faust na miarę XXI wieku

Dobermany, szklana podłoga, sportowe ciuchy i szczypta sado-maso, czyli wszystko co musicie wiedzieć o najlepszym pawilonie na tegorocznym Biennale w Wenecji, stworzonym przez zainspirowaną „Faustem” artystkę Anne Imhof.

tekst i-D Italy
|
23 Maj 2017, 3:05pm

W weekend rozpoczęła się 57. edycja weneckiego Biennale. Pojechaliśmy tam, by zobaczyć ceremonię otwarcia i odwiedzić pawilon niemieckiej artystki, Anne Imhof — zdobywczyni statuetki Złotego Lwa. Jej dzieło przekształciło „Fausta" Goethego w industrialną, polityczną i uwspółcześnioną operę. Przewodniczący jury, Manuel Borja-Villel, opisał jej prace jako „potężne i niepokojące instalacje, które stawiają palące pytania, dotyczące naszych czasów". Oto nasze przemyślenia na temat najbardziej kontrowersyjnego, zapierającego dech w piersiach i poetyckiego wydarzenia na Biennale.

Wstęp wzbroniony
Zanim weneckie Biennale w ogóle się zaczęło, wielbiciele sztuki już mówili o Anne Imhof i projekcie, nad którym pracowała od roku. Tłum zebrany przed niemieckim pawilonem na szczycie wzgórza w giardini w dniu otwarcia tylko potwierdził tę ekscytację i wysokie oczekiwania. Dwa rzędy barierek, takie jak te otaczające stadiony, wyznaczały granice wokół budynku z czasów faszyzmu, przez co wyglądał jeszcze surowiej i ciekawiej. Na bramie wisiał znak z napisem: „UWAGA. Teren broniony przez wyszkolone psy. Nie podchodzić. Nie wchodzić na ten teren".

I faktycznie, przed drzwiami porządku pilnowały dwa dobermany (nawiązywały do Fausta ściganego przez czarnego psa). Amerykański korpus piechoty morskiej w trakcie II wojny światowej wybrał na swojego oficjalnego psa właśnie tę rasę, znaną także jako „diabelskie psy" przez spiczaste uszy przypominające rogi. W tym przypadku jednak zwierzęta nie okazywały zabójczych instynktów — miały zakręcone ogony i długie uszy. Jednak ich szczekanie od razu wprowadzało zwiedzających w pewien nastrój. Z wysokości dachu piękne dzieciaki obserwowały teren i okupowały pawilon, instytucję, kraj. Nieautoryzowane przejęcie przestrzeni jest motywem, który powtarza się w wielu pracach Anne Imhof.

Un post condiviso da Ursula Giustina C (@ursulagiustinac) in data:

Brak szacunku
Podczas ceremonii otwarcia niemieccy przedstawiciele byli pierwszymi, którzy zostali oprowadzeni przez artystkę. Zamiast wszystkich drzwi umieszczono straszne, szare bramy, które się podnosiły i opuszczały. Obserwowanie elegancko ubranych urzędników w budynku, który przypominał skłot, sprawiło, że scena była jednocześnie jeszcze bardziej interesująca i destabilizująca. Nawet ochrona wewnątrz wyglądała niekonwencjonalnie: wejść pilnowały kobiety po dwudziestce, ubrane w bomberki, berety i buty do biegania — to nawiązanie do przeszłości samej Imhof, która stała kiedyś na bramce w klubie Robert Johnson we Frankfurcie. Strażniczki paliły, żuły gumę i krzyczały na nas, gdy tłum podchodził zbyt blisko. Przynajmniej jeden włoski dziennikarz po prostu nie wytrzymał w obliczu tego braku szacunku i doszło do ostrej wymiany zdań.. Anne chciała, żeby dziewczyny tam były i z pewnością nie musiały odgrywać uprzejmych stażystek podczas pierwszego dnia w pracy. Była to oda do młodości, w najbardziej brutalnym i wolnym tego słowa znaczeniu.

Oda do ciała
Wnętrze jest przestronne, puste, pełne światła. Wszystkie ruchy wywołują dźwięki odbijające się echem. Nie zrobiono niczego, by ukryć architekturę i zmniejszyć jej siłę uderzenia. Z podłogi wyrasta szklana platforma, dzieląc przestrzeń bez zmieniania jej surowej formy. Performerzy poruszają się wokół swobodnie, a dźwiękowiec Charles Poulet błąka się razem z nimi. W rękach trzyma iPada, na którym tworzy dźwięki — podąża za artystami i dostosowuje muzykę do ich ruchów. Może być powolna, klasyczna, dramatyczna, skoczna, nerwowa lub hałaśliwa. Każdy dźwięk jest skomponowany specjalnie do danego typu głosu, tak jak każdy rytm łączy się ściśle z każdym gestem. Niektórzy tańczą sami, inni w parach. Nie ma tu żadnej choreografii i zasad, a jedynie zbiór akcji, do których dochodzi na podstawie okoliczności.

Un post condiviso da Mattia Ruffolo (@mattruffolo) in data:

Hedonizm i fetysze
Ubrania odgrywają tu ważną rolę. Nie są abstrakcyjne — to fetyszyzm związany z prawdziwą estetyką i subkulturami Berlina, wywodzącymi się z kolei z hardcore'owej sceny Londynu i Manchesteru z końca lat 90. Nacisk kładzie się też na marki i sposób, w jaki są noszone (Anne miała na sobie beret od Balenciagi, a performerzy znoszone, brudne ogrodniczki). Była to forma kapitalistycznego widowiska, bardziej związanego z seksualną fetyszyzacją niż zaprezentowaniem statusu społecznego. Przez intymny kontakt fizyczny w powietrzu wisiało napięcie erotyczne.

Un post condiviso da Amsterdam Art | Weekend (@amsterdam.art) in data:

Viva Anne Viva
Reszta Biennale jest zupełnie odmienna od tego, co dzieje się w niemieckim pawilonie. Ta rozbieżność jest wyraźna i nikt nie próbował nawet szukać powiązań. Christine Macel, dyrektorka tegorocznego Biennale (zatytułowanego „Viva Arte Viva"), w teorii zaproponowała wydarzenie stworzone „z artystami, przez artystów i dla artystów", bez sprecyzowanego motywu przewodniego. Chociaż to obszerne i niewykluczające podejście poszerzyło zakres możliwości, jednocześnie również drastycznie je spłyciło. Ambicja, by jakimś cudem przemówić do wszystkich oraz założenie, że sztuka jest językiem rozumianym przez ogół społeczeństwa, pokazuje jak utopijny, abstrakcyjny i elitarny może być taki pogląd. Czy koncepcja sztuki (czy też raczej pracy kuratora) jako procesu przybierającego „formę" z „teorii" i stającego się „doświadczeniem", nie jest typowo akademicką dystopią? Czy idea promowania na Biennale tylu rzemieślniczych i warsztatowych projektów nie jest ciosem w gust burżuazji? Ta obserwacja może zabrzmieć bardzo cynicznie, tak jak duża część zwiedzających podczas pierwszych dni Biennale, gdy porównywali tegoroczne Arsenale i Central Pavilion do targów tkanin. Sztuka według ogólnej, wspólnej definicji nie potrzebuje nieograniczonych możliwości, ale konkretnych związków — rdzenia, który nie może być sztuczny. Wkład Anne Imhof jest bardziej intymny nie dlatego, że jest oparty na możliwości połączenia z innymi, ale przede wszystkim z nami samymi. Nie jest to przypadek. Tylko jej projekt patrzy w przyszłość, na młodość. Jej Faust nie zawiera żadnego programu edukacyjnego — to tylko my, nasze historie, pasje i słabości.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mattia Ruffolo
Zdjęcia: Nadine Fraczkowski
Dzięki uprzejmości biura prasowego Niemieckiego Pawilonu na Biennale

Tagged:
Biennale
Kultura
Venice Biennale
Anne Imhof
pawilon niemiecki
złoty lew