marina abramović w duchowej podróży po brazylii

Pionierka sztuki performensu od dawna używa swojego ciała jako środka wyrazu, ale w „The Space in Between” używa go również jako narzędzia do emocjonalnego rozwoju i kojenia duszy.

tekst Zio Baritaux
|
19 Grudzień 2016, 4:35pm

Na plakacie promującym dokument z 2012 roku „The Artist is Present" Marina Abramović wygląda tak samo, jak podczas jej retrospektywnej wystawy w nowojorskim Museum of Mordern Art, dwa lata wcześniej. Jest ubrana w gruby czerwony szlafrok, a włosy zwisają z jednej strony, luźno splecione w warkocz. Patrzy w obiektyw z tą samą miękkością, z którą spoglądała na widzów podczas trzymiesięcznego performensu w muzeum. Jednak na plakacie najnowszego filmu, „The Space in Between", Ambramović wydaje się bardziej surowa. Ma na sobie koszulową, elegancką sukienkę z białym kołnierzykiem; włosy z przedziałkiem na środku są gładko zaczesane. Co najważniejsze, ma wymownie zamknięte oczy. Jest to idealna metafora, obrazująca kierunek podjęty w nowym dokumencie, który przedstawia artystkę zaglądającą w głąb siebie podczas duchowej podróży przez Brazylię.

Podczas tej emocjonalnej wyprawy, Abramović spotyka wielu duchowych uzdrowicieli, w tym kontrowersyjnego João De Deusa, który wpycha pacjentom szczypce do nosa i nacina im gałki oczne oraz szamana, przedstawiającego się jako Rudá Iandé, który używa roślin i lokalnych tradycji do oczyszczania ciała i umysłu. „Jestem jak królik doświadczalny" - mówi artystka w rozmowie z nami. „Próbuję wszystkiego". Wszystkiego, włącznie z halucynogennym napojem ayahuasca, który sprawił, że nago wiła się z bólu na podłodze. „Czułam się, jakby ktoś włożył bombę do wnętrza mojego ciała" - słyszymy jej głos w filmie. „Wypróżniałam się, wymiotowałam i sikałam na raz".

Początkowo 86-minutowy dokument może wydawać się odejściem od kojarzonej z artystką sztuki performensu, jednak w istocie jest on jej kontynuacją. Abramović podchodzi do tematu swojej duchowej podróży z typową dla dokumentu „The Artist is Present" intensywnością. Również cel jest ten sam - odkrywa ograniczenia ludzkiego ciała i możliwości umysłu. „Dla mnie wszystko sprowadza się do ciekawości, obserwowania i wykraczania poza schematy" - tłumaczy w dokumencie, który zadebiutował na Vimeo 13 grudnia. „Właśnie skończyłam 70 lat i zawsze sobie myślę, że to dopiero początek. Niektórzy mówią: 'O mój Boże, to już koniec tej podróży'. Ja widzę to inaczej. Zawsze mówię, że nic nie wiem i muszę patrzeć na świat oczami dziecka".

Wczoraj obejrzałam dokument i pomyślałam, że odważnie podjęłaś tematykę emocji i problemów osobistych. Był szalenie interesujący ze względu na to, że w swoich pracach i w innych dokumentach pokazujesz trochę nerwowości, ale wydajesz się bardzo pewna siebie i spokojna. Dlaczego więc chciałaś się podzielić ze światem swoją mniej pewną stroną? Dlaczego nie zachować duchowej wędrówki tylko dla siebie?
Całe swoje życie spędziłam na scenie, więc prywatność to luksus, którego nie mam. Postrzegam to jako wartościową lekcję. Mogę być inspiracją dla innych ludzi.

Czy coś konkretnego zmotywowało cię do wyruszenia w tę podróż?
Cóż, wiele razy wyruszałam w takie podróże, ale wcześniej ich nie filmowałam. Przez pięć lat mieszkałam z tubylcami na środku pustkowia na Syberii. Będąc w dżungli, widziałam wiele kryjówek Tybetańskich mnichów. Nigdy tego nie nagrywałam, pisałam jedynie pamiętniki. Tym razem nadszedł czas, by to pokazać. Same przygotowania do opublikowania tej podróży zajęły mi cztery lata, podczas tego procesu odbyło się wiele wojen i złamano wiele serc. Było to dla mnie bardzo ważne, aby pokazać opinii publicznej, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nawet w najciemniejszym miejscu można znaleźć światło.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Dlaczego wybrałaś akurat Brazylię?
Pierwszy raz pojechałam do Brazylii w 1989 roku, szukając kryształów i różnych minerałów. Później jakimś trafem zawsze tam wracałam. Byłam zajęta Buddyzmem Tybetańskim przez ponad 25 lat, więc dla mnie bardzo ciekawie było zobaczyć inne sposoby działania duchowości. Wiesz, chciałam zobaczyć inne metody. Teraz interesują mnie szamani na Syberii. Zależy mi na zagłębieniu tematyki astronautów i kolonizacji Marsa. Mam na myśli to, że zawsze miałam różne zainteresowania. Po prostu się zmieniam, podążam za duszą.

Czy jakieś doświadczenie miało na ciebie największe oddziaływanie? Albo takie, które uznałaś za najbardziej kojące?
Nie jest to pojedyncze wydarzenie. Jestem jak królik doświadczalny, próbuję wszystkiego. Ale jedno z najbardziej pamiętnych wydarzeń to doświadczenie z ayahuascą, które jednak nie przypadło mi do gustu. Branie tej substancji nie jest dla mnie. Stało się pewnego rodzaju koszmarem.

Żałujesz, że ją zażyłaś?
Nie wiem. Na niektórych to działa, na mnie - nie. Jest to interesujące zjawisko, ponieważ wielu ludzi myśli, że to jest przyszłość. Myślą, że mogą brać ją na różne sposoby. Musisz wiedzieć, że to samo stało się z LSD pod koniec lat sześćdziesiątych, kiedy wszyscy je brali i myśleli, że to jest dobre. Na mnie jednak lepiej działa podjęcie pewnego wysiłku i niebranie niczego. Bo kiedy nie bierzesz niczego, doświadczasz, tego, co prawdziwe. Właśnie takie doświadczenia są dla mnie najważniejsze. Myślę, że podróż jest ważna, bo podczas niej mogę się uczyć, badać, co jest dla mnie dobre. Mam potrzebę uczenia się. Ciągle uczę się nowych rzeczy, to nieustanny proces.

No tak. Nie każda duchowa wędrówka, czy rytuał muszą być udane. To tak jak z ayahuascą, z jednej strony może być to porażka, ale z drugiej można nauczyć się o sobie czegoś więcej niż podczas pozytywnego doświadczenia.
Racja. To prawda. Dla mnie wszystko sprowadza się do ciekawości, obserwowania i wychodzenia poza schemat. Właśnie skończyłam 70 lat i zawsze myślę, że to dopiero początek. Niektórzy mówią: 'O mój Boże, to już koniec tej podróży'. Ja widzę to inaczej. Zawsze mówię, że nic nie wiem i muszę patrzeć na świat oczami dziecka. Jeśli nie umiesz zaskoczyć siebie, nie zaskoczysz nikogo innego.

W filmie mówisz, że kiedy odprawiasz duchowy rytuał moment, w którym zaczynasz sobie to uświadamiać, kończy to doświadczenie. Zastanawiam się, czy to samo jest ze sztuką performensu. Musisz przestać myśleć, aby naprawdę go doświadczać?
To bardzo dobre pytanie. Właśnie tak jest. Jeśli czekasz na doświadczenie, stajesz się niespokojny. Blokujesz wtedy możliwość doświadczania. Nie pozwalasz się dziać rzeczom. Musisz być otwarta na swoje przeznaczenie, bez żadnych oczekiwań. Wiesz, to tak jak, kiedy mówisz, że czekasz, aż ktoś się w tobie zakocha. Wtedy ta osoba nigdy się w twoim życiu nie pojawi. Nie musisz szukać cudów - są wszędzie. Musisz po prostu się otworzyć na otaczającą cię energię i rzeczy same zaczną się dziać.

Najważniejszą rzeczą jest to, aby się nie poddawać. Nigdy się nie poddawaj. W swojej książce piszę o miłości, mówię o sztuce i o życiu. To moje doświadczenia, to, przez co przeszłam. Nie było łatwo, ale było warto. Napisałam tę książkę, żeby była inspiracją. Mam nadzieję, że dla wszystkich, którzy nie mieli prostego życia, będzie to przykład, że wszystko jest możliwe. Wiesz, książka nazywa się 'Walk Through the Walls' (przejść przez ściany), ponieważ na widok ściany ludzie się zatrzymują. Ja je burzę. Nie musisz ich burzyć, wystarczy, że przez nie przejdziesz. Zawsze znajdzie się kolejna bariera. Wydaje mi się, że to nigdy się nie kończy.

Premiera filmu miała miejsce 13 grudnia na Vimeo. Był wyświetlany również w Museum of Moving Image tego samego dnia.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Zio Baritaux
Zdjęcia dzięki uprzejmości Vimeo i Mariny Abramović

Tagged:
ayahuasca
Marina Abramovic
vimeo
Kultura
Syberia
Brazylia
duchowość
The Space in Between
walk through the walls
oczyszczenie