japońskie hotele miłości

Dlaczego w kulturze zmierzającej do wyparcia kontaktów międzyludzkich tak wielu jest gotowych płacić za uczucie?

tekst Scottee Scottee
|
08 Październik 2015, 3:56pm

Wszystkie pomyślne transakcje zachodzące w Japonii sprowadzają się do postaci automatu sprzedającego: zielona herbata w puszce, używane majtki „prawdziwej uczennicy", dziecięce figurki anime w automatach gacha gacha (czyli maszynach wzrostu dziecka, pożerających 100 jenów i wydających w zamian plastikowe jajko z niespodzianką), a także dotykowe menu w restauracjach, za pomocą którego można zamówić posiłek. Wygląda na to, że dziś preferowaną metodą konsumpcjonizmu jest używanie technologii w celu wyparcia interakcji międzyludzkiej (i idącymi za nią nieporozumieniami). Dlaczego więc w kulturze, gdzie podjęto świadomą decyzję o wyparciu rozmów o niczym, tak wielu gotowych jest płacić za uczucie?

Podobnie jak większość mieszkańców Zachodu, bardzo intrygują mnie dziwne zwyczaje japońskiej kultury: zakładanie do snu rękawiczek, aby zapobiec starzeniu się skóry rąk, kompletna cisza w środkach transportu publicznego, a także tzw. Hotele Miłości, a właściwie Sypialnie Miłości, przeznaczone na krótkie wizyty, gdzie kochankowie uprawiają miłość. Sypialnie te wynajmuje się na godziny i mają one przeróżną tematykę wystroju. Postanowiłem przyjrzeć się temu zjawisku od podszewki. Udałem się do Japonii, pełen oczekiwań i tego, że zobaczę zapuszczone lokale o wątpliwej reputacji, pełne oślizłych typów i podziemnej prostytucji. Bardzo szybko okazało się, że moje oczekiwania wyniosłem z własnych, angielskich doświadczeń związanych z turystyką seksualną, bo nie spełniły się żadne z moich przypuszczeń.

Gdy już udało mi się ustalić, w jaki sposób dostać się do jednego z hoteli miłości, przebywszy gąszcze labiryntów, tylnych uliczek oraz multum tabliczek informujących o prywatnym terenie w celu zachowania dyskrecji, ja i moi znajomi znaleźliśmy się w lobby, gapiąc się na ścianę, pełną jarzących się świateł. Wirtualny głos prosi nas, aby „dokonać selekcji". Wybieramy więc „Europejski romans" i zaczynamy się zastanawiać, jak może wyglądać Europejski romans, jeżeli transakcja ma być właściwa danej kulturze. Otwiera się winda, a migające światło zaprasza nas do środka. Muzyka w windzie: cover Heartbreaker Mariah Carey, śpiewany po japońsko-angielsku (jangielsku?), która następnie gwałtownie się ucina. Jesteśmy. Migoczące strzałki pokazują nam drogę do naszego pokoju. W środku satynowego, różowego buduaru znajdujemy kolejne automaty. Można za ich pomocą wypożyczyć seks zabawki za 400 jenów, a także zakupić dodatkowe kondomy, jeżeli 10 przewidzianych nie wystarczy. Poza tym można też zamówić jedzenie prosto do pokoju - oczywiście wybieramy pizzę Dominos. 20 minut później w pomieszczeniu otwiera się małe okienko, przez które widzimy tors pokojówki. Pokojówka podaje nam ulubiony japoński smakołyk - ziemniaczane uśmiechnięte buźki (kto by powiedział?). Na głos komentujemy, jakie są paskudne.

Pytam się Sumi, naszą przewodniczkę, dlaczego Hotele Miłości są takie popularne. Sumi odpowiada mi następująco: „My nadal nie rozmawiamy otwarcie o seksie i tak właściwie, to zanim nie weźmiesz ślubu, to raczej twój chłopak albo dziewczyna nie mogą u ciebie nocować. Bardzo rzadko gada się o seksie z rodzicami, a większość ludzi z młodego pokolenia nadal z nimi mieszka. Ja sama z tego powodu poszłam do jednego [hotelu miłości], jak byłam nastolatką. Okłamałam rodziców i wynajęliśmy sobie pokój z chłopakiem". W Wielkiej Brytanii bardzo lubimy myśleć, że takie zjawiska nas nie dotyczą, ale przecież to, jaką popularnością cieszą się Hotele Miłości, można porównać do tego, z jaką chęcią młodzi Brytyjczycy płacą za seks na wakacjach. Pozornie hotele mogą zdawać się czymś perwersyjnym, ale może to właśnie Japończycy mają zdrowsze i bardziej uczciwe podejście do seksu.

Potrzeba uczucia przejawia się w wielu formach - najnowszym trendem, który zdominował kraj, jest wyznaczony czas na głaskanie i przytulanie kotów. Kocie kawiarnie to ekskluzywne miejsca z bardzo jasnym oświetleniem i zbyt drogą kawą, które pozwalają ci miło spędzić czas z kotami, bez zbędnej konieczności zawierania ludzkich przyjaźni. Klienci bawią się z futrzakami przez określony czas, a po jego upływie kontynuują swoje normalne życie. Trend ten powstał w dzielnicy Akiharabara w Tokio, w miejscu, gdzie młodzi ludzie kupują niszowe anime, toną w technologii i bujają się z 48 członkiniami największego girlsbandu Japonii - AKB48. Najnowszym hitem jest tam tzw. Co-Sleeping Specialty Shop, czyli miejsce, do którego klienci udają się, by poprzytulać się z obcymi. Właściciel, Masashi Koda wypatrzył lukę na „uczuciowym" rynku i zdecydował się otworzyć pierwszą na świecie „przytularnię". Koda precyzuje: „Tak, to tylko przytulanie". 20 funtów za leżenie obok dziewczyny przez 10 minut, a za ekstra 10 funtów możesz pomiziać ją po włosach. W menu znajdują się też dodatkowe usługi jak czyszczenie uszu, „pożądliwe wpatrywanie się" i wybór kostiumów kawaii. Jedna z profesjonalnych przytulaczek informuje mnie: „większość osób to młodzi single, co jest dla mnie niespodzianką", po czym dodaje: „Nie chcę mieć kłopotu związanego z mężem". Mam wrażenie, że „kłopot", o którym mówi, to bardziej skomplikowana sprawa niż tylko preferencja życia w pojedynkę. Różnice w pensjach są w Japonii największe, biorąc pod uwagę kraje rozwinięte z wynikiem sięgającym 66%, a presja małżeństwa i oczekiwania rodzin co do posiadania dzieci są po prostu dławiące. Być może to dlatego Japonki stają się czymś w stylu przelotnych interakcji bez zobowiązań?

Nawet najprostszą sztukę socjalizacji sprowadzono do postaci barów z hostessami, gdzie możesz wybrać, czy wolisz towarzystwo pani odzianej w obcisły kostium, czy może otyłej kobiety w stroju świni, jedzącej u twego boku kulki ryżowe. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni płacą hostessom za towarzystwo, niektórzy nawet kupują im drogą biżuterię i z czasem stają się one ich „własnością". W zamian za to oferują one gościom rozmowę i okazjonalne komplementy. Po spędzeniu wieczoru polegającego na wywiązywaniu się z umowy z klientem hostessy udają się do innych host barów, by wydać swoje zarobki i zachować ciągłość zamkniętego koła samotności.

Jest wtorek, godzina 9 wieczorem, a ja tkwię w labiryncie tylnych uliczek w centrum Osaki. Naszej przewodniczce w końcu udaje się nas znaleźć, po czym zabiera nas ona do kolejnej złowieszczej windy. Wyraziliśmy chęć zobaczenia jakiegoś kabaretu, jednak wchodząc do miejsca o nazwie Universe Show Bar szybko zdaliśmy sobie sprawę, że nie zostaliśmy do końca zrozumiani. Show bary to alkoholowe zagłębia dla starszych biznesmenów pijących szkocką whiskey i jednocześnie oglądających cyrkowe występy, z taką różnicą, że artystki są półnagie. Niesamowita akrobatka Bambi mówi mi: „myślę, że [bary] są popularne wśród japońskich biznesmenów, bo to wyluzowane miejsca z seksualną rozrywką. Lubię swoją pracę. Więcej tu rozrywki niż desperacji, jak w przypadku dziewczyn na telefon". Tutaj przytulanie i pieszczoty są dużo mniej niewinne niż w dzielnicy Akiharabara. Tutaj gra się w kamień, papier i nożyce, po czym wygranych zachęca się do dotykania piersi artystek. Będąc w skórze mieszkańca Zachodu łatwo mi krytykować i próbować chronić osoby, które oddają siebie w zamian za pieniądze, jednak w naszej kulturze turystyka seksualna ma całkowicie inny wymiar - tutaj w grę częściej wchodzi handel kobietami, narkotyki i przemoc. Tam nie zauważyłem żadnych objawów wykorzystywania. Nie mówię, że ono w Japonii w ogóle nie istnieje, ale obsesja na punkcie bliskości wydaje się dużo mniej natarczywa i szemrana.

Jaka jest więc ciemna strona społeczności skupionej na braku prawdziwego ludzkiego kontaktu? Proste - największy niż demograficzny na świecie. Jest tam więcej osób w wieku 50 lat niż tych poniżej 15, młodzi ludzie nie biorą ślubów i nie mają dzieci, a wirtualny chłopak jest preferowaną opcją niż prawdziwy. Co to oznacza dla przyszłości Japonii, tego nie wie nikt, ale w miejscu, które już i tak jest przeludnione i w świecie, które pęka w szwach, może to wcale nie taka zła rzecz? I co jest odpowiedzialne za to japońskie, bardzo specyficzne podejście wobec uczuciowości? Czy to ruch feministyczny mszczący się za patriarchat i dający młodym kobietom więcej władzy? Czy to kod etyczny państwa, którym kieruje sukces finansowy? A może po prostu nieśmiałość?

Osobiście uważam, że Japończycy mają dużo bardziej szczery i uczciwy pogląd na to, w jaki sposób konsumuje się uczucie w XXI wieku. Chcemy go na naszych własnych warunkach - wtedy, kiedy chcemy i w taki sposób, w jaki sobie życzymy. Dlatego, zanim włożysz ten artykuł do szuflady pt. „dziwactwa popieprzonych Japończyków", zadaj sobie pytanie, czego tak naprawdę szukasz, siedząc na Tinderze.

Czytaj też: Od seksrobotów po e-kochanki - fantazjujemy o seksie przyszłości.

Kredyty


Tekst: Scottee
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcie: gaelx

Tagged:
Seks
japonia
Kultura
hotele miłości
seks turystyka