Reklama

fani walczą z kopiowaniem projektów

Armia wielbicieli niezależnych marek rzuca światło na gigantów „pożyczających” cudze pomysły.

tekst Amy Campbell
|
20 Wrzesień 2016, 5:19pm

Image via @hopelesslingerie

W zeszłym miesiącu marka Hopeless Lingerie z Melbourne znalazła się w centrum kolejnej debaty dotyczącej sieciówek „pożyczających" pomysły i projekty od małych, niezależnych marek i projektantów. Po donosie od fana na Twitterze, Hopeless odkryli, że ASOS sprzedaje łudząco podobną bieliznę na swojej stronie. W ciągu kilku godzin wieść rozniosła się po internecie, a Hopeless dołączyło do Tuesday Bassen, Brother Vellies i Georgii Perry  — artystów walczących z modowymi gigantami, „inspirującymi się" ich pracami.

Projektantka Hopeless, Gaby Adamidis, jest wyczulona na takie działania. Mówi, że regularnie zostaje oznaczana na Instagramie i Twitterze w postach jej obserwujących, którzy wskazują zagraniczne marki, kopiujące jej ręcznie szyte projekty. „Przeważnie robią to małe marki z innych krajów — wtedy prosimy o usunięcie produktu z oferty i tyle", wyjaśniła i-D. Ale gdy wyszło na jaw, że ASOS skopiował zestaw Hopeless, okazało się jasne, że osiągnięcie kompromisu będzie nieco bardziej skomplikowane.

Od początku istnienia produkcji masowej konsumenci przymykali oko na sieciówki naśladujące Gucci i Chanel, ale są coraz mniej łaskawi, gdy to samo dzieje się z mniejszymi markami.

Gdy Hopeless wrzuciło zdjęcie, porównujące ich figi Darla i stanik Rosemary z podobnym zestawem z ASOSa, lojalna armia fanów odpowiedziała oburzeniem. Internet przemówił i w końcu gigant odpowiedział, obiecując, że zajmie się sprawą.

Jednak efekt nie zadowolił marki. Gaby wyjaśnia: „Po zbadaniu sprawy stwierdzili, że nie doszło do naruszenia, a projekt powstał dzięki inspiracji podobnymi, ręcznie stworzonymi stylizacjami klientów". Sama odpowiedź nie usatysfakcjonowała Gaby, ale przyznaje, że ważniejsze od samego rezultatu, było oburzenie klientów.

W przypadku najnowszych oskarżeń o naruszenie praw autorskich niezależnych marek przez wielkie sieciówki, nie sposób zignorować siły, jaką w tych bataliach mają internetowe społeczności. Gdy Hopeless opublikowało post na Instagramie, fani zrobili to, co potrafią najlepiej. Repostowali zdjęcie, wysyłali mocne maile i kupowali produkty Hopeless, by pokazać wsparcie.

Zdjęcie via @hopelesslingerie

W ciągu kilku godzin 184 tysiące obserwujących zmieniły skargę w wiralowy ruch. „Może w porównaniu do nich mamy mało fanów, ale to nasza największa szansa, by zwrócić na siebie uwagę wielkich marek", mówi Gaby.

Małe, niezależne marki nie mają środków, które można zainwestować w długie batalie sądowe i chronienie projektów patentami. Mają za to lojalnych fanów i biegle znają język sieci. Przed erą internetu w podobnych sytuacjach projektanci cierpieli w ciszy. Gdy kilka projektów Coco Chanel zostało skopiowanych przez Suzanne Laneil w latach 30., projektantka dowiedziała się o tym, dopiero gdy zobaczyła podróbkę swojego charakterystycznego smokingu na ulicy. Dziś dzięki kontaktom w sieci takie zachowania nie są zamiatane pod dywan.

Fani są coraz bardziej świadomi swojej siły i wykorzystują ją, żeby bronić i wspierać marki, które kochają. Wystarczy spojrzeć na reakcję, jaką wywołała Tuesday Bassen, pokazując kopie swoich projektów w Zarze. Jej post porównujący naszywki zebrał prawie 44 tys. polubień. Wkroczyła na drogę prawną przeciwko hiszpańskiej marce (na Instagramie napisała, że „teraz prawnicy rozmawiają z prawnikami") i informuje fanów na bieżąco o postępach. Wykorzystuje Instagram jako platformę pobudzającą aktywizm, zachęcającą obserwujących do „repostowania i tagowania [Zary] na Twitterze, Instagramie i Facebooku". I tak zrobili. Stworzyli tag #boycottzara (bojkotuj Zarę) i wykorzystali internet, by rozprzestrzenić nowinę.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Zdjęcie via @tuesdaybassen

Artysta i przyjaciel Bassen, Adam J. Kurtz, stworzył społeczność @shoparttheft, w której użytkownicy mogą wrzucać zdjęcia, porównywać projekty i kopie z sieciówek, żeby szerzyć świadomość dotyczącą podobnych naruszeń.

Od czasów MySpace'a media społecznościowe były najbardziej kameralnym ogniwem pomiędzy marką i publiką. Przez platformy takie jak Instagram i Snapchat zyskujemy dostęp do prywatnej strony naszych ulubionych marek. Dzięki tym kanałom fani mody mogą coś wskórać. „Koszty prawne są tym razem poza naszym zasięgiem", mówi Gaby. „Fani są naszą najskuteczniejszą bronią".

Być może teraz internetowa krytyka jest w stanie wywołać tylko przeprosiny na Twitterze i obietnicę przyjrzenia się sprawie. Ale jak zaznacza Kurtz, od czasu uruchomienia shoparttheft.com wiele problematycznych produktów Zary zostało usuniętych z jej sklepu internetowego. Podobnie stało się w przypadku ASOSa: po fali krytycznych tweetów, wycofano ich wersję bielizny Hopeless.

Wydaje się, że to relatywnie małe, niepozorne zmiany, ale dla mniejszych graczy branży symbolizują krok w dobrym kierunku.

Gdy Hopeless dołączyło do grupy marek skrzywdzonych przez modowe „zapożyczenia", okazało się, że sieciówki szukają natchnienia nie tylko w luksusowych domach mody. Mamy nadzieję, że reakcja internetu pokaże im bardziej pozytywne podejście do tworzenia strojów zainspirowanych trendami. „Jesteśmy otwarci na współpracę, jeśli uszanujemy etykę marki", mówi Gaby. „To potencjalne rozwiązanie problemu".

Jeśli niezależne marki nadal będą bronić swoich praw w internecie razem z fanami, być może podejście tytanów branży się zmieni. Póki co, działajcie. Gdy zauważycie projekt łudząco podobny do dzieła waszej ulubionej marki w podejrzanym miejscu, wykorzystajcie możliwość, którą daje wam internet i zabierzcie głos w słusznej sprawie.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Amy Campbell
Tłumaczenie: P. Śmiechowska