Young Ho-Chunk girl arrives for portrait session. Black River Falls, Wisconsin, 2014

zdjęcia miasteczka, w którym czas się zatrzymał

„Fotografie, które zaraz zobaczycie, przedstawiają ludzi, którzy kiedyś naprawdę żyli”.

tekst Presented by Aperture Foundation
|
21 Kwiecień 2017, 2:10pm

Young Ho-Chunk girl arrives for portrait session. Black River Falls, Wisconsin, 2014

Magazyn Aperture jest jedną z najważniejszych publikacji w świecie fotografii. W nowym cyklu materiałów będziemy prezentować wam po jednym artykule z każdego wydania kwartalnika. Zaczynamy od numeru Aperture zatytułowanego „American Destiny" (amerykańskie przeznaczenie). Argentyńska fotografka Alessandra Sanguinetti wyruszyła do Black River Falls, zasypanego śniegiem miasteczka w Wisconsin, które w kultowej książce z 1973 roku pokazał Michael Lesy's. Zobaczcie, co tam zastała.

Poniższy artykuł Chrisa Jenningsa ukazał się w Aperture Magazine #226 pt. „American Destiny".

W najzimniejszym momencie 2014 roku fotografka Alessandra Sanguinetti po raz pierwszy pojechała do Black River Falls w Wisconsin. Za przewodnik robiła jej miejscowa gazeta, a śnieg padał jak szalony. Sanguinetti uwieczniła rytuały małomiasteczkowego życia na oficjalnie wyglądających, czarno-białych zdjęciach. Teraz wspomina, że ta wycieczka do Wisconsin była jak powrót do miejsca, które już znała.

„Zdjęcia, które zaraz zobaczycie, przedstawiają ludzi, którzy kiedyś naprawdę żyli". Ponury wstęp — jednocześnie złowieszczy i dziwnie zbędny — otwiera „Wisconsin Death Trip" z 1973 roku, książkę Michaela Lesy'ego składającą się z archiwalnych zdjęć i nowszych migawek z Black River Falls pod koniec XIX wieku. Niepotrzebne przypomnienie, że ludzie z tysięcy zdjęć miejscowego fotografa Charlesa Van Schaickwere'a „kiedyś naprawdę żyli" w pewien sposób sprawia, że stają się jeszcze bardziej martwi.

Książka Lesy'ego z punkowym tytułem i dadaistyczną estetyką stała się kultowym obiektem w latach 70. Była częścią małej fali sztuki i prozy skupionej na ożywieniu i ubarwieniu amerykańskiego zainteresowania własną przeszłością, by przekroczyć przepaść między przeszłością i teraźniejszością. Jakimś trafem kopia książki wylądowała na stoliku w Argentynie, gdzie znalazła ją 9-letnia Alessandra Sanguinetti. „Wpadłam przez nią w panikę", wspomina. Z pewnością miały na to wpływ dziesiątki zdjęć ponurych, młodych dziewczyn. Niektóre z nich były martwe, inne żyły, ale z niewyjaśnionych przyczyn były oddzielone od swoich rówieśników z klasy czarnymi kręgami, zupełnie jakby zostały wybrane z góry do doświadczenia horroru, który rozgrywa się na każdej stronie. „Nagle zrozumiałam, że umrę", mówi Sanguinetti. Jej następna myśl? Poprosiła o aparat.

„Wisconsin Death Trip" pokazuje społeczność prześladowaną przez cierpienie i urojenia na niespotykaną skalę. Tajemnicze nagłówki i wycinki pokazują wiejską Ameryką z zupełnie innej perspektywy. Zamiast relacji historyka i opisów zniszczeń na farmach w okresie kryzysu gospodarczego z lat 1890, spotykamy młodych imigrantów z Norwegii, „obłąkanych na punkcie religii" i popchniętych do ekstrawaganckiego samobójstwa przy pomocy dynamitu i lokomotywy. Zamiast nastrojowych skrzypiec z filmów dokumentalnych Kena Burnsa, w głowie słyszmy pół pijane zespoły grające na trąbkach. Zamiast oklepanych męczenników ze zdjęć Dorothei Lange, widzimy Mary Sweeney — niesławną „wybijaczkę szyb z Wisconsin", nadużywającą kokainy i niszczącą okna. Ciężko stwierdzić, czy w Black River Falls więcej żyć odebrała błonica, podpalenia, morfina czy broń palna. To nie romantyczna, mityczna wizja dzikiego zachodu — to miejsce kurczących się możliwości i długich, mroźnych zim. Przerzucając strony, stopniowo dostrzegamy opowieść, przedstawiającą mroczną stronę recesji, depresję i obłęd.

Zdjęcia Sanguinetti wykonane zimą 2014 roku (oraz w trakcie dwóch kolejnych wizyt), pokazują o wiele mniej gotycką historię. Black River Falls ma się teraz o niebo lepiej niż w 1890 roku. Jednak wiele z poważnych, powściągliwych twarzy z jej zdjęć pasowałoby do oblicz patrzących na nas ze szklanych płyt fotograficznych Van Schaicka. Podobne sceny wiejskiego życia (chór kościelny, chłopiec z suzafonem, ekscentryczne bibeloty) nadal wyglądają tajemniczo, wręcz starodawnie i sakralnie. Tuż pod powierzchnią szumią rwiste potoki. Znajdziecie tu szaleństwo i odwrócenie kolei losu, ale silniejsze wrażenie wywierają niepewność, stagnacja oraz kojący rytm tradycji i kalendarza. Oczywiście nie zmieniło się również zabójcze piękno mroźnej zimy.

Książka Lesly'ego pozwala wyobraźni zanurzyć się w wielkiej otchłani czasów, ożywiając cierpienie i historię dziwnego, niejednoznacznego miejsca sprzed lat. Zdjęcia Sanguinetti pokonują inny dystans. Black River Falls jest stolicą hrabstwa Jackson, które pomogło Donaldowi Trumpowi wygrać w tradycyjnie demokratycznym stanie Wisconsin. Teraz pół kraju dziwi się i brzydzi moralnymi i politycznymi wyborami drugiej strony, a te zdjęcia oferują niesamowicie kameralne spojrzenie ponad podziałami.

Czwarty lipca. Melrose, Wisconsin, 2014 rok

Kuchnia brata. Hixton, Wisconsin, 2014 rok

Niedzielny chór. Black River Falls, Wisconsin, 2014 rok

JuneVelie. Black River Falls, Wisconsin, 2014 rok

Rich, Doug i Andrew, Farma Spoerlein Never Rest. Salem, Wisconsin, 2014 rok

Skaut Eagle, Hixton, Wisconsin, 2014 rok

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Chris Jennings dla Aperture
Zdjęcia: Alessandra Sanguinetti dzięki uprzejmości artystki i Aperture

Tagged:
wisconsin
Alessandra Sanguinetti
Aperture
wisconsin death trap