​premiera nowego numeru „girls to the front”

Z założycielkami dziewczyńskiego zina rozmawiamy o tym, co znajdziemy w 4. numerze, który dotyczy relacji między dziewczynami.

tekst Milena Liebe
|
17 Marzec 2017, 4:30pm

Kiedy powstał pierwszy numer Girls to the Front i czym zajmowałyście się wcześniej?
Agata: Wcześniej grałyśmy razem jako kolektyw DJski damsels in distress. Od zawsze najchętniej tańczyłyśmy do dziewczyńskich piosenek, naturalnie zaczęłyśmy puszczać je na imprezach. Ale przyszedł moment, w którym poczułyśmy potrzebę zrobienia czegoś więcej. Tak powstał pierwszy zin, to było dwa lata temu.
Ola: Od początku inspirowałyśmy się kulturą riot grrrls, a wszystkie najntisowe punkowe dziewczyny robiły własne ziny. Dlatego to wydało nam się najlepszą formą ekspresji.
Agata: Cała inicjatywa Girls to the Front zaczęła się od rozmowy, że chciałybyśmy organizować koncerty, gdzie grają dziewczyny. Zastanawiałyśmy się na początku czy jest wystarczająca liczba kobiecych zespołów, żeby zrobić z tego coś regularnego, ale wymyśliłyśmy na początek dwa i w ten sposób narodziła się pierwsza impreza z tego cyklu. Przy okazji koncertów robimy też co jakiś czas premierę nowego numeru. Na dzisiejszej premierze w Eufemii po raz pierwszy będziemy miały swój merch: koszulki, plakaty, torby i wlepki. 

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Jak wyglądał pierwszy numer, co was wtedy inspirowało?
Ola: Poza zinami lubiłyśmy Rookie magazine, który robi Tavi. Dlatego pierwszy numer Girls to the Front powstał na warsztatach, które organizowałyśmy w lecie i które były jednocześnie spotkaniem czytelniczek Rookie magazine. W ten pomysł były też zaangażowane ilustratorki: Ola Szmida, Emma Dajska i Monika Zalewska, które pracowały już wcześniej w Rookie magazine. Poza tym lubimy takie ziny jak: Girls Get BusyPolyester.
Agata: Nasz pierwszy zin powstał jako zlepek prac z warsztatów. Miałyśmy materiały do robienia kolaży, dziewczyny nie musiały się wstydzić, że nie potrafią rysować i mogły w prosty sposób wyrazić siebie. Pierwszy numer kojarzy mi się trochę z pamiętnikiem, złotymi myślami, jest połączeniem różnych, oderwanych od siebie historii. 

Za co najbardziej lubicie formę jaką jest zin?
Agata: Jest takie wyobrażenie, że papier tworzy coś trwalszego, to trochę jak chowanie wspomnień pod materacem. Poza tym więcej serca wkładasz w drukowany materiał niż kolejnego posta, który łatwo ginie w internecie.
Ola: Inspirowałyśmy się najntisowymi riot grrrls, które wydawały ziny na papierze, wtedy nie drukowane, ale kserowane - to wydawało nam się najprostszą i najbardziej odpowiednią formą. 

A wasze ulubione riot grrrls to?
Ola: Obie kochamy się w Kathleen Hanna. Tytuł naszego zina to zresztą bardzo znane hasło, które Kathleen wypowiedziała kiedyś na koncercie, kiedy chłopcy, jak zawsze na punkowych koncertach pchali się do przodu i robili pogo zostawiając dziewczyny w tyle. Powiedziała wtedy: „All girls to the front! I'm not kidding. All girls to the front. All the boys be cool, for once in your lives" (śmiech). Mamy jej błogosławieństwo do dalszych działań, podczas koncertu The Julie Ruin na OFFie w Katowicach, udało nam się ją złapać i opowiedzieć o naszym projekcie. Poza tym - Bratmobile, Kate Nash, która z gwiazdy britpopu stała się riot grrrl, a nawet stworzyła platformę internetową „girl gang", która ma zachęcać dziewczyny do zakładania zespołów. 

Jakie były tematy poprzednich numerów?
Agata: Wydałyśmy już cztery: pierwszy był eksperymentalny (śmiech), drugi pod hasłem przewodnim „Stay strong" czyli o sile kobiecej, definicji siły, trzeci o ciele.
Ola: A nowy, czwarty dotyczy relacji między dziewczynami, związków, kobiecej solidarności albo jej braku. 

Teksty i ilustracje do zina dostajecie od znajomych i znajomych znajomych. Który materiał w numerze najbardziej was zaskoczył?
Agata: To co się wyłania w najnowszym zinie to to, że teraz na fali Czarnego Protestu i 8 marca mówimy dużo o solidarności kobiet, że dziewczyny wreszcie się zmotywowały i wyszły na ulice. Ale jest drugi aspekt, o którym mało osób mówi, że tej solidarności tak naprawdę nie ma.
Ola: Albo, że działa tylko na dużą skalę. A nie w bezpośrednich kontaktach, w których cały czas brakuje poczucia wspólnoty i realnego wspierania się.
Agata: Protesty są trochę jak festiwale, spotykasz się w tłumie osób i razem krzyczycie wielkie hasła. Dla mnie solidarność z kobietami oznacza solidarność w internecie, solidarność z dziewczyną, którą mijam na ulicy. Brakuje mi tego, szczególnie w Polsce.
Ola: Mamy też dwa teksty o skomplikowanej relacji matka-córka, która w polskiej kulturze również przedstawiana jest w bardzo specyficzny sposób.
Agata: Dla mnie w rozważaniu o kobiecej solidarności bardzo ważne jest wyjście z relacji matka-córka. Zauważyłam wśród swoich koleżanek, że do tych, które miały dobrą relację z mamą feminizm przyszedł o wiele wcześniej i bardziej naturalnie, nie był wynikiem pokonywania swoich lęków, barier. Wydaje mi się, że to punkt wyjścia do tego, żeby budować później dobrą relację z przyjaciółkami.
Ola: Zastanawiam się czemu tych transparentów z protestów nie da się przenieść na relacje w życiu codziennym. Jakbym miała coś doradzić, to - dziewczyny zakładajcie zespoły! To super trening współpracy i robienia czegoś razem. Kocham to uczucie, kiedy robię coś wspólnie z dziewczynami, dlatego cieszymy się, że możemy robić wspólnie „Girls to the front".

Impreza i premiera zina Girls to the Front odbędzie się dzisiaj w warszawskiej klubokawiarni Eufemia.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Milena Liebe
Ilustracje: Fragmenty 4. numeru zina „Girls to the Front"

Tagged:
Kathleen Hanna
girls to the front
dziewczyny
Damsels in Distress
zin
agata wnuk
ola kamińska