost jest związany z wręcz rewolucyjnym rozwojem ortodoksyjnej społeczności, szczególnie w południowym Williamsburgu, centrum jednej z najstarszych i najgęściej zaludnionych enklaw Chasydów w Nowym Jorku. Chociaż ortodoksyjni Żydzi żyją tak blisko ze zwykłymi ludźmi — jeżdżą z nimi metrem, a w niektórych sklepach obok kolorowych magazynów stoją gazety w Jidysz — ludzie wiedzą niewiele o nich i stylu życia, który wiodą. Fotograf Kovi Konowiecki podjął się ambitnego zadania, aby lepiej zrozumieć Chasydów i zawiłości ich niegasnącej wiary.

24-letni Konowiecki stworzył serię „Bei Mir Bistu Shein", przedstawiającą prywatne portrety ortodoksyjnych rodzin. Zaczął w swoim rodzinnym mieście (Long Beach w Kalifornii), a potem wyjechał do Londynu (gdzie właśnie robi magisterkę z fotografii modowej na University of the Arts) i kilku górskich wiosek w okolicy Jerozolimy. Ta seria łączy wyniesione ze szkoły zainteresowanie modowymi portretami oraz jego fascynację stylem dokumentalnym i opowiadaniem historii. Dzięki temu zdobył nominację do tegorocznej Taylor Wessing Photographic Portrait Prize. Spotkaliśmy się z Kovim przed ceremonią rozdania nagród, żeby dowiedzieć się więcej o modzie, wartości rodziny i wierze w ortodoksyjnym świecie.

Pogrzebaliśmy trochę w twoim życiorysie i dowiedzieliśmy się, że przez większość życia zawodowo grałeś w piłkę nożną.
Tak, piłka nożna była całym moim życiem od 13-14 roku życia aż do niedawna, gdy na poważnie zająłem się fotografią. Gdy miałem 13 lat, przeniosłem się do Niemiec, by grać z młodzieżową drużyną w klubie TSV 1860 Monachium. Później grałem na uniwerku w Stanach i w Izraelu. Niezła zmiana!

Czy piłka nożna i fotografia wykluczają się, czy zawsze jesteś jedną nogą w każdym z tych światów?
Zawsze interesowałem się sztuką. Miałem szczęście, bo rodzice zabierali mnie na dużo wystaw. Sprawiało mi to przyjemność, ale nigdy nie sądziłem, że sam mogę się tym zająć. Dopiero na studiach na Wake Forest University w Karolinie Północnej zacząłem robić zdjęcia z poczuciem misji. Fotografowałem ludzi ze szkoły i okolicy, którzy wyróżniali się z tłumu. Zakochałem się w fotografowaniu, tworzeniu portretów. Piłka nożna wciąż była na pierwszym miejscu, nadal grałem w najlepszej szkolnej drużynie w stanie, ale fotografia powoli stawała się moją prawdziwą pasją. Ciągle o niej myślałem. W szkole ciężko było znaleźć oryginalnych ludzi. Szukałem tych, którzy wyglądali lub zachowywali się inaczej, mieli odmienne poglądy. Potem to rozwinęło się w inne rzeczy, które trafiały do mnie w bardziej artystyczny sposób. Zauroczyli mnie ludzie i ich historie.

Kiedy zacząłeś fotografować ortodoksyjne społeczności? Co cię do nich przyciągnęło?
Dorastałem w żydowskiej rodzinie i w dzieciństwie chodziłem do żydowskiej szkoły, więc byłem pomiędzy dwoma światami: rozumiałem judaizm i miałem poczucie pewnej religijnej więzi, ale jednocześnie później chodziłem do państwowej szkoły, podróżowałem po świecie, a wiara nie była czymś znaczącym w moim życiu. Widziałem ortodoksyjnych Żydów w Londynie i Izraelu — wydawali mi się znajomi, a jednocześnie tak obcy. Chciałem nawiązać z nimi głębszą więź, poznać tych ludzi i pokazać ich światu. Z jednej strony są bardzo gościnni, wpuszczanie ludzi do siebie jest uważane za dobry uczynek. Z drugiej strony nie są dostępni dla większości współczesnego społeczeństwa. Prowadzą bardzo archaiczny styl życia, cenią sobie prywatność. Jeśli nie należycie do ich najbliższego kręgu znajomych, zostaniecie odcięci. Nawet z samej strony wizualnej wyglądają na wyalienowanych, przez fryzury i kapelusze. Chciałem pokazać ich z osobistej perspektywy, tak, aby widz mógł im się przyjrzeć. 

Jak nawiązałeś kontakt z ludźmi ze zdjęć?
Skontaktowałem się z rabinem z Long Beach i objaśniłem mu swój projekt. Chciałem nawiązać więź z moją żydowską tożsamością i robić portrety. Pierwszą sesję zorganizowałem z rabinem, jego żoną, dziećmi, wnukami i innymi członkami rodziny. Zaczęliśmy skromnie, nie myślałem jeszcze o skali projektu ani idei rodziny. Dopiero później zrozumiałem, że to ważny aspekt tej społeczności. Wszystkie zdjęcia pokazują członków jednej rodziny, z dwoma wyjątkami. Moją obsesją stało się fotografowanie każdego członka rodziny. Zacząłem w Long Beach, potem kontynuowałem w Londynie, Jerozolimie i wiosce w Izraelu, ciągle podążałem za tą rodziną. W świecie ortodoksyjnych Żydów nie jest to coś powszechnie akceptowanego, ale tej rodzinie bardzo spodobał się mój projekt i nie mieli problemów z pozowaniem do zdjęć. Podarowałem im odbitki, więc dostali coś namacalnego. Najmłodsi jeszcze nie poznali niektórych członków dalszej rodziny ze zdjęć, więc mogłem obserwować ich reakcje, a oni mogli po raz pierwszy zobaczyć krewnych.

Czy zaobserwowałeś jakieś różnice kulturowe między ortodoksyjnymi społecznościami, które odwiedziłeś w różnych miastach?
Oczywiście, ich style różnią się różnymi zawiłymi detalami. Robię magisterkę z fotografii modowej, więc przez ten pryzmat postrzegam portrety, które robię, głównie ze względu na ubrania, które noszą oraz to jak je noszą.

To niesamowite. Przez lata mieszkałam w sąsiedztwie Chasydów w Williamsburgu i czułam w tych zdjęciach coś swojskiego, szczególnie jeśli chodzi o ubrania dzieci.
Oczywiście. Nie myślałem o tym na początku, ale styl ortodoksyjnych Żydów z różnych części świata ma swoje niuanse. Na przykład jeden z członków rodziny w Izraelu miał szalone skarpetki, których nie widziałem nigdzie indziej. W Long Beach różnice były subtelniejsze, bohaterowie nosili bardziej tradycyjne, ortodoksyjne stroje. Fryzury, pejsy i loczki również wyglądają inaczej w zależności od kraju.

W tekście towarzyszącym zdjęciom napisałeś: „Bohaterowie tych zdjęć żyją w przestrzeni granicznej pomiędzy historią i nowoczesnością". Czuję, że to przemówi do ludzi mieszkających w wielkich miastach z dużymi ortodoksyjnymi społecznościami. Pewne miejsca i doświadczenia nas łączą, ale nasze życia są od siebie bardzo odległe.
To prawda. Wiele aspektów ich życia prywatnego sprawia wrażenie archaicznych, starodawnych (jak np. zakaz przytulania kobiet albo korzystania z elektryczności w trakcie szabatu), ale jednocześnie oni stanowią część współczesnego społeczeństwa i wchodzą w interakcje z nami. Tak jak powiedziałaś, jeżdżą metrem, mają komórki. Znajdują się pomiędzy światami.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Czy masz zamiar rozszerzyć tę serię w przyszłości?
Nie jestem uznanym fotografem z doświadczeniem, wciąż się uczę i mam wiele różnych pomysłów. Chcę zrobić sobie przerwę i zająć się innymi projektami, ale oczywiście chcę w przyszłości rozwinąć ten projekt. Czuję z nim głęboką więź i bardzo się dzięki niemu rozwinąłem. Rodzina, którą fotografowałem, ma dalszych krewnych w Kanadzie i RPA. Chcą, żebym ich również sfotografował, bardzo mnie zachęcają. Sam stałem się członkiem tej rodziny. Co piątek życzą mi miłego szabatu słowami „szabat szalom", a od wielu członków rodziny dostaję SMS-y, co jest naprawdę miłe i wyjątkowe. Jeden ze starszych mężczyzn, których uwieczniłem, zmarł kilka miesięcy temu, więc wykonałem pewnie jego ostatnie zdjęcie, jedno z niewielu zrobionych w ciągu całego jego życia. Miałem zaszczyt go poznać i jeść kolację z jego rodziną. To coś więcej, niż zwykły projekt fotograficzny.

Prace fotografów nominowanych do Taylor Wessing Photographic Portrait Prize można podziwiać w londyńskiej National Portrait Gallery od 17 listopada 2016 roku do 27 lutego 2017 roku. Więcej informacji znajdziecie tutaj.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Emily Manning
Zdjęcia: Kovi Konowiecki

Tagged:
sztuka
Kultura
żydzi
społeczność
Ortodoksyjni Żydzi
Kovi Konowiecki
Taylor Wessing Photographic Portrait Prize
bei mir bistu shein