czy umiemy się nudzić?

W dzieciństwie znudzenie było czymś zwyczajnym, ale od czasu rewolucji internetowej, jesteśmy zaprogramowani do nieustannego pochłaniania informacji. Co tracimy, kiedy uwaga może być skupiona, do momentu, gdy rozlegnie się dźwięk powiadomienia...

tekst Felicity Kinsella
|
06 Październik 2017, 2:43pm

„Tak naprawdę to nie mam aż takiego ciekawego życia", powiedział Kurt Cobain, a jego cytat przeszedł do historii. „Jest wiele rzeczy, których żałuję, że nie zrobiłem. Zamiast tego, siedzę na tyłku i narzekam, jakie mam nudne życie. Dlatego bardzo lubię zmyślać. Wolę opowiadać historie innych". Cobain był pionierem pokolenia X, pokolenia „obiboków". Jak dzieciaki z filmu Richarda Linklatera „Slacker", które były „młode i nieambitne, od nieentuzjastycznych ekscentryków po niebezpiecznych sangwiników. Szlachetnie leniwi mogą tutaj uniknąć odpowiedzialności w imię pielęgnowania swoich ezoterycznych obsesji". Bez dwóch zdań: dzisiaj żylibyśmy w zupełnie innym świecie, gdyby pokolenie obiboków, nudząc się, nie wymyśliłoby ze swoich „ezoterycznych obsesji" rzeczy takich jak Nirvana.

Przeraźliwa nuda była nieodłączną częścią dorastania (dla tych urodzonych przed rokiem 2000.): długie podróże autem, opóźnione loty i deszczowe niedziele. Dopóki nie pojawiły się telefony z szybkim internetem, nie pozostawało nam nic poza wyobraźnią. Jednak czy dzisiaj nuda, jak ta z dzieciństwa, nadal jest możliwa?

Co chwilę zaczepiają nas wiadomości, emaile, lajki, <3, share'y, newsy i snapy (dołącz do paru grup na WhatsAppie, a założę się, że ping co minutę będzie standardem). Możemy scrollować social media, aż zaczniemy ziewać. Ale po wylogowaniu się, mija 5 minut i wracamy — z nudów — żeby zobaczyć, co się w tym czasie zmieniło. „Żyjemy w szaleńczej, hiperaktywnej, przepełnionej bodźcami epoce", pisze Eva Hoffman w swojej książce „How to be Bored" (Jak się nudzić). „Od czasów wprowadzenia internetu i technologii cyfrowych, ścieramy się z natłokiem informacji, obrazów, osobistych wiadomości i prozy dostępnych non-stop".

Dzisiaj żylibyśmy w zupełnie innym świecie, gdyby pokolenie obiboków, nudząc się, nie stworzyłoby ze swoich „ezoterycznych obsesji" rzeczy takich jak dorobek Nirvany.

Kiedy ostatnio naprawdę wyłączyliście telefon? Kiedy szliście ulicą bez słuchawek w uszach? Albo zasnęliście bez laptopa, na którym leciał serial wyciszając wszystkie egzystencjalne myśli, jakie ludzie miewają kładąc się spać?

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Wszyscy wiemy, że jeśli czegoś nie ma online, to tak jakby nigdy nie istniało. Z kolei wszystko, co dzieje się w świecie rzeczywistym, w internecie staje się lepsze, tworzy udoskonalony, seksowniejszy wizerunek użytkownika. Dotychczas poczucie FOMO (lęku przed przegapieniem czegoś, wykluczeniem) pojawiało się tylko wtedy, kiedy nie zaprosili cię na imprezę. Dla millenialsów, natomiast, obejmuje wszystko, co dzieje się w internecie. Kto wie, co mogło was ominąć, kiedy przez cały dzień nie sprawdzaliście fejsa, Instagrama czy chociażby TVN24? Chociaż niekończący się napływ informacji oznacza, że nie mamy już żadnej wymówki, by być ignorantami w kwestii wieści ze świata, Hoffman pisze: „Zbyt często pochłaniamy kulturę w duchu konsumpcjonizmu". Ekspert od mowy ciała, dr Harry Witchel, przewiduje, że komputery przyszłości będą w stanie odczytać, czy się nudzimy na podstawie naszego wiercenia się. Wtedy komputer ma zaradzić naszemu zamuleniu. Posiadanie telefonu, który jest od nas mądrzejszy jest równoważne z tym, że brak zajęcia staje się odległym wspomnieniem, którego pokolenie Z nie będzie nawet znać z własnego doświadczenia.

Ale w jaki sposób na naszą psychikę wpływa ten cały nadmiar bodźców, komunikacja tekstowa i natychmiastowe zaspokojenie? Czy potrafimy odróżnić odpoczynek od zabijania czasu, przeglądając fejsa? W niektórych krajach uzależnienie od technologii jest oficjalnie sklasyfikowaną jednostką chorobową, a w krajach takich jak Korea Południowa czy Chiny (których 632 miliony użytkowników plasują je jako najliczniejszy wśród internautów naród) organizowane są obozy przetrwania dla młodzieży, chcącej uwolnić się od cyfrowego nałogu. Wszyscy słyszeliśmy historie o nastoletnich chłopcach (najliczniejsza grupa wśród e-ćpunów), którzy chwalą się, że grali w „World of Warcraft" przez 300 godzin bez przerwy. Siedzieli w pieluchach, żeby wyeliminować przerwy na toaletę i atakowali rodziców, kiedy ci próbowali oderwać ich od ekranu. Oczywiście uzależnienie statystycznego internauty nie jest pewnie aż tak ekstremalne. Ale powiedzmy sobie szczerze: czy nie wszczęlibyście awantury, jeśli ktoś zabrałby wam telefon?

Jednak dla tych, którzy nie spędzają 12 godzin dziennie celując wirtualnymi strzałami w wirtualnych orków z wirtualnego świata, uzależnienie od internetu zwykle przyjmuje formę obsesji na punkcie newsów. Hoffman twierdzi, że „po pewnym czasie, nieustające nowości sprawiają, że czujemy się wyczerpani i niedożywieni, jak gdyby to, co przeżywamy, nie stawało się częścią nas". Dzięki tym wszystkim mikroskopijnym, skróconym urywkom informacji, którymi bombardują nas Facebook oraz Twitter, czujemy się doinformowani, jednak nasz poziom koncentracji spada jak tylko dostajemy nowe powiadomienie. To wszystko sprawia, że po godzinie spędzonej w internecie czujemy się niespełnieni. Równie dobrze mogliśmy przez ten czas nie robić absolutnie nic.

Chociaż odłączenie się od internetu wydaje się straszne, w rzeszywistości nawet jeśli nie dzielisz się swoimi najskrytszymi przemyśleniami z tysiącami followersów, to są one prawdziwe. Choć twoi obserwujący ich nie przeczytają, usłyszą je twoi prawdziwi znajomi.

„Nuda to fascynujące uczucie: uważamy ją za coś złego, jednak jest dla nas motywująca", pisze dr Sandi Mann w magazynie The Psychologist. Może nuda ma po prostu zły PR? Znacie zapewne powiedzenie, że tylko nudni ludzie się nudzą. Istnieją badania, według których to dzięki odczuwaniu nudy ludzie wpadają na najbardziej twórcze pomysły. Jednak jeśli przez cały dzień gapisz się w ekran, a informacje bez przerwy napływają, nigdy nie będziesz naprawdę znudzony. Wtedy nie będziesz błądzić myślami ani marzyć, nie zagubisz się we własnych myślach, jak zwykle się to dzieje. Pewnego razu otrzymaliśmy automatycznie wygenerowany email od dyrektora artystycznego marki Diesel, Nicola Formichettiego, w którym napisał, że nie może odpowiedzieć, ponieważ jest na „cyfrowym detoksie". Prawdopodobnie wszyscy internauci powinni sobie zafundować taką terapię. Po prostu, jeśli się nie nudzisz, sam stajesz się nudny. Dopiero kiedy odkleisz się od wszystkich internetowych bodźców, jesteś w stanie sformułować opinię, która jest w całości twoja — i nie warunkuje jej ilość lajków, jaką dostanie na Facebooku. Chociaż odłączenie się od internetu wydaje się straszne, w rzeszywistości nawet jeśli nie dzielisz się swoimi najskrytszymi przemyśleniami z tysiącami followersów, to są one prawdziwe. Choć twoi obserwujący ich nie przeczytają, usłyszą je twoi prawdziwi znajomi.

Przeprogramowano nas na niesamowicie zabiegany styl życia, w którym nuda nie istnieje. No bo po co tracić czas, kiedy zawsze można zobaczyć jeszcze więcej, więcej, więcej i więcej, poszerzając swoje już przeciążone zasoby wiedzy? „Konfilkty, katastrofy, sukcesy i zwykłe, ludzkie zmagania z całego świata wkradają się do naszego życia z ekranów telewizyjnych lub tych mniejszych", pisze Hoffman o naszym skomplikowanym świecie. Jednak jaki jest sens bezmyślnego pochłaniania każdej nowej wiadomości, nie myśląc nawet, po co to robimy? Mamy takie nagromadzenie nowości, że w momencie kiedy przeczytaliśmy wczorajsze newsy i zabieramy się za dzisiejsze, wszystko, co już przeczytaliśmy wydaje się przestarzałe. Powroty do tych egzystencjonalnych myśli pojawiają się zwykle przed snem. Dobrym sposobem na nie byłoby życie offline, nuda i zastanowienie się nad tym, co robisz, zamiast odwracania swojej uwagi dzięki cyfrowym rozpraszaczom i codziennym zajęciom. Czy kiedykolwiek był lepszy powód żeby to wszystko olać?

Przeczytaj też:

Tagged:
nuda