masz dość patriarchatu w świecie sztuki? podobnie jak grace miceli

Rozmawiamy z założycielką wirtualnej galerii Art Baby o tym, dlaczego nadszedł czas na zmiany.

tekst Tish Weinstock
|
29 Lipiec 2015, 3:20pm

Miza Coplin

Grace Miceli to 26-letnia artystka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Znudzona pracami starych, białych, heteroseksualnych mężczyzn, w 2011 roku założyła własną internetową galerię, która daje możliwość pokazania swoich prac różnorodnym ludziom. Galeria skupia ponad 30 internetowych artystek, a kobiety są tu traktowane poważnie. Na komentarze takie jak „mój dzieciak mógłby to namalować", odpowiada: „ale nie namalował". Nie trzeba być perfekcyjnym, można wciąż eksperymentować i zastanawiać się, co chce się tworzyć. Kolor różowy symbolizuje kobiecą siłę, a sztuka jest w zasięgu każdego, kto ma dostęp do Wi-Fi. Witamy w przyszłości. 


Luisa Rodriguez

Kiedy zaczęłaś interesować się sztuką?
Mam szczęście: moja mama jest szklarką, więc od małego mam styczność ze sztuką. Od zawsze chciałam być artystką. Pamiętam jaką satysfakcję sprawiało mi tworzenie czegoś, co ludzie chcieli oglądać. Mam takie zdjęcia, na których mam może z siedem lat. Wieszam na nich dzieła moje i mojego brata. Obwiesiłam nimi całe nasze mieszkanie w Chicago. A do tego mam walizkę i marynarkę taty - wyglądam jakbym chciała sprzedać dzieła sztuki mojej mamie.

Opisz swoją estetykę.„Mój dzieciak mógłby to namalować"... Ale nie namalował.

Skąd wziął się pomysł na Art Baby i dlaczego wybrałaś taką nazwę?
Mieszkałam w lesie, byłam znudzona i brakowało mi artystycznej społeczności, do której przywykłam w czasie studiów. Ale w internecie (głównie na Tumblrze) widziałam mnóstwo fajnej sztuki. Więc postanowiłam spróbować i skupić więcej uwagi na pracach, które szczególnie mi się podobały. Tak stworzyłam stronę galerii Art Baby. Zawsze chciałam mieć swoją własną galerię, ale to droga zabawa, a ja wtedy mieszkałam w Vermont. Art Baby było dla mnie alternatywą. „Baby" nawiązuje do młodości, a szczególnie do relacji między młodością i karierą w sztuce. To także takie czułe słówko.

Co jest twoją filozofią?
Chcę wykorzystać tę platformę, aby pokazać światu artystki, które w świecie sztuki są niedoceniane i pomijane.

Czego szukasz w artystkach?
Przeważnie szukam dziewczyn, dla których internet jest głównym medium, miejscem, w którym publikują swoje prace. Interesują mnie artystki, które nie mają jeszcze renomy i ciągle szukają pomysłu na siebie. Teraz dostaję dużo zgłoszeń. Cieszę się, że rośnie zainteresowanie wystawami online.

Co jest dobrego w sztuce w cyfrowej erze?
Dostępność. Nie trzeba wydawać majątku na farby olejne i płótna, ani mieszkać w dużym mieście. W przeszłości wiele artystek zyskiwało rozgłos i uznanie dopiero po śmierci. Dlatego cieszę się, że tyle młodych dziewczyn ma nowe możliwości, dzięki którym mogą promować swoje dzieła online, a do tego komunikować się i nawzajem się wspierać. Artystyczne społeczności istnieją w sieci i nie ma znaczenia, jak daleko od siebie wszyscy mieszkają. To jest super. Moim zdaniem definicja słowa „artysta" się rozszerzyła, ponieważ teraz powstało wiele nowych form sztuki.

Wiele artystek z twojej galerii korzysta z dziewczęcych elementów (róż, falbanki, odniesienia do zabawek) i używa ich by pokazać kobiecą siłę. W jakim stopniu można to nazwać feminizmem?
Myślę, że artystki mają ciężko, bo nie wszyscy traktują je poważnie. Niezależnie od tego, jaką sztukę tworzą. Panuje takie przekonanie, że jeśli coś jest różowe i słodkie, to nie może być także mądre i głębokie. Młodym kobietom często wręcz narzuca się te urocze przedmioty i wyobrażenia, mamy je kupować i się z nimi utożsamiać. Ale kiedy dorastamy, mówi się nam, że jeżeli będziemy wciąż korzystać z tej estetyki to nikt nie będzie nas traktować poważnie. Więc prace w tym stylu są środkowym palcem dla takich poglądów. To jest stuprocentowy feminizm, bo artystki same tak określają swoje dzieła.

Grace Miceli

Jakie zagrożenia niesie ze sobą moda na feminizm?
Myślę, że to głupie przekonanie. Nie wydaje mi się, że można zostać feministką na chwilę i przestać nią być, jak to wyjdzie z mody. Jeżeli ktoś zapozna się z feminizmem dzięki dziewczynom, które według mediów są „modne", to nie widzę w tym niczego złego. Nie każdy ma tak dobrze i może posłuchać o feminizmie na wykładach na uczelni. Jeśli odkryjesz feminizm na Tumblrze - to też spoko. Oczywiście ważne, aby nie chodziło tylko o „girl power" i noszenie różu z dumą. Trzeba docenić młode artystki, bo chodzi o coś więcej.

Co powiesz tym, którzy nie doceniają sztuki w internecie?
Chodzę do galerii w Chelsea i widzę tam głównie prace starych, białych, heteroseksualnych mężczyzn. To takie nudne. A kiedy oglądam sztukę w internecie, widzę tyle różnych głosów i doświadczeń, których w tradycyjnym świecie sztuki tak brakuje. To zaczyna się zmieniać, ale nie w takim tempie, jak w sieci. Jeżeli wartość sztuki jest oceniana przez tych, którzy obecnie rządzą tym systemem, to mam ich opinie w nosie.

Nad czym teraz pracujesz?
Jestem kuratorką pierwszej wystawy galerii Art Baby w realu. Będzie zatytułowana Girls At Night On The Internet i będzie to zbiorowa wystawa w galerii Alt Space (Brooklyn), do podziwiania od 21. sierpnia. Więcej szczegółów wkrótce.

artbabygallery.com

Zobacz też nasz wywiad z jedną z artystek z galerii Art Baby, Maggie Dunlap: Dziewczyńskie hafty i maski sado maso.

Kredyty


Tekst: Tish Weinstock