jesteście piękni

Amerykański fotograf Chad Pitman w swoim nowym projekcie chce pokazać, że każdy powinien czuć się piękny, a różnorodność jest najważniejsza.

tekst Bojana Kozarevic
|
20 Kwiecień 2017, 12:45am

Najnowsze, wciąż rozwijające się dzieło amerykańskiego fotografa Chada Pitmana bada naszą obsesję na punkcie selfie. „People: In Progress" pokazuje piękno, prawdę i — oczywiście jak sam tytuł wskazuje — ludzi.

Prace zadebiutowały w kwietniu podczas wystawy w Fahey Klein Gallery w Los Angeles. Pitman sfotografował 50 osób, pokazując je swoim nostalgicznym, szczerym i bezlitosnym okiem. Prosty wdzięk jego zdjęć oraz ich nacisk na szczerą, kameralną atmosferę w piękny sposób przypomina nam, że indywidualizm jest na wagę złota. Spotkaliśmy się z Chadem Pitmanem, żeby dowiedzieć się więcej o jego życiu, procesie twórczym i radości z wtapiania się w tło.

Kiedy zrozumiałeś, że chcesz zostać fotografem?
Byłem na uniwersytecie. Studiowałem biologię, rozważałem czy zostać lekarzem, ale tak naprawdę chciałem się dostać tylko na zajęcia z fotografii. Szczerze mówiąc nie interesowała mnie biologia i powiedziałem to nauczycielowi fotografii. Szybko zrozumiałem, że byłem w szkole tylko po to, żeby chodzić na zajęcia z fotografii. Myślałem, że jeśli się na nie nie dostanę, to równie dobrze mogę rzucić szkołę. I tak to zrobiłem i zacząłem studiować fotografię gdzie indziej. Nie żałuję.

Co na początku najbardziej interesowało cię w fotografii?
Ludzie, zawsze ludzie. Chyba z natury bacznie im się przyglądam. Gdy dorastałem, często musiałem się przeprowadzać, więc szybko nauczyłem się, jak się odnaleźć w nowym mieście i wtopić w tło. Do tego odnosi się „People: In Progress". Pokazuje wielu ludzi, a ja wtapiam się w tło, więc zdjęcie może naprawdę dotyczyć tylko ich.

Czy sądzisz, że bycie fotografem zmienia sposób, w jaki postrzegasz świat?
Tak, tak sądzę. W sklepie spożywczym zachwycam się tym, jak niesamowicie wygląda jakiś starszy pan, opierający się na wózku, gapiący się i błądzący po alejkach. Albo dzieciak na ulicy, który jest po prostu świetny, ale o tym nie wie. Kiedyś czułem się z tym niezręcznie, ale teraz wiem, że po prostu taki jestem. Nie dotyczy to tylko ludzi — zrobiłem pewien projekt, w którym przez ponad rok gapiłem się na te same owoce.

Pracujesz z wieloma środkami wyrazu: malujesz, robisz zdjęcia, tworzysz kolaże. Co napędza każdy z projektów?
Postrzegam moje prace jako pewnego rodzaju pamiętnik. Każda część jest powiązana z czymś w moim życiu. Chodzi o to, jak czerpiesz z różnych materiałów z przeszłości i teraźniejszości, żeby uformować nowe idee i dzieła sztuki — to najbardziej do mnie przemawia.

Jak wybrałeś ludzi do projektu „People: In Progress"?
Nad castingiem pracowałem z przyjaciółką, Shay Nielsen. Gdyby ten projekt był włócznią, ona stanowiłaby jej ostrze. Bez niej nic z tego by mi się nie udało. Zaczęliśmy od 200 osób i jakimś cudem zawęziliśmy to grono do 50.

Co sądzisz o selfie?
Nagle ego znalazło sposób na jednoczesny przerost i społeczną akceptację. Nie rozumiem tego, ale wierzę, że akceptacja może pokrywać się z przystępnością. Teraz mamy osiągalne wzory do naśladowania i punkty odniesienia dla ludzi, którzy czuli się inni, niedopasowani. Mogą zobaczyć, że nie są sami. Od innych osób mogą czerpać nadzieję i zrozumienie. Wszyscy razem możemy na własne oczy zobaczyć, że ten świat jest lepszy dzięki temu, co nas różni. Musimy tylko to docenić.

Czym jest dla ciebie piękno?
Piękno to uczucie: piosenka, miejsce, osoba albo idea. Zapewniam was, że piękno jest prawdziwe i jest częścią tego świata — przez większość czasu.

Czy masz jakiś motyw lub muzę, do których zawsze wracasz?
Zawsze dekonstruuję. Będę coś rozbierać na części pierwsze, aż fragmenty nie będą rozpoznawalne. Na przykład w dwóch kolejnych projektach tworzę kolaże ze zdjęć z dwóch poprzednich projektów. Znajduję koniec i potem cofam się kilka kroków, aż znajdę właściwe miejsce, w którym prace łączą się w idealnej harmonii.

Co sądzisz o obecnym stanie fotografii?
Najpiękniejsze jest to, że jest taka ulotna. To popchnęło mnie to podejścia do mojej pracy o wiele poważniej. Co jest teraz najważniejsze dla ludzi? Komunikacja czy uznanie? Ludzie używają zdjęć, by zakomunikować więcej, niż za pomocą słów. Zdjęcia nie muszą być wielkie, żeby coś przekazać. Jak można pokazać coś małego i jednocześnie powiedzieć tak wiele? Zdjęcia są powszechniejsze niż kiedyś. To klucz. Jeśli wszyscy moglibyśmy to dostrzec, zrozumielibyśmy to i od razu zjednoczylibyśmy się w naszych ideałach i celach jako społeczeństwo.

Jaką radę dałbyś początkującym fotografom?
Eksperymentujcie i dobrze się bawcie. Tylko robiąc błędy możecie odnaleźć siebie.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Bojana Kozarevic
Zdjęcia: Chad Pitman

Tagged:
wywiad
Wywiady
Kultura
chad pitman
people in progress