pięć filmów o tym, jak się żyje, kiedy jesteś inny

Nadchodzi nowe pokolenie queerowych filmowców, a wraz z nim świeże opowieści o życiu mniejszości w różnych zakątkach świata.

tekst Emily Manning
|
27 Czerwiec 2017, 11:35am

still from 'beach rats,' courtesy of provincetown film festival

Artykuł pierwotnie ukazał się w amerykańskim wydaniu i-D.

Provincetown jest jedną z najstarszych queerowych, artystycznych społeczności Ameryki. Bywali tam Tennessee Williams, Norman Mailer, Tony Kushner, Nan Goldin, Cookie Mueller i oczywiście John Waters. Nic więc dziwnego, że na Provincetown International Film Festival przeważnie można znaleźć sporą dawkę filmów poświęconych tematyce LGBT+. Podczas tegorocznego, 19. festiwalu odkryliśmy jednak wyjątkowo bogaty wachlarz filmów, które pokazują queerowe historie z całego świata z różnych perspektyw.

Wśród dokumentów znajdują się takie tytuły, jak „The Death and Life of Marsha P. Johnson" (o życiu i śmierci transpłciowej aktywistki), „Chavela" (o Chaveli Vargas, muzycznej geniuszce i muzie Pedro Almodóvara, która podbiła serce Fridy Kahlo) oraz „Susanne Bartsch: On Top" (o legendzie nowojorskiego życia nocnego, stojącej za Love Ball - benefisem na rzecz walki z AIDS). Wszystkie przypominają nam o nieustraszonych pionierkach, które poprzez swoją kreatywność pchały queerową społeczność ku wyzwoleniu. Wśród filmów fabularnych pojawiły się „Signature Move" (o kwitnącym romansie między mieszkającymi w Ameryce pakistańską muzułmanką i Meksykanką) oraz „After Louie" (gdzie Alan Cumming wciela się w mężczyznę, który przetrwał epidemię AIDS i rozpoczął nowy związek z młodszym mężczyzną). Pokazują one zagadnienia z nowej, świeżej perspektywy. Co ciekawe, wiele z najbardziej intrygujących filmów festiwalu opowiadało o młodzieży. Oto pięć najciekawszych pozycji.

„Beach Rats"
Eliza Hittman swoim drugim filmem fabularnym zdobyła nagrodę dla najlepszej reżyserki dramatu na Festiwalu Filmowym Sundance. Opowiada on o 19-letnim Frankiem (Harris Dickinson), który mieszka na Brooklynie przy plaży razem z mamą, siostrą i umierającym ojcem. Napięta sytuacja w domu sprawia, że Frankie ucieka na deptaki Coney Island, boiska do piłki ręcznej i sklepy dla vaperów ze swoimi równie zagubionymi kolegami, którzy włóczą się bez celu. Frankie ma więcej problemów ze zdobyciem trawki, niż z przyciąganiem dziewczyn, ale nocami surfuje po portalach randkowych i udaje się na cruising. Często powtarza queerowym mężczyznom na wideoczatach, że nie jest pewien, co go kręci - chociaż nigdy nie mówi tego swoim heteroseksualnym kumplom. W jego świecie niestety nie może swobodnie badać tych pragnień bez osądu środowiska. „Beach Rats" nie wyciśnie z was tylu łez co „Moonlight", ale zada wam równie istotne pytania dotyczące ograniczeń, jakie narzucają sobie mężczyźni. Operatorką jest Hélène Louvart (współpracująca często z Wimem Wendersem i Agnès Vardą), więc film nakręcony na taśmie Super-16 mm jest wciągającą wizualnie historią.

„God's Own Country"
Reżyser Francis Lee również zgarnął statuetkę w trakcie Sundance (w kategorii najlepszy zagraniczny reżyser dramatu) za film, który już zdobył miano brytyjskiej odpowiedzi na „Brokeback Mountain". „God's Own Country" wygląda niemal jak dokument. Skryty hodowca owiec ciężko pracuje, by utrzymać swoją rodzinę po wylewie ojca. Trud jego pracy oraz odosobnienie na wsi w hrabstwie Yorkshire sprawiają, że 25-letni Johnny jest bardzo zamknięty emocjonalnie. Wszystko zmienia się, gdy na czas jagnienia się owiec zostaje zatrudniony rumuński pomocnik, Gheorghe. Pasterze udają się razem w góry, gdzie Gheorghe uczy Johnny'ego delikatności - zarówno podczas porodu owiec jak i przy pomocy czułego dotyku. Ujęcia pokazują naturalne piękno i surowość Yorkshire, podkreślając wewnętrzny konflikt Johnny'ego.

„Seventeen"
Rozmawialiśmy już z młodą, austriacką reżyserką Monją Art o jej debiutanckim filmie „Siebzehn". Opowiada on o Pauli, 17-latce próżnującej podczas ostatnich dni liceum, czekając na wolność, którą do jej małego austriackiego miasteczka wprowadzi lato. Kocha się w Charlotte, ale jej bolączki nie biorą się z kryzysu związanego z orientacją seksualną. Problem w tym, że Charlotte ma chłopaka - Michaela. Charlotte jest rozerwana, a w międzyczasie w życiu Pauli pojawia się inna dziewczyna, Lilli. Art powiedziała, że film nie jest opowieścią o coming oucie. Reżyserka dorastała w Austrii w latach 90. i podobnie jak jej młodzi aktorzy czuła, że pociąg do tej samej płci jest naturalny. „Seventeen" opowiada o szukaniu drogi pomiędzy tymi pragnieniami, fantazjami i oczekiwaniami oraz mierzeniem się z trudną rzeczywistością. „Interesowała mnie maniakalno-depresyjna strona młodości. Z jednej strony wszystko wydaje się wtedy możliwe, a z drugiej nawet najmniejsze rzeczy mogą wytrącić nas z równowagi. Jeden brakujący like na Facebooku może doprowadzić do kilkudniowego doła. Te huśtawki nastrojów są bardzo charakterystyczne dla nastolatków", wyjaśniła Art. „To także czasy, które zaczynamy idealizować, już gdy je przeżywamy. Wiemy, że nigdy już nie będziemy w stanie do nich wrócić. Ciągle przypominamy sobie, że jesteśmy w środku tego istotnego momentu, który już się nie powtórzy".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

„Rana"
Pierwszy film pełnometrażowy reżysera Johna Trengove'a patrzy na historię o dorastaniu z innej perspektywy. „Rana" pokazuje młodych mężczyzn z ludu Xhosa z RPA podczas obrzędu przejścia ukwaluka, który wymaga od nich poświęcenia fizycznego i psychicznego. Nastolatkowe opuszczają rodziny i udają się w góry Prowincji Przylądkowej Wschodniej, gdzie zostaną obrzezani. Następujący po zabiegu proces rekonwalescencji zawiera post, odosobnienie i testy, którymi mają dowieść swojej duchowej i cielesnej siły. Pewien bogaty ojciec zatrudnia Xolaniego, młodego pracownika fabryki, który co roku przyjeżdża na rytuał, aby został mentorem jego „miękkiego" syna mieszczucha podczas trudnej wyprawy ku męskości. Oboje są nieujawnionymi homoseksualistami, ale ich relacja wcale nie prowadzi do zacieśnienia więzów ani nawet solidarności w tej niekiedy wstrząsającej historii. „Rana" przedstawia rzadko pokazywaną w kinie część RPA w pięknych, szerokich kadrach. Daje także wyjątkowy wgląd w tradycje, mierzy się z problemem klas ekonomicznych, tabu homoseksualności w RPA oraz wieloma definicjami męskości.

Kadr z „Little Potato", dzięki uprzejmości Provincetown Film Festival

„Little Potato"
Wyśmienity, autobiograficzny film krótkometrażowy Wesa Hurleya przyniósł mu statuetkę dla najlepszego krótkiego dokumentu na South By Southwest Film Festival. Wyprodukował go za zaledwie 2 tys. dolarów i oparł go na poczytnym artykule, który opublikował 4 lata temu na Huffington Post. „Little Potato" opowiada o jego młodości. Hurley dorastał w ZSRR i od małego wiedział, że jest gejem, ale poglądy na temat homoseksualności zakorzenione w tej kulturze sprawiły, że jego życie było trudne i niebezpieczne. „Słyszałem, jak moi rówieśnicy i dorośli mówili, że pedały są gorsze od seryjnych morderców i każdy, kto się przyznaje [do bycia gejem] zasługuje na okrutną śmierć", napisał Hurley. Jego tolerancyjna matka wymyśliła plan ucieczki: aby dostać się do USA, postanowiła korespondencyjnie znaleźć męża w Ameryce. Niestety w upragnionym domu za oceanem matka i syn doświadczyli nowego ucisku, tym razem ze strony nowego mężczyzny w ich życiu.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Emily Manning
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska

Tagged:
LGBT+
LGBTQ
Seventeen
Kultura
Rana
God’s Own Country
beach rats
eliza hittman
francis lee
john trengove
little potato
monja art
the wound
wes hurley
siebzehn