benching, czyli jak wyglądają randki w XXI wieku

Ktoś ci się spodobał? Niestety, musisz stanąć w kolejce.

tekst Stasia Wąs
|
19 Sierpień 2016, 10:10am

Kadr z filmu „Ona"

Każdy, kto używał Tindera (albo coraz popularniejszego WhatsAppa), żeby randkować, może wymienić przynajmniej kilka irytujących typów ludzi, na których się natknął. Jedni znikają jak duchy po jakimś czasie (ghosting), inni okazują się kraść tożsamość (catfishing), ale chyba najbardziej irytującym typem są ludzie, którzy każą ci czekać w nieskończoność na ławce rezerwowych. Na tym właśnie polega benching - zwodzeniu i obiecywaniu rzeczy, które nigdy się nie wydarzą. To idealne słowo na określenie sytuacji, w której piszesz z kimś, kto wydaje się świetny, ale od dłuższego czasu nie udaje wam się spotkać.

Najczęściej, co potwierdzają ludzie, którzy sami kogoś kiedyś zwodzili, chodzi o zachowanie wolności i równocześnie poczucie, że jest się z kimś blisko. Nieważne, że nigdy nie spotkało się tej osoby w rzeczywistości. Poza tym coraz trudniej się zdecydować, która „para" z Tindera byłaby dla nas najlepsza. W przeciwieństwie do ghostingu, kiedy ktoś nagle po prostu znika i nie odpisuje na wiadomości, benching ma jednak swoje zalety. Często pozwala się zaprzyjaźnić, zanim zbuduje się głębszy związek. Problemem jest tylko bariera dzieląca wirtualny świat od rzeczywistości...

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Benching to jedno z tych zjawisk dotyczących randkowania w sieci, które najbardziej przypomina wizję rodem z filmu „Ona" Spike Jonesa. Główny bohater zakochał się w sztucznej inteligencji, mówiącej (oczywiście) głosem Scarlett Johanson, która ostatecznie zdecydowała, że nie chce z nim być. Podobne rozczarowanie przeżywasz, kiedy kolejna zaplanowana randka nie dochodzi do skutku, bo komuś „coś wypadło". Dla drugiej strony to jednak idealne rozwiązanie - nagle może się odezwać i wyżalić, trochę poflirtować, bez martwienia się tym, że ktoś zaczyna się przywiązywać.

Nie bądźmy jednak hipokrytami - możemy narzekać na ludzi, którzy cały czas są nieuchwytni, ale pewnie też zrobiliśmy już kiedyś coś podobnego. Może jednak czas pomyśleć nad zwalczeniem związkowego lenistwa i znalezieniem sposobu na przerwanie ciągłego szukania „kogoś lepszego"? W końcu wspólne poszwendanie się bez celu po okolicy jest sto razy lepsze, niż wpatrywanie się w ekran laptopa albo smartfona.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Stasia Wąs

Tagged:
Kultura