Reklama

zaginiony brat kendall jenner, kirby

Instagramowy influenser opowiada nam o ulubionych zdjęciach ze swoją siostrą (których wcale nie skleił ich w Photoshopie).

tekst Georgie Wright
|
04 Styczeń 2018, 11:56am

Zdjęcie via Instagram

W tym cyklu artykułów założyciele naszych ulubionych instagramowych profili wybierają pięć najlepszych postów ze swojego konta i dzielą się z nami anegdotkami.

Kim, Kourtney, Khloe, Kylie i Kendall — znacie tę rodzinę. Do tego ich niezwykła mamadżerka Kris, załatwiająca wszystkim warte miliony kontrakty i powtarzająca córkom (głównie Kim), że radzą sobie świetnie. Ale czy wiedzieliście, że do rodzeństwa należy jeszcze jedna osoba? I nie mówimy tu o Robie. Kendall ma zapomnianego brata bliźniaka, dla którego babcia zawsze zapomina nakryć do stołu w święta.

Poznajcie Kirby'ego Jennera. Jest totalnie prawdziwym bliźniakiem Kendall — wcale nie ściemnia i nie dokleja się do jej zdjęć w Photoshopie. Jest także „modelem-amatorem, mistrzem skakania do wody na deskę i koneserem kanapek". Pewnie nigdy o nim nie słyszeliście, bo Jennerka jak typowa siostra udaje, że jej brat nie istnieje i kadruje zdjęcia tak, żeby go uciąć (nieładnie). Nie żeby Kirby brał to do siebie, w końcu jest tylko skromnym milenialsem: „Wycięła mnie z wielu zdjęć, ponieważ jest bardziej znaną modelką, a ja przeważnie kicham, mrugam albo zasypiam umazany sosem do spaghetti. Po prostu cieszę się, że mogę być częścią jej kariery".

Cóż za skromny i uprzejmy ruch ze strony brata. Jednak jego Instagram pokazuje inną historię. Kirby był przy Kendall na dobre i złe: wypinał tyłek na łódce Biebera, na Coachellę wybrał się w slipkach, a gdy jego siostra pozowała z psem, on z tyłu śpiewał na karaoke hity Sum 41. Prawdziwy bohater na miarę naszych czasów.

Kendall może i jest najlepiej zarabiającą modelką zeszłego roku, a do tego szacuje się, że kosmetyczne imperium Kylie do 2022 roku będzie warte miliard dolarów, ale Kirby'emu też nieobca jest ciężka praca. Czym się zajmuje poza piastowaniem stanowiska instagramowego influencera? „Obecnie w zasadzie jestem bezrobotny, ale pracowałem w przeróżnych miejscach. Przez jeden dzień byłem osobą witającą klientów w Costco [hurtowni typu Makro — przyp. red.], ale zwolniono mnie po jednym dniu, bo podawałem każdemu rękę. Myślałem, że właśnie taka jest rola witającego, ale jak widać byłem w błędzie. Nie znam zasad".

Czego chciałby dokonać w przyszłości? „Skosztować każdego rodzaju kanapki, jaki istnieje, ale ciągle wymyślam nowe, więc to może mi trochę zająć", mówi. „Szczerze, trochę mnie to przytłacza". Faktycznie, to ciężkie zadanie, ale na jego wysokości może stanąć tylko zapomniany członek klanu Kardashianów, który z pewnością w ostatnio wybieranych numerach ma Marthę Stewart i półkę z poukładanymi kolorami truflami w chłodni. Na chwilę oderwaliśmy go od jego najnowszego arcydzieła (pastrami na bezglutenowym chlebie na zakwasie, przybrane marynowanym imbirem i suszonym jarmużem), aby wybrał swoje ulubione posty i opowiedział nam nieco o relacji z siostrą. Witajcie w świecie Kirby'ego.

1. Steve Jobs na plaży
To jedno z moich ulubionych zdjęć, bo to ja wybrałem wszystkim ubrania! W branży nazywamy to „stylizacją" albo „ubieracją". Inspirację stanowił dla mnie Steve Jobs na plaży, ponieważ kiedyś mi się to przyśniło. Na koniec snu spotkał nas brutalny atak rekinów, ale na szczęście podczas sesji to się nie powtórzyło, lol. Miewam wiele dziwnych, ale bardzo fajnych snów, z których potem czerpię inspirację lub pozwalam na to przyjaciołom. Na przykład pokaz Donatelli Versace podczas mediolańskiego tygodnia mody 2017 był inspirowany moim snem z otyłymi nietoperzami, które latały wszędzie w puchówkach. Z kolei „No More Parties in LA" Kanyego Westa było inspirowane innym wydarzeniem. Z początku myślałem, że to sen, ale okazało się, że Kanye i Mel Gibson po prostu bardzo głośno śpiewali w kuchni na dole, podczas gdy ja próbowałem spać. W sumie na początku w ogóle mi to nie przeszkadzało, ale potem obudziłem się, gdy Mel chciał mi zrobić kawał i włożył moją dłoń do miski z ciepłą wodą. Nie ma litości. Napisałem to, co czułem i rano wrzuciłem list do szafki Kanyego. Potem usłyszałem swoje słowa zmienione w zajebiste rymy na jego nowym albumie. Nie gniewam się, wręcz przeciwnie — cieszę się, że mogłem stać się częścią tej płyty.

2. Gala Met
Mam mieszane uczucia co do tej fotki. Kocham ją, bo miałem okazję ubrać w swoją najstarszą, najwytworniejszą kreację i nawet pozwolono mi chodzić z mieczem. Super sprawa. Według jednej z kelnerek pobiłem też rekord, jedząc najwięcej parówek w cieście (nie widziała czegoś takiego jeszcze na żadnej imprezie). Jej zdaniem zjadłem 40, ale wydaje mi się, że raczej 44. Wszystko jedno — i tak pobiłem rekord. Z drugiej strony, nie lubię tej fotki, bo przypomina mi o tym, że ochrona mnie wyprosiła. Wszystko przez to, że dziugałem mieczem Jennifer Lawrence. Nie zdawali sobie sprawy, że ciągle wykręcamy sobie takie numery. To trwa od dawna. W ogóle jej to nie przeszkadzało i prawie nie leciała jej krew. Twarda sztuka. W końcu ze cztery razy brała udział w Igrzyskach Śmierci i jest bardzo silna. Tak czy siak, nadal się przyjaźnimy. Po całym zajściu napisała mi SMS-a i następnego dnia poszliśmy na ramen.

3. Śpioszek
Bardzo lubię to zdjęcie, bo jest śliczne. Szkoda, że na każdym ujęciu śpię, ale trudno. Na kilku zdjęciach próbowali podkleić mi oczy taśmą, ale wyglądało to jeszcze gorzej. Zamiast tego postawiliśmy na naturalność. Zostawiliśmy zamknięte oczy. Uważam, że to całkiem artystyczne. Miałem też świetne buty.

4. Koń zwany Greg
To jedno z moich ulubionych zdjęć, bo miałem okazję pracować z prawdziwym koniem. Od dawna o tym marzyłem. Nazywał się Greg, był przesłodki i nawet nauczyłem go paru sztuczek, chociaż jego właściciel prosił, żebym tego nie robił. Nauczyłem go, jak stać prosto, mówić „cheese" przed każdym zdjęciem (zawsze tak robię) oraz jak jeść mi z ręki. Sporo zjadł: marchewkę, masło, cukier, siano i baterię AAA... Ups, podobno miałem mu jej nie dawać. Nic mu się nie stało. Mieszka w Santa Clarita.

5. Sztuka Kanyego
Kanye napisał szaloną sztukę, zatytułowaną „Kanye's Play". Opowiada o jego śnie. Postanowiliśmy ją wystawić dla całej ekipy w ogrodzie. Była bardzo długa (dziewięć aktów), ale przepiękna. Zupełnie jak „Dziadek do orzechów", gdyby jego akcja rozgrywała się w knajpie Golden Corral. Czyste szaleństwo. Po trzech minutach niechcący spadłem ze sceny, ale moja rola nie była kluczowa, więc po prostu leżałem sobie na trawie, aż opadła kurtyna. Udział w przedstawieniu był wielką przyjemnością i jestem bardzo wdzięczny Kanyemu. Dzięki, K!

Przeczytaj też: