piękno jest w czymś innym

Z Magdaleną Ławniczak, polską fotografką mieszkającą w Paryżu, rozmawiamy o tym, dlaczego stale nosi ze sobą aparat.

tekst Basia Czyżewska
|
01 Lipiec 2015, 3:30pm

fot. Magdalena Ławniczak

Podchodzisz do obcych ludzi, proponujesz im zdjęcia. Po kilku dniach pojawiasz się z aparatem w ich domu i fotografujesz ich intymność.
Wychodzę z założenia, że nie chcę im niczego kraść, pragnę tylko zobaczyć, co mogą mi dać. Zrobiłam ostatnio kilka projektów z osobami, które niemalże zaczepiłam na ulicy. Za każdym razem traktowałam to jako eksperyment, na nic się nie nastawiałam. Wiem doskonale, że jeżeli ktoś nie ma doświadczenia z aparatem, to nawet jeśli świetnie wygląda, projekt może się nie udać. Z prostego powodu - ten ktoś może być za mało otwarty albo wręcz nieśmiały. Dlatego zawsze działam tak samo: najpierw jest rozmowa, a później robię zdjęcia. Przede wszystkim dla mnie jest to zawsze bardzo ciekawe spotkanie - fakt, że mogę z kimś przebywać, zadać mu dość bezpośrednie pytania, wejść w jego świat.

Czy jest coś takiego jak fotogeniczność? Rysy twarzy, które w obiektywie zaczynają wyglądać niesamowicie?
Chyba bardziej chodzi o charyzmę niż o takie obiektywne piękno. Bo jeśli osoba jest interesująca i zaufa mi jako fotografowi, to jakkolwiek by wyglądała, i tak będzie intrygować. Zupełnie nie myślę o pięknie w standardowy sposób.
Ostatnio miałam dziwne doświadczenie: zobaczyłam kobietę, która w moich oczach była bardzo piękna, ale gdy zaproponowałam jej zdjęcia, nie kryła zaskoczenia. Uznała chyba, że podeszłam do niej tylko dlatego, bo pomyślałam, że jest dziwna. Udało mi się ją przekonać, ale był to długi proces budowania zaufania.

Twoi bohaterzy są na wskroś naturalni, nie ingerujesz w ich ubranie, fotografujesz w naturalnym otoczeniu, w dziennym świetle. To zaskakujące, bo wyszłaś przecież od fotografii modowej, a tam jest zupełnie odwrotnie - wszystko jest zaplanowane i kontrolowane.
Byłam bardzo zafascynowana modą, ale w Paryżu okazało się, że mam łatwy dostęp do niesamowitych ubrań i szybko wysyciłam się takimi sesjami. Po pewnym czasie zaczęłam dostrzegać fałsz w modowych fotkach, w wymyślonych historiach. Zrobiłam kilka dużych projektów komercyjnych i przestraszyłam się, że już w ogóle nie widać mnie w tych zdjęciach. Więc uznałam, że pora zrobić coś, pod czym będę mogła podpisać się w 100 proc. A ponieważ wolę portret niż zdjęcia skaczących modelek, zaczęłam szukać ludzi.

Nie masz wrażenia, że fotografia modowa bardzo się zmienia? Mam na myśli np. ostatnią kampanię Gucci - oczywiście nadal pracuje tu sztab specjalistów, sytuacja jest wykreowana, ale znacznie bliżej jej do prawdy i codzienności. Wydaje się prawdopodobna.
To świetnie, bardzo by mnie to cieszyło, bo na mnie takie bajkowe sesje zupełnie przestały ostatnio działać.

A co na ciebie działa?
Znów zakochałam się w zdjęciach Bruce'a Webera, a szczególnie w jego starych filmach z początku lat 80. Wszystko zaczęło się od tego, że w księgarni znalazłam album Webera z 1983 roku - przeglądałam go zupełnie zahipnotyzowana! Jestem zakochana w jego mężczyznach, w sposobie, w jaki ich pokazuje. Czarno-białe zdjęcia ciała i przelewającej się wody w kampanii Acqua Di Giò Armaniego to było coś pięknego!

Ty też rzadko robisz kolorowe zdjęcia, dlaczego?
Nie wiem. Może dlatego, że lubię surowość. W czarno-białej fotografii spojrzenie robi się wyraziste, a rysy twarzy stają się mocniejsze.

Jak wybierasz swoich bohaterów?
Oglądam ludzi na Facebooku, codziennie też dostaję maile z różnych agencji modeli z informacją, którzy chłopcy są właśnie w Paryżu. Do chłopaków jakoś trudniej mi podejść na ulicy i zaproponować zdjęcia, więc czasami fotografuję modeli i robię im niemodowe portrety. Zresztą - odkąd tu mieszkam, mam problem z zaczepianiem ludzi. Chciałabym się odblokować i znów zacząć to robić. Np. wczoraj byłam na wystawie i zauważyłam tam rudą dziewczynę z afro, miała może 16 lat. Chodziłam za nią, żeby zapytać, ale w końcu nie zrobiłam tego. Wciąż się boję, że ludzie mogą mnie źle odebrać.

Czy jest różnica w fotografowaniu ludzi różnych narodowości?
Jest ogromna różnica nawet w nastawieniu profesjonalnych modeli! Gdy przyjechałam i zaczęłam fotografować chłopaków z całego świata, okazało się, że są bezproblemowi - wygłupiają się, mają dystans, potrafią zrobić głupią minę, źle wyglądać. Dają z sobą zrobić wszystko. W porównaniu z nimi polscy chłopcy są wycofani, zachowawczy i trudno wyciągnąć z nich coś ponad modelowy standard.

A dziewczyny?
Z dziewczynami to w ogóle mam problem, bo jednak w naturalny sposób są skupione na tym, jak wyglądają. Tak jak z aktorkami, które zamiast grać, łapią światło, żeby jak najlepiej wypaść. Podobnie jest właśnie z modelkami - dużo trudniej osiągam ten punkt, gdy dziewczyna na tyle mi zaufa, że mogę z nią zrobić, co bym chciała. Dlatego wybieram niemodelki.

Ale kanony piękna w modelingu też się zmieniają.
Chyba wszystkim już znudziło się oglądać edytoriale pełne doskonałych klonów. Więc kampanie Prady robią najdziwniejsi chłopcy w klasie, tacy, którym dziewczyny nie dają żadnych szans (śmiech). To naprawdę fajne, że nagle piękno znajduje się w czymś, co jest inne. Koronnym przykładem może być Chantelle Winnie, dziewczyna z bielactwem. Wiadomo, że taka kariera nie będzie trwała przez lata, ale samo zjawisko jest bardzo ciekawe.

Z kim teraz chciałabyś popracować? Kogo śledzisz?
Najbardziej interesuje mnie historia. Oczywiście świetnie byłoby sfotografować Joaquina Phoenixa, mimo to myślę, że równą przyjemność sprawiłaby mi sesja z osobą zupełnie nieznaną, ale obdarzoną charyzmą. Zawsze noszę przy sobie aparat - śledzę życie :)

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcia: Magdalena Ławniczak

Tagged:
sztuka
Kultura
magdalena ławniczak
портрет
magda ławniczak