Reklama

piękno dżungli

Dom jest najbardziej uniwersalnym symbolem ludzkości, także dla uchodźców z obozu w Calais.

tekst Felix Petty
|
17 Listopad 2016, 5:05pm

Piękno nie jest czymś zazwyczaj utożsamianym z Dżunglą — obozem dla uchodźców w Calais. A jednak zdjęcia, które składają się na nową fotoksiążkę Harley Weir — „Homes" — bez wątpienia są piękne. Jest w nich także coś melancholijnego, ale z pewnością nie przypominają większości relacji z tych okolic, które widzieliście w ciągu ostatniego roku.

„Homes" nie skupia się na ludziach. Zamiast tego Weir zwraca aparat w stronę rzeczy, które uchodźcy zbudowali na terenie obozu; pokazuje krajobraz usiany namiotami, szopami i świątyniami. Zdjęcia są piękne, ponieważ Harley uchwyciła je z poetycką szczerością. Pokazała czas, wysiłek i uczucie, które ludzie włożyli w budowanie swojego tymczasowego schronienia. Zwróciła uwagę na detale i potraktowała je z szacunkiem i delikatnością, której często brakuje w zdjęciach z Dżungli. W niezwykle mocny sposób przedstawiła dom jako uniwersalny symbol, jednoczący ludzi. „Home" to dokument kryzysu migracyjnego, który sprawi, że będziecie chcieli ruszyć do akcji. Fotografie powstały przed, w trakcie i po zburzeniu obozu, tak więc „Home" jest bezcennym świadectwem życia w Dżungli. Spotkaliśmy się z Harley, by porozmawiać o projekcie.

Co popchnęło cię do stworzenia tego projektu? Wiem, że robienie zdjęć zajęło trzy dni, ale co działo się wcześniej?
Calais i  granice w ogólnym znaczeniu chodziły mi po głowie już od dłuższego czasu. Część mnie była zbyt skrępowana, by zająć się tak poważnym problemem. Czułam, że nie powinnam zabierać głosu na ten temat albo że nie mam do tego prawa. Ludzie często kręcą nosem, gdy ktoś jest za pan brat z branżą mody, ale przy okazji interesuje się też resztą świata. Czułam presję i myślałam, że moja opinia w tej kwestii nie jest nikomu potrzebna, więc się wycofałam.

Wiosną razem z przyjaciółmi jechałam do Paryża przez Calais. Sceny, które rozegrały się na naszych oczach, były po prostu szalone. Mężczyźni biegali we wszystkich kierunkach, kucali na dachach ciężarówek, w powietrzu latały pojemniki z gazem łzawiącym, a korek się zwiększał. Te obrazy zapadły mi w pamięć i gdy usłyszałam, że obóz zostaje zlikwidowany, po prostu musiałam się tam udać.

Bałaś się, w jaki sposób opinia publiczna może zareagować na fotografkę modową w obozie dla uchodźców?
Z pewnością obawiałam się, że nie będą traktować mnie poważnie. Jednak teraz jestem gotowa na to, że kto będzie chciał, ten podejdzie do sprawy na serio. Jeżeli moja fotoksiążka sprawi, że ktoś dowie się więcej na ten temat, to będę szczęśliwa.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Jak początkowo zareagowałaś na to, co tam zobaczyłaś?
Byłam przytłoczona pięknem ich domów. Były wspaniale wykonane, pełne ciepła i otwarte na mnie — kompletnie obcą osobę. Ich niedola wydała mi się bardzo niesprawiedliwa, bo zależy od przypadku.

Skupiłaś się na budowlach i konstrukcjach. Od początku miałaś taki zamiar, czy to przyszło ci naturalnie?
Stwierdziłam, że niepokazywanie twarzy jest równie mocne. Czuję, że można dostrzec ich istotę w tych domach, w pięknie i szczerości, które w nie włożyli. Wielu ludzi, których poznałam, powiedziało, że dziennikarze nie są tu lubiani. Mieszkańcy Dżungli mówili „no photo", gdy koło nich przechodziłam. Trzeba szanować ich wolę. Oni mnie oprowadzali, dzielili się ze mną jedzeniem. Zaprzyjaźniłam się z nimi i nie chciałam nagle pytać: „To co, mogę teraz zrobić zdjęcie?". Jest w tym coś przerażającego, jakbym traktowała nasze działania jak transakcję. Fotografowanie domu wydało mi się bardziej komfortowym wyjściem.

Zdjęcia są przepiękne, niezbyt często widuje się coś takiego.
Gdy przyjechałam, byłam w szoku. Wszyscy mówili mi, że to najbrudniejszy obóz, jaki widzieli, a moim zdaniem wcale taki nie był. Nie mówię, że jest rajem, ale czegoś brakuje w zdjęciach z reportaży, które często są wyblakłymi, odległymi obrazami ludzi zranionych przez wojnę, ciskających kamieniami i wyzwiskami w policję i siebie nawzajem. To wydaje się bardzo stronnicze. Z pewnością takie rzeczy też się dzieją, ale chciałam zobaczyć to na własne oczy, ze swojej perspektywy. W tym miejscu panuje głęboki smutek, ale czuć także dużo pozytywnej energii, którą rzadko się pokazuje. Widziałam, jak ludzie radzą sobie z sytuacją z niesamowitą łagodnością, godnością. Piękno jest dla mnie nieodzowną częścią ludzkiej natury i chciałam to w pewien sposób pokazać — dostrzec człowieka, a nie sytuację.

Czy powiedziałabyś, że projekt dotyczy szerzenia świadomości związanej z historią tych ludzi?
Odwiedziny w obozie bardzo na mnie wpłynęły. Inni muszą to zobaczyć. Mam nadzieję, że książka pogłębi wiedzę i pozwoli ludziom dostrzec ten świat taki, jaki jest. Chciałam pokazać, że życie jest piękne i nigdy nie jest daremne, bez względu na okoliczności.

Dom jest jednym z najbardziej uniwersalnych symboli ludzkości.
Dom jest tam, gdzie twoje serce! Nie chcę, żeby to zabrzmiało banalnie, ale to prawda. W ich domach widzę osobowości, kogoś takiego, jak ja. Zdjęcia mogą pomóc ludziom poczuć więź z kimś, kto może im się wydawać zupełnie obcy. Z historycznego punktu widzenia cieszę się, że zdołałam uwiecznić tę tymczasową przestrzeń, a te domy i ludzie nie przepadną.

W którym momencie postanowiłaś, że stworzysz z tego fotoksiążkę?
Na początku chciałam sprzedawać odbitki, ale książka jest o wiele lepszym formatem, zachęcającym do dialogu na ważny temat. Jest też bardziej przystępny. Ludzie nie muszą jej nawet kupować. Sam fakt, że powstała, daje mi pozycję, z której mogę mówić o poruszonych w niej problemach.

Co chciałaś przekazać tymi zdjęciami, co ludzie powinni wynieść z twojej książki?
Mam nadzieję, że poczują, że życie jest piękne i nic nie idzie na marne; że każdy zasługuje na szansę, na własny dom. Chciałabym, żeby ludzie zwrócili uwagę na tę sytuację, bo mimo że obóz został zlikwidowany, problem nie zniknął. Wciąż czeka nas dużo pracy. Większość ludzi została odesłana, wygnana na odległe zakątki wokół Francji. To brzmi jak kara rodem z greckiego mitu. Jeden chłopak, z którym nadal mam kontakt, przebywa teraz na malutkiej wyspie Noirmoutier, która wygląda jak raj, ale w istocie jest więzieniem. Nie ma tam szansy na pracę, a miejscowi się go boją. Umiera z nudów.

Czy to jest najbardziej szokujące? Nie tylko sposób, w który ludzi są traktowani w Dżungli, ale także później?
Frustracja związana z brakiem dobrej odpowiedzi jest najgorsza. Gdy wróciłam tam po likwidacji, było już późno i ludzie rozpalali ogniska. Spacerowałam i próbowałam złapać taksówkę. Afgańczyk, który dopiero co tam przyjechał, nie wiedział, że Dżungla została zamknięta. Poprosił mnie o pomoc, było mu bardzo zimno. Kilku sanitariuszy, którzy zostali na miejscu, powiedziało mu, że jest za stary, by mu pomóc. Zaproponowałam mu jedzenie, ale był zbyt skromny i odmówił. To był dla mnie najbardziej przygnębiający moment. Cała sytuacja wydała się niemożliwa do rozwiązania.

Patrzyłam, jak odchodzi i wyraźnie widziałam, że zaczął płakać. Jego wielka sylwetka trzęsła się od szlochu co jakieś dziesięć kroków. Było już zupełnie ciemno. Starałam się zamówić taksówkę z okolic Calais, ale bez skutku. Miałam 30 minut do odjazdu pociągu i postanowiłam zrobić to samo, co mężczyzna płaczący na poboczu. Jakieś pięć minut później zgarnęły mnie dwie przejeżdżające tamtędy kobiety i szybko dowiozły na peron. Dojechałam z trzyminutowym zapasem.

Całą podróż do domu po cichu płakałam. Myślałam, jakie to smutne i niesprawiedliwe, że biała dziewczyna płacze na poboczu i pięć minut później od razu ktoś ją ratuje, a ten biedak tam został, samotnie przemierzając ulice. To naprawdę mnie uderzyło. Co możemy zrobić, jak im pomóc? Zszokowało mnie, że tak naprawdę nie mogę im za bardzo pomóc. Nie znaczy to jednak, że nie będę próbować.

„Homes" ukazało się nakładem Loose Joint. Wydanie standardowe już się wyprzedało, ale możecie kupić wydanie specjalne lub wpłacić dotację na rzecz lacimade.org.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Felix Petty
Zdjęcia dzięki uprzejmości Harley Weir 
Tłumaczenie: PŚ

Tagged:
Calais
Harley Weir
jungle
'the jungle'
Kultura
homes
uchodzcy
dżungla
oboz
kryzys migracynjy
obóz dla uchodźców