jestem z łodzi, dlatego wychodzą mi mroczne rzeczy

Emilia Kuryłowicz to polska reżyserka, która swoją pracę dzieli między Berlin a Los Angeles. Poza reżyserią zajmuje się też montażem swoich konceptualnych klipów. Ma na koncie teledyski dla takich artystów jak Dillon, Ivvvo czy Light Asylum. Przy...

tekst Arek Zagata
|
28 Czerwiec 2016, 3:00pm

kadr z klipu „Boo Hoo” Nite Jewel

Twoje portoflio robi wrażenie, chyba gustujesz w mrocznych klimatach.
Miło to słyszeć. Jestem z Łodzi, może dlatego wychodzą mi mroczne rzeczy? Faktycznie dystopijna estetyka zawsze była dla mnie inspirująca. Jako reżyserka pracuję z różnymi artystami, ale pokazuję te rzeczy, które są najbardziej spójne i wpisują się w mój styl. Chciałabym zrobić jakiś „wesoły" albo śmieszny projekt i na pewno takie pojawią się wkrótce. Nie ma zasady co do nawiązywania współpracy. Czasem to muzycy lub labele się do mnie zgłąszają, a czasem odwrotnie. Jeśli jest jakiś artysta, którego lubię, staram się do niego dotrzeć, bo zawsze jest lepiej pracować z kimś, kogo lubisz i z kim estetycznie jesteście na podobnym levelu.

Shake z szampanem to fajny pomysł. Co Cię zainspirowało do nowego klipu Nite Jewel?
Wiadomo, że w USA wszystko jest większe. Wszechobecna i bardzo agresywna konsumpcjonistyczna propaganda w podprogowy sposób zmienia poczucie skali i wartości. Wszędzie widziałam ludzi, którzy chodzą z nieodłącznym kubkiem w ręku, czasem jest to kawa, czasem właśnie Big Glup - w zasadzie lód ze słodkim syropem, który można kupić w 7Eleven [sieć małych sklepów spozywczych — przyp.red.]. Te kubki są ogromne i gdy na nie patrzę, zastanawiam się, jakim cudem człowiek jest w stanie pomieścić tę ilość płynu w swoim żołądku, nie wspominając już o zawartym w nim cukrze. To mnie trochę przerażało - taki kubek ma w sobie coś z atrybutu zombie w kapitalistycznym świecie. Fascynuję mnie to i koniecznie chciałam ten motyw umieścić w jakimś projekcie. Pomyślałam, że ukradkowe dolewanie alkoholu do Slurpee [lód zmiksowany ze słodkim syropem — przyp.red.] będzie takim zabiegiem tragikomicznym - słodki tani syrop wzmocniony „ekskluzywnym" szampanem. To połączenie podkreśla też, że bohaterka nie może zdecydować się do końca kim jest, jak się czuje i co w ogóle ze sobą począć.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Jak się wam współpracowało? Dobra relacja z muzykiem jest dla ciebie kluczowa?
Na pewno tak. Muzycy oczywiście mają swoje wymagania i wyobrażenia na temat wszystkiego, co ich dotyczy, co jest zresztą zrozumiałe. Często też nie są zbyt doświadczonymi aktorami, a oprócz tego absorbują ich inne sprawy. Dlatego dobry kontakt, a najlepiej znajomość z muzykiem, są niezwykle ważne. Na szczęście z Ramoną (to prawdziwe imię Nite Jewel) miałam okazję spotkać się kilkakrotnie przed kręceniem „Boo Hoo", mamy podobne muzyczne i estetyczne odniesienia, wspólnych znajomych i jesteśmy z tego samego pokolenia. Te rzeczy na pewno miały wpływ na naszą współpracę.

Jak powstał pomysł na klip?
Zazwyczaj ja proponuję artyście pomysł, ale oczywiście biorę pod uwagę kontekst, z którym utwór czy artysta jest powiązany, to kim jest, jak wygląda etc. Przedyskutowujemy powstałe pomysły. W przypadku Nite Jewel było podobnie - Ramona opowiedziała mi, jakie emocje zawarte są w utworze, a ja przefiltrowałam to przez swoje inspiracje. Bardzo chciała, żebym uwzględniła choreografię, którą sama wymyśliła. Ten element występuje w większości jej teledysków.

Los Angeles gra w klipie pierwszoplanową rolę. Czy miasto cię inspiruje?
Nie wiem, czy LA gra tu pierwszoplanową rolę. Niektóre lokacje wyglądają właściwie, jakby to mogło dziać się gdziekolwiek, np. w Łodzi! Rzecz jasna sceny, w których występuje skyline Los Angeles, w dość oczywisty i dosłowny sposób pokazują miejsce akcji. Tak się zdarzyło, że akurat moje mieszkanie było bardzo blisko miejsca, w którym to kręciliśmy i patrzyłam na ten widok codziennie. Poza tym moje dzieciństwo przypadło na lata 80 i 90, zawsze będę miała słabość do tej fototapety z wieżowcami by night. Jak wspomniałam na początku, pociąga mnie dystopijna estetyka, LA na pewno się w to wpisuje.

Mycie auta to częsty motyw w zseksualizowanych teledyskach, ale u ciebie nabiera głębi...
Mycie samochodu to taki klasyk, który sprawia, że chce mi się jednocześnie śmiać i płakać. Jest to motyw tak wyeksploatowany i seksistowski, że gdy widzę kolejny klip z dziewczynami w myjni, nie wierzę, że ktoś jeszcze ma takie fantazje. W „Boo Hoo" chciałam pokazać kogoś, kto jest tak niezdecydowany, zagubiony i żałosny, że spędza swój czas oddając się absurdalnym mechanicznym czynnościom, w kompletnie niepasujących okolicznościach, jakby chciała po prostu zabić czas albo jakby lunatykowała. Bohaterka „Boo Hoo" myje samochód, ale nie umie, nie chce lub nie wie czy być sexy. Ramona nawet założyła vintage top Jean-Paul Gaultiera z nadrukiem rzeźby o nagim torsie, który tworzy iluzję, jakby prześwitywał jej spod bluzki biust. Wiadomo, że klip najlepiej się sprzeda, gdy „laski pokażą cycki", chciałam trochę pograć z tą aluzją.

Emilia Kuryłowicz

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Arek Zagata
Zdjęcie główne: kadr z klipu „Boo Hoo" Nite Jewel