​uwolnić janis joplin z klubu 27

„Ona nie jest kobietą, ona jest mitem”

tekst i-D Staff
|
28 Styczeń 2016, 9:40am

Amy Berg jako jedna z nielicznych dokumentalistek przebiła się do masowej świadomości. Jej filmy są odważne tematycznie, ale dzięki wnikliwości i wyraźnej perspektywie wybijają się ponad prowokację. Światowy rozgłos przyniósł jej obraz „I zbaw nas ode złego" z 2006 roku. Ten nominowany do Oscara dokument mierzył się z tematem molestowań seksualnych, jakich dopuszczali się księża w katolickim kościele na dzieciach. Punktem wyjścia była sprawa Olivera O'Grady'ego, duchownego, który wykorzystywał seksualnie najmłodszych parafian w okresie pomiędzy latami 70. a 90. w Kalifornii. W kolejnych filmach Berg również stawała po stronie pokrzywdzonych, chociaż przez cały czas jej marzeniem był film o Janis Joplin, która - jak mówi reżyserka - domagała się tego, by znów oddać jej głos. Zdaniem Berg w otoczonym mitami klubie 27, jak określa się artystów rocka, którzy odeszli w tym wieku, Joplin nie ma należytej pozycji. Dzięki filmowi „Janis" ma możliwość upomnieć się o nią.

Twój film o Janis Joplin zaczyna się od sceny z jej dzieciństwa. My też zacznijmy chronologicznie - jak wyglądały początki tego dokumentu?
Od wielu lat chodził mi po głowie pomysł na dokument poświęcony tej artystce. Od zawsze byłam wielką fanką jej muzyki. Po tym, jak w 2006 roku skończyłam mój film „I zbaw nas ode złego", zaczęły się w tej sprawie rozmowy z producentami. Mamy rok 2015 - i proszę! - film jest gotowy (śmiech).

Słyniesz z pieczołowitości i dogłębnego badania tematu. To powody tego, że tak długo to trwało?
Zrobienie dobrego filmu o muzyku to prawdziwe wyzwanie nawet dla doświadczonej reżyserki. Największym problemem jest temat. Biografie takich osób, jak Janis Joplin, Kurt Cobain czy Jimi Hendrix, są bogate w wydarzenia i konteksty. Reżyserowi trudno jest zrezygnować z jednych na rzecz innych. Do tego dochodzą wszystkie kwestie formalne: trzeba zdobyć prawa do muzyki, do wideoklipów, do archiwalnych nagrań, jak i pozyskać autoryzację od osób, które w filmie się wypowiadają. 

Czy rodzina Joplin pomagała ci w tym procesie? Nie było między wami nieporozumień?
Członkom rodziny mojej bohaterki bardzo zależało na tym filmie. Byli niezwykle uczynni. Podnosili mnie na duchu w trudnych chwilach. Teraz cieszą się tak samo, jak ja z tego, że film wreszcie jest ukończony. I pewnie tak samo, jak ja, nie mogą uwierzyć w to, że udało nam się dopiąć swego. Niewiarygodne wydaje się zwłaszcza to, że zaledwie półtora miesiąca po ukończeniu montażu film miał swoją premierę na prestiżowym festiwalu w Wenecji, gdzie zyskał fantastyczne przyjęcie. To dla nas wszystkich ważne, że historia Janis oraz jej piosenki mogły zostać przypomniane widzom właśnie w tak ważnym dla kinomanów miejscu.

Jak twoje myślenie o Janis Joplin zmieniało się w trakcie pracy nad tym filmem?
Teraz o wiele lepiej ją rozumiem. Mam też świadomość tego, jak doświadczenia życiowe kształtują naszą tożsamość i nasz charakter. W przypadku Janis niezwykle istotny dla jej późniejszego rozwoju okazał się okres dzieciństwa, kiedy rozbudził się jej apetyt na występowanie przed widownią, na skupianie na sobie uwagi innych. Kiedy patrzyło się na nią na scenie, w czasie koncertu, nie widziało się jej wrażliwości, delikatności, tego, jak krucha emocjonalnie była. Ona zasłaniała te cechy swoim scenicznym wizerunkiem dziewczyny, która nieustannie brnie do przodu, przekraczając przy tym wszystkie możliwe granice. Przebrnięcie przez jej pamiętniki i korespondencje uświadomiło mi coś, co dla nas wszystkich powinno być oczywiste, a wcale nie jest.

Co konkretnie masz na myśli?
To, że Janis niczym się od nas nie różniła. Miała dokładnie takie same problemy, jak my wszyscy na poszczególnych etapach życia. Musiała podejmować trudne decyzje, radzić sobie w układach społecznych, takich jak rodzina czy związki, i zmierzyć się z trudem zaakceptowania swoich wyborów. Nie zawsze jej się to udawało.

Okazało się, że Joplin jest do ciebie podobna? Mogłaś się w niej przejrzeć?
Myślę, że w Joplin przejrzy się każda kobieta, która próbowała robić to, co chce w życiu. A już na pewno te kobiety, które dziś są w wieku, w jakim byłaby Joplin, gdyby wciąż żyła. Rozwój jej kariery przypadał na szczególny okres w historii Stanów Zjednoczonych, kiedy kobieta nie mogła spełniać się powyżej pewnego progu. Joplin na początku chciała wpisać się w schemat. Marzyła o tym, żeby być nauczycielką i kurą domową, mieć dzieci i męża, o których mogłaby dbać. Jednak jej myślenie szybko się zmieniło. To doświadczenie ze sobą dzielimy, też pochodzę z konserwatywnej rodziny, która nie zawsze rozumiała, dlaczego nie chcę być taka, jak wszyscy.

Dzisiaj sama jesteś matką...
...i wiem, że muszę pozwolić mojemu synowi być tym, kim chce, a nie formować go na swoje podobieństwo. Gdyby nie tacy ludzie, jak Janis Joplin, może wcale bym tak nie myślała. Jej rodzice nie mieli takiej świadomości. Ich pozycja w społeczności, w której żyli, była zagrożona. Sąsiedzi i bliscy mieli problem z zaakceptowaniem tego, co robiła córka Joplinów. Mówią o tym w moim filmie brat i siostra Janis, wskazując, że ich rodzice nie byli na jej rewolucję zupełnie przygotowani, że traktowali zachowanie córki jako klęskę wychowawczą. Gdybym usłyszała od moich rodziców, że jestem ich porażką, pękłoby mi serce. Sama nie doświadczyłam tego, nawet kiedy w latach 80. XX wieku fascynowałam się punk rockiem do tego stopnia, że zgalałam swoje brwi, malowałam twarz i plątałam dready. Moi rodzice tego nie rozumieli, ale nie potępili mnie. Dziś są szczęśliwi, że kręcę filmy. Na pewno musimy docenić to, co Janis zrobiła dla kobiet. Granice, które przekroczyła, dzisiaj są otwarte.

Jej chłopak David mówi w filmie: „Janis brała heroinę, żeby oddzielić się od emocji innych ludzi". Zazwyczaj w narkotyki uciekają osoby, które mają problem w nawiązywaniu relacji na trzeźwo. To łączy członków tak zwanego klubu 27.
Zgadzam się z Johnem Lennonem, który uzasadnił kiedyś to, dlaczego ludzie biorą narkotyki. Powiedział, że czują ból, który potrzebują uśmierzyć. Nie ból fizyczny, ale wewnętrzny, w głowie, w swojej psychice. Nie ulega wątpliwości, że Joplin na pewno nie targnęła się na swoje życie. Była tej nocy, kiedy zmarła, sama. Zapewne mierzyła się ze stresem i swoim wewnętrznym bólem. Moim zdaniem bardzo chciała wstać rano i pójść do studia nagraniowego. Jeśli zaś chodzi o klub 27, mam wrażenie, że zupełnie inaczej wygląda dziedzictwo jego męskich i żeńskich członków. Kiedy myśli się o Jimim Hendriksie, od razu przychodzi do głowy łatka „najlepszy gitarzysta wszech czasów", kiedy myśli się o Jimie Morrisonie, od razu do głowy przychodzi The Doors, analogicznie jest z Kurtem Cobainem utożsamianym z grungem i Nirvaną. A kiedy myśli się o Janis Joplin albo Amy Winehouse? Wtedy skojarzenie jest jedno: zmarły z przedawkowania narkotyków, same siebie zabiły w jakimś hotelu. Z tego powodu nie chciałam zupełnie umieszczać mojej bohaterki w klubie 27, nie nawiązywałam do niego. Chciałam Janis raczej od niego uwolnić, pokazać, że funkcjonuje w kulturze i historii jako niezależna osoba, wartościowa, która przyczyniła się do szalenie ważnych przemian społecznych i obyczajowych. Klub to mit, banał.

Ale jednak jego „członków" spaja wiek, w którym odchodzili. To zapewne przypadek?
Ludzie kompletnie nie zwracają uwagi na to, że 27 lat Janis Joplin w żaden sposób nie może równać się z 27 latami Amy Winehouse. W 2011 roku Amy wyglądała jak dziecko w porównaniu z tym, jak w 1970 roku wyglądała Janis, kobieta.

Swoim filmem chciałaś zredefiniować dziedzictwo Joplin?
Przede wszystkim chciałam sprawdzić, jaką kobietą ona była. Dzisiaj, we współczesnej kulturze popularnej, właśnie to liczy się najbardziej. Kiedy patrzy pan na takie kobiety jak Linda Perry, Pink czy Cat Power, która w moim filmie czyta listy napisane przez Joplin, widzisz osobowości. Joplin tak nie funkcjonuje. Ona nie jest kobietą, ona jest mitem. W dodatku ten mit nie jest zbudowany na jej osiągnięciach, tylko na jej śmierci. Trudno jest mi pogodzić się z myślą, że współczesne kobiety mogą Joplin nie doceniać za to, co dla nich zrobiła.

W dobie dominacji tanich sensacji w mediach i dokumentach idziesz pod prąd. Mało cię obchodzą skandale w życiu bohaterki.
Mam świadomość tego, że balansowałam na granicy, którą niezwykle łatwo można było przekroczyć. Ale tak jak mówiłam, założyłam sobie, że zrobię film o Janis-człowieku, a nie o Janis-narkomance przygniecionej życiowymi frustracjami i problemami. Chciałam pokazać jej historię bez rzucania dookoła oskarżeń. Łatwo jest znajdować winnych i wmawiać widzom, że to oni ponoszą winę za to, co stało się z Joplin. A przecież to nie jest tak, że winne jest wyłącznie otoczenie. Janis musiała znosić konsekwencje swoich złych decyzji, z czym radziła sobie, była silna. Jednak jak wszyscy miała chwile zwątpienia. Tak było z narkotykami, dzięki którym chudła. Kiedy je odstawiała, znów stawała się pulchna. Automatycznie wywoływało to w niej chęć sięgnięcia po kolejną działkę. To błędne koło. Interesujące jest w nim to, że potrafiła zaakceptować życie bez narkotyków, ale nie potrafiła zaakceptować w tym życiu siebie z kilkoma dodatkowymi kilogramami. Z jednej strony wywalczyła tak wiele dla kobiet, z drugiej strony - sama stała się ofiarą wymagań, jakie przed kobieta się stawia w społeczeństwie i kulturze.

Myślisz, że Joplin miała szczęśliwe życie?
Tak było, ale doskwierała jej samotność. Nie mogła z tego szczęścia w pełni korzystać, bo nie miała się nim z km podzielić. Ona na scenie przeżywała ogromne emocje, ale nie miała tymi emocjami kogo obdarzyć, kogoś, z kim mogłaby je przeżywać. A to one były dla niej najtrudniejsze. Po każdym wielkim występie brała narkotyki, odreagowywała.

Chciałabyś zrobić o niej film fabularny?
Nie, mnie pociąga forma kina dokumentalnego. Poza tym, kto miałby ją zagrać? Nikt nie jest w stanie oddać jej złożoności, nie mówiąc już o kimś fizycznie do niej podobnym. Ona jest niepodrabialna. Mamy tyle materiałów wideo z jej udziałem, że Joplin może grać siebie samą. I przy tym zostańmy.

Kredyty


Tekst: Artur Zaborski
Zdjęcia: materialy prasowe filmu

Tagged:
janis joplin
muzyka
Kultura