obsesja na punkcie śmierci, celebrytów i nieszczęścia

Twórczyni zina „Dead is Better” nie boi się przyznać do swojej wieloletniej fiksacji na punkcie śmierci sławnych osób.

tekst Clementine de Pressigny
|
22 Luty 2017, 2:35pm

Dead is Better by Alissa Bennett

Alissa Bennett — dyrektorka Team Gallery i twórczyni zinu „Dead is Better" (oraz gwiazda naszej okładki z lat 90.) — nie boi się przyznać, że jest trochę zawstydzona swoją wieloletnią fiksacją na punkcie upadków i śmierci sławnych osób takich jak Brittany Murphy, GG Allen czy Kiki Kannibal. Od jej zinów nie można się oderwać przez zdolność Alissy do pokazania tego zjawiska z jednoczesnym okazaniem empatii bohaterom historii oraz pewnym nieokrzesaniem — idzie ono u niej w parze z fascynacją śmiercią oraz ludzką skłonnością do uwielbienia idoli. Zanim artystka wybrała się na targi książek do Los Angeles, pogadaliśmy z nią o poczuciu straty towarzyszącemu nam, kiedy umiera ktoś, kogo nie znaliśmy, a także o rodzajach ludzi, których spotyka się na forach w stylu findadeath.com i celebrytach, których odejście dręczy ją najbardziej. 

Jesteś w stanie mi powiedzieć jak powstały twoje ziny, co sprawiło, że je stworzyłaś? Jak długo masz obsesję na punkcie śmierci celebrytów, ich uzależnień i problemów życiowych?
Och! Od zawsze. Moje dzieciństwo w pewnym sensie nie było nadzorowane i w telewizji mogłam oglądać, co chciałam. Mogłam wypożyczyć jakikolwiek krwawy horror i czytać cokolwiek mnie zainteresowało, a moja naturalna inklinacja zawsze prowadziła mnie w kierunku tajemnicy, programów o zbrodniach i śmierciach celebrytów. Wydaje mi się, że pod koniec lat 90., kiedy internet się rozwinął, dosłownie eksplodował informacjami. Nagle dostęp do nich zyskał każdy szary człowiek. Bardzo zainteresowało mnie to, że każdy fan mógł zostać ekspertem w sprawie śmierci swojego idola, nie określała go praca, którą wykonywał w życiu. Zeszłej wiosny zrobiłam na swoim Instagramie zestawienie top 10 śmierci celebrytów i przez przypadek wpadłam na Franka Hainesa, kiedy wychodziłam z imprezy świątecznej. Jest niezależnym wydawcą i zapytał mnie, czy nie chciałabym stworzyć zinów na jego stoisko na Art Book Fair w Los Angeles. Napisałam pierwsze wydanie w około sześć tygodni.

Czy nie wydaje ci się dziwne, że ludzie szczerze zasmucają się śmiercią celebryty, biorąc pod uwagę, że nigdy go nie poznali?
Naprawdę nie. W zasadzie myślę, że jednym z najważniejszych mechanizmów celebryctwa jest to, że są rodzajem lustra dla swoich fanów, oferują refleksje na temat samego siebie. Dlatego w ogóle ich lubimy. Wydaje mi się, że utrata gwiazdy może wydawać się nam tak personalna, dlatego że to jak utrata kawałka siebie. Uwielbienie dla idola to bardzo silna rzecz i zdecydowanie jest częścią tego, co przyciąga mnie do tych historii. Zawsze byłam bardzo zainteresowana forami fanowskimi, które powstają po śmierci celebryty. To na swój sposób piękne — zobaczyć tę stronę bycia oddanym fanem, gromadzącym informacje.

Wierzysz w życie po śmierci? Jeśli tak, to myślisz, że celebryci trafiają do tego samego miejsca co my, pospólstwo? (Najwyraźniej nawet GG Allin wierzył w jakąś formę życia po śmierci. Zastanawiam się, co miał na myśli.)
Myśl, że nie dane jest nam nawet zostać duchami albo jakimiś półprzezroczystymi promieniami światła, wydaje się bardzo bolesna.

Możesz powiedzieć mi coś o twojej przyjemności płynącej z obsesji na punkcie śmierci?
Myślę, że przyjemność tkwi w zbieraniu informacji, grzebaniu, poczuciu, że mogę się chociaż zbliżyć do zrozumienia szczegółów z życia kogoś obcego. Oczywiście główną zasadą moich zinów jest to, że nie piszę o śmierciach z przyczyn naturalnych. Zawsze szukam czegoś łamiącego serce, albo przepełnionego smutkiem, zdezorientowaniem i samotnością, ponieważ to są kwestie, z którymi się utożsamiam. Chcę spróbować zrozumieć, w jaki sposób osoba, która w pewnym momencie miała wszystko, stacza się na dno i wykorzystać tę informację w swoim własnym życiu.

Myślisz, że celebrytom należy się prywatność w związku z ich śmiercią? Czy jest to obiekt wystawiony na konsumpcję przez opinię publiczną, tak samo jak ich życie?
Nie mam pojęcia! Mam trudności z postrzeganiem tej kwestii przez pryzmat etyki czy moralności, ponieważ chcę znać wszystkie brudne szczegóły. Chcę czytać pamiętniki i poznać wyniki raportu toksykologicznego i myślę, że wszyscy inni też.

Kiedy buszujesz na forach dotyczących śmierci celebrytów, co zauważasz na temat ludzi, na których można się tam natknąć?
Muszę powiedzieć, że najciekawsza jest różnorodność ludzi. Najbardziej ekscytujące jest to, że czasem można natknąć się na osobę, która znała osobę zmarłą osobiście i sprawia to wrażenie spowiedzi. Mają potrzebę pogadania z obcymi, bo nie mają gdzie z tym pójść. Wydaje mi się, że jeden pewny typ osoby to taka, która bardzo mocno się angażuje w plotki, jest bardzo obsesyjna i wścibska. 

Jesteś szczera, jeśli chodzi o tematy tabu, dotyczące natury ludzkiej — ciekawość związaną z tematami śmiertelności, przeszukiwanie internetu w poszukiwaniu informacji, podsłuchiwanie kłótni pijanych sąsiadów. Spotkałaś się z jakimiś negatywnymi reakcjami? Jak myślisz, dlaczego te rzeczy mają być brudnym sekretem?
Myślę, że to, że jestem taka szczera w związku z własnym wstydem, może pomóc zmniejszyć złe reakcje ludzi na moją pracę, nie stawiać jej w świetle sensacji. Zawsze odnoszę wrażenie, że te teksty są o mnie, jakbym musiała użyć wizerunku sławnej osoby, żeby pogadać o własnych uczuciach, czynach i poniżeniach. W pewien sposób włączam w to siebie, jestem bardzo otwarta i tworzę pewien rodzaj hierarchii, kiedy mówię: „Powiem wam coś o sobie, czego nie może wiedzieć nikt inny". Nie mówię tylko o błędach Anny Nicole Smith, mówię też o swoich. Zawsze byłam osobą łatwo zawstydzającą się, zamkniętą i miałam fobię bycia obserwowaną. Więc doszłam do wniosku, że skoro chcę grzebać komuś w brudach, muszę najpierw pokazać swoje.

Która tajemnicza śmierć dręczy cię najbardziej?
To bardzo trudne pytanie. Zdecydowanie jest kilka takich osób, z których śmiercią się nigdy nie pogodzę, ludzie o których nie ma wystarczającej ilości informacji. Z jakiegoś powodu mam obsesję na punkcie śmierci Layne'a Stanleya, mimo że nigdy nie lubiłam Alice in Chains i zawsze uważałam, że są trochę gównianym zespołem. Nie potrafię ci tego wytłumaczyć, bo sama nie znam powodów.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Czemu akurat ci celebryci? Co przyciąga cię do śmierci konkretnej osoby?
To się wiąże z tym, o czym mówiłam wcześniej, czyli o uwielbieniu dla idoli. Zawsze jest jakaś cząstka każdego człowieka, z którą się mocno utożsamiam. Czasami staje się to w bardzo nieoczekiwanych miejscach. Jest taki odcinek „Interwencji", o którym napisałam. Pokazuje historię uzależnienia chłopaka nazwanego John T, któremu wydaje się, że jest sławnym DJ-em techno. W ciągu kilku lat obejrzałam odcinek kilkukrotnie, zanim zdecydowałam się o nim napisać i zrozumieć, co mnie do niego przyciągało. Wydaje mi się, że w końcu dotarło do mnie, że chodzi o tragiczną chęć bycia wyjątkowym. To taka mała rzecz, ale dotyka mnie w szalenie poważny sposób. Każdy o kim piszę, cierpi na tę samą przypadłość. Ponad wszystko chcę czuć empatię. Empatia jest dla mnie jak narkotyk.

Podoba mi się, że często piszesz, jakbyś odnosiła się bezpośrednio do zmarłego. O co w tym chodzi?
To po to, żeby powiedzieć - ten tekst nie jest o tobie, jest o nas, niezależnie od tego, kto jest tym zmarłym. Tak jakbym miała przejść przez to razem z tą osobą.

Jakie są twoje plany na przyszłość? Mam nadzieję, że będziesz pisała więcej takich rzeczy.
O tak, zdecydowanie. Skończyłam właśnie trzeci numer, więc chcę zacząć tworzyć listy rzeczy, które mnie interesują i o których mogę pisać. Oglądam mnóstwo telewizji, poświęcam się internetowi, a później zajmę się tym, co pojawi się w naturalny sposób.

Zin „Dead is Better" ukazał się nakładem wydawnictwa Printed Matter (obecnie nie da się go zakupić, ale wróci po targach książek w Los Angeles oraz tutaj). Niedługo w sprzedaży również wydanie nr 3.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Clementine de Pressigny 
Zdjęcia dzięki uprzejmości Alissy Bennett