poznajcie dziewczynę, która zrobiła najnowszy teledysk dla mister d.

Widzieliście już klip z Masłowską, Victorią Beckham i Dodą? Odkrywamy jego historię!

tekst i-D Staff
|
24 Marzec 2016, 1:25pm

kadr z klipu żona piłkarza

Scenografia, która posłużyła do nagrania klipu „Żona piłkarza" Mister D. - muzycznego alter ego Doroty Masłowskiej -- robi wrażenie. To sześć miniaturowych pomieszczeń przypominających typowe mieszkanie w bloku z wielkiej płyty. Stworzyła je i wyposażyła Maria Strzelecka, a potem wprowadziły się do niego Doda, Victoria Beckham, no i oczywiście sama Dorota Masłowska. Do 2 kwietnia możesz zobaczyć to miniaturowe wnętrze w Galerii Raster, a my rozmawiamy z Marią, jaka kryje się za nim historia.

Przygotowanie klipu trwało 2 lata. Czy to był twój główny projekt w tym czasie?
Tak, nie brałam żadnych innych zleceń w tym czasie. Robiłam doktorat na ASP, ale to nie zajmowało mi dużo czasu. Nie było więc dnia bez pracy nad lalkami. Pod koniec, kiedy już umówiłam się na ostateczny termin wystawy, siedziałam nad tym 24 godziny na dobę. W miarę jedzenia apetyt rośnie. Na początku projekt miał być o wiele skromniejszy.

To kawał czasu…
Wydaje mi się, że 2 lata jak na taki projekt to dość mało, szybko poszło. Normalnie cała grupa ludzi pracuje nad taką animacją. W tym przypadku byłam to ja i właściwie kilka osób, które pomogły, bo wszystkiego sama nie byłam w stanie zrobić.

A czemu nie skorzystałaś z pomocy komputera i zdecydowałaś się na tradycyjną animację poklatkową?
Jeżeli chodzi o animację, to zajmuję się nią już od 10 lat, jeśli nie więcej. Po skończeniu ASP miałam różne prace, robiłam efekty specjalne, pracowałam przy reklamach. Siedziałam mnóstwo czasu przy komputerze, po prostu miałam go totalnie dosyć. Tak naprawdę wszystkim się wydaje, że przygotowanie lalek to benedyktyńska praca, żmudna, a tymczasem kiedy ją robisz to cię roznosi. Tyle się dzieje wewnątrz ciebie i wewnątrz tego projektu. Już od paru lat miałam ochotę zrobić coś analogowo, bez komputera, czekałam na zapalnik.

Którym okazała się piosenka Doroty...
Jak usłyszałam „Żonę piłkarza", to od razu pomyślałam, że to jest to. Zadzwoniłam do niej i ustaliłyśmy, że zajmę się teledyskiem. Napisałam scenariusz, Dorota go klepnęła i zaczęłam pracę.

Czy to było twoje pierwsze zetknięcie z lalkami?
Tak, to był mój pierwszy duży projekt z lalkami, mnóstwo się nauczyłam. Zaprzyjaźniłam się nawet z panią, która zajmuje się produkcją silikonu. Wysyłała mi różne próbki, a ja wpadłam na pomysł, jak go barwić, więc chyba zrewolucjonizowałam polski rynek (śmiech) w tej kwestii. To był tak wielokierunkowy projekt, że czułam się jak producentka jakiejś ogromnej akcji. Wypożyczałam na przykład z fabryk narzędzia, na które nie było mnie stać, żeby precyzyjnie zrobić miniaturowe mebelki. Przyjmowałam różne funkcje -byłam rzeźbiarką, krawcową, konstruktorką. Ta praca nie mogła się znudzić, bo cały czas robiłam nowe rzeczy.

Meblościanki, małe mieszkanie w bloku z wielkiej płyty. Twój klip to trochę wehikuł czasu.
Tak, tej projekt okazał się dla mnie podróżą wstecz. Nagle zaczęłam odtwarzać różne rzeczy, które pamiętam z dzieciństwa. Chciałam pokazać nastolatkę, ale nie umiałam zrobić nastolatka dzisiaj, nie znam tego świata. Dlatego musiałam się cofnąć do mojej fazy bycia nastolatkiem, dzięki temu było to szczere. Ludzie, którzy wychowywali się w podobnym czasie co ja, piszą do mnie, że to jest takie wzruszające, fajne, dotknęło w nich jakiejś czułej struny.

Tyle czasu spędziłaś z tymi lalkami, że pewnie zdążyłyście się dobrze poznać. Którą lubisz najbardziej?
Dorotę - ona jest kochana! Potrafiła wykonać wszystkie ruchy w czasie animacji. Z innymi były problemy - Victoria wyszła chuda, śruby jej z nóg wychodziły, wywalała się na dekoracje, rozwalała sprzęty, nie chciała współpracować. Doda z kolei to taki głupol, nie za bardzo się ruszała. Bardzo starannie je wykonałam - Dorota rusza nie tylko oczami, ale też paszczą.Wszystkie mają prawdziwe włosy, są w jakiś sposób magiczne.

Badałaś jakoś sytuację takich celebryckich żon, które muszą stać w cieniu swoich mężów?
To wyszło samo, przy pisaniu scenariusza, nie zastanawiałam się nad tym. Victoria to pani z bloku, która miała większe aspiracje - chciała być celebrytką i żoną znanego piłkarza, a wyszła za pana od w-fu, który po pracy gra w Fifę. To taki dramat blokowy. Dorota niby nie chce być żoną piłkarza, ale widzi te wszystkie plakaty i jednak w to idzie. Doda z kolei wyszła za sportowca, ale on jest totalnym głupkiem, ma piłkę zamiast głowy. Takie jednak są marzenia tych pań, nie wiadomo dlaczego. Nie ma tu pogardy, ale smutek - co to za życie? Hej, dziewczyny, otrząśnijcie się!

@Maria Strzelecka

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra