„thelma i louise” - femnistyczny film wszech czasów

„Wiesz, teraz wszystko wygląda inaczej. Czujesz to?"

tekst Nick Levine
|
27 Maj 2016, 1:50pm

Wszyscy wiemy, jak kończy się film „Thelma i Louise". Chociaż widzieliśmy go już po kilkanaście razy, ostatnia scena wciąż nas zaskakuje, szokuje i porusza. Thelma i Louise otoczone przez policję łapią się za ręce, Louise dociska gaz do dechy i zjeżdża Fordem Thunderbirdem z 1966 roku z krawędzi Wielkiego Kanionu. Bohaterki wolą popełnić samobójstwo, niż dać się złapać i iść do więzienia.

Ten klasyk w tym roku kończy 26 lat. Jakiekolwiek kontrowersje, które wywołał świeżo po premierze, pozostały daleko w tyle, ale jego ostre, feministyczne przesłanie pozostaje równie mocne. Thelma (Geena Davis) i Louise (Susan Sarandon) uciekają przed policją, bo Louise zastrzeliła mężczyznę, który chciał zgwałcić Thelmę. Wiedzą, że nikt by nie uwierzył, że chciał ją skrzywdzić, bo była pijana i wcześniej tańczyła z nim w klubie. „Gdybyś nie przyszła, byłoby o wiele gorzej", Thelma mówi Louise pod koniec filmu. „On pewnie nie poniósłby żadnych konsekwencji, bo wszyscy widzieli, że cały wieczór z nim tańczyłam. Pewnie myśleliby, że sobie zasłużyłam". Niestety argument Thelmy wciąż jest aktualny. Wciąż ciężko udowodnić komuś gwałt, a w 2014 roku Departament Sprawiedliwości oszacował, że w Stanach Zjednoczonych wciąż nie przebadano 400 tysięcy dowodów, zebranych w sprawach gwałtów.

Oczywiście film wiele zawdzięcza też stronie wizualnej. Ponieważ przeważnie to faceci mogą szaleć na ekranie, wciąż fajnie i wywrotowo ogląda się film o dwóch kobietach, które strzelają, uciekają samochodem, zamykają w bagażniku policjanta i wysadzają cysternę pewnego szowinisty. Podróż Thelmy i Louise ku wyzwoleniu jest tym ciekawsza, że autorka oscarowego scenariusza, Callie Khouri, sprawiła, że bohaterki nie są idealne i są nierozerwalnie związane ze swoimi błędami. W końcu położenie Louise jest tym bardziej skomplikowane, że nie zastrzeliła gwałciciela w trakcie napaści, gdy jej przyjaciółka była w niebezpieczeństwie, ale chwilę później, gdy napastnik prowokował je swoimi ordynarnymi wypowiedziami.

Później Thelma cieszy się opóźnionym przebudzeniem seksualnym i spędza noc z przystojnym, ale oportunistycznym kowbojem, granym przez Brada Pitta. Następnego dnia Louise mówi z uśmiechem: „Cieszę się, że w końcu porządnie zaliczyłaś, jestem z ciebie dumna". Niestety potem orientuje się, że jej roztargniona przyjaciółka zostawiła kowboja z ich pieniędzmi, które ten oczywiście kradnie. Bohaterki zostają bez pieniędzy i są poszukiwane przez policję. Thelma postanawia przeprowadzić napad z bronią w ręku, żeby zdobyć pieniądze na ostatni odcinek drogi do Meksyku. To przestępstwo, ale też kolejny krok w jej przebudzeniu. „Nigdy nie czułam się równie świadoma", mówi do Louise pod koniec filmu. „Wiesz, teraz wszystko wygląda inaczej. Czujesz to? Czujesz, że masz teraz po co żyć?".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Chociaż „Thelma i Louise" nie zapoczątkowały fali ostrych filmów z kobietami w roli głównej (a na to liczyło wtedy wielu widzów), obie gwiazdy wcielające się w tytułowe role na swój sposób kontynuowały misję filmu. Geena Davis założyła w 2004 roku Geena Davis Institute on Gender in Media, organizację non-profit, która przez badania i edukację chce zwiększyć i ulepszyć sposób przedstawiania kobiecych postaci w bajkach i filmach skierowanych do dzieci. Davis przewodniczy też Bentonville Film Festival, który wspiera kobiety i różne głosy w mediach.

Sarandon może i wywołała falę zdziwienia, gdy w 2013 roku nazwała feminizm „staromodnym słowem", ale to nie umniejsza jej wpływu, jaki wywiera jako mądra, elokwentna, dojrzała kobieta, która nie boi się mówić tego, co myśli. Pozostała nieugięta, gdy Piers Morgan krytykował jej dekolt podczas prezentowania sekcji „Ku pamięci" na rozdaniu nagród SAG i chętnie wyjaśnia, że założenie, że powinna głosować na Hilary Clinton wyłącznie ze względu na bycie kobietą, jest seksistowskie. Niedawno na festiwalu filmowym w Cannes ostro wypowiedziała się na temat Woody'ego Allena i sprawy rzekomego molestowania seksualnego dzieci. Niewielu aktorów i aktorek z Hollywood zdobywa się na taką szczerość.

W wywiadzie z Entertainment Weekly, przeprowadzonym z okazji 25. rocznicy premiery „Thelmy i Louise", obie aktorki wypowiedziały się na temat przyszłości sposobu przedstawiania kobiet na ekranie. Sarandon zaznaczyła, że „Szefom ciężko utożsamiać się z kobietami. Nie postrzegają ich jako heroicznych postaci". Davis powiedziała szczerze i optymistycznie: „Proporcje męskich i żeńskich postaci w filmach nie zmieniły się od 1946 roku. Wielu ludzi twierdzi, że teraz jest lepiej: w końcu mamy 'Igrzyska śmierci' i 'Druhny'. Ale jeszcze nie jest lepiej. To się zmieni, moim zdaniem już wkrótce". Mamy nadzieję, że Geena ma rację.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Nick Levine

Tagged:
feminizm
płeć