Reklama

na granicy muzyki, sztuki i mody

Kim Ann Foxman to DJ’ka, wokalistka, znana z własnych produkcji, remiksów i występu na pierwszej płycie Hercules & Love Affair. Opowiada nam o swojej pasji do winyli, najciekawszych imprezach w Nowym Jorku, modzie, fotografii i byciu chłopczycą.

tekst i-D Polska
|
07 Lipiec 2017, 1:10pm

zdjęcie: Tim Sweeney

Jesteś znana z kolekcjonowania płyt. Z ilu składa się już twoja kolekcja?
Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, jest ich mnóstwo, kocham moje zbiory!

Kiedy dorastałaś, słuchałaś m.in. muzyki Freestyle. Jak zaczęłaś słuchać tych brzmień i co jeszcze cię wtedy inspirowało?
Tak, kochałam Freestyle i wogóle muzykę, która wtedy leciała w radiu. Lata 80. i 90. były moim zdaniem najlepszym okresem wmuzyce i w ogóle świetnym czasem w kulturze! Uwielbiałam wtedy hip-hop i R'n'B, ale i początki klubowej muzyki tanecznej i utwory takich wykonawców jak Snap! Czy Technotronic, Marrs i Robin S.

Jaką rolę na scenie tanecznej odgrywa teraz Nowy Jork?
W ostatnich latach Nowy Jork poszedł w bardzo dobrą stronę. Elektroniczna scena undergroundowa jest teraz bardzo silna. Kluby są przepełnione ludźmi, odbywają się też podziemne warehouse-parties. Ja regularnie grywam w Good Room na imprezach, które nazywają się tak jak moja wytwórnia płytowa, Firehouse. Zawsze jest tam wspaniale i miło wspominam te wszystkie rejwy!

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Jako nastolatka brałaś udział w konkursie piękności i wygrałaś. Jest to o tyle intrygujące, ze byłaś wtedy typem wysportowanej chłopczycy, niepasującej do kanonu. Jak myślisz, czy dzisiaj mamy większą wolność i nie musimy się dostosowywać do norm społecznych?
Udział w tym konkursie nie był rzecz jasna moim pomysłem. Już jako dziecko byłam typem chłopczycy. Nigdy nie interesowały mnie więc takie konkursy, byłam przeciwieństwem tej estetyki. Uważam, że sprawa genderowego podejścia to szerokie spektrum: każdy powinien być i czuć się wolny w stosunku do tego, jaki chce być. Nie musimy nikomu niczego udowadniać, raczej żyć swoim własnym życiem i swobodnie wyrażać siebie.

Powiedziałaś kiedyś, że obawiasz się, ze na świecie nie ma już prawdziwych freaków - ludzi o dziwnych stylówkach, żyjących alternatywnie, myślących poza schematami. Które z miast jest twoim zdaniem enklawą dla outsiderów?
Myślę, że Tokio jest takim fajowym, zwariowanym miejscem z kapitalnymi subkulturami modowymi. Berlin jest doskonałym miastem, gdzie ludzie są po prostu sobą i mają totalnie luźny stosunek do życia i swego wyglądu. NY wciąż jest dla mnie mega inspirujący ze względu na trendy w modzie ulicznej i nieskrępowany stosunek do życia. Jest tam masa subkultur i scen gromadzących freaków z całego świata. Kiedyś takie było też San Francisco, ale teraz jest ich tam mniej, bo zrobiło się zwyczajnie drogo. A wcześniej było to wyjątkowe miejsce, za czasów, gdy jeszcze tam mieszkałam.

Współpracowałaś ostatnio z paryskim fotografem Edoardo De Ruggiero. Jak ważna są dla ciebie moda i sztuka?
Tak, kocham jego fotografie i sesję, którą razem zrobiliśmy. Kocham zarówno sztukę, muzykę jak i modę. I myślę, że w momencie, gdy te 3 dziedziny współdziałają razem, jest to najbardziej inspirujące.

Jakie ulubione klasyki muzyki tanecznej grasz od lat, bo wciąż doskonale działają na parkiecie?
Coco Steel & Lovebomb -„Feel It", Gat Décor - „Passion" iLFO - „LFO" (Leeds Warehouse mix). Takich klasyków jest bardzo, bardzo dużo i wciąż je gram!

Więcej informacji o występie Kim w warszawskim klubie Smolna znajdziecie tutaj.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Artur Wojtczak

Tagged:
Kultura
kim ann foxman
muzyka wywiady
smolna