o tinderze, pisaniu i byciu fajnym facetem

Jan Favre: Na samym początku, kiedy nie pokazywałem twarzy, zaproszeń na randki było zdecydowanie więcej.

tekst Mateusz Góra
|
20 Maj 2016, 8:20am

Większość osób, które odwiedzają jego bloga, to dziewczyny. Często zostawiają komentarze, że w końcu znalazły się facet, który potrafi zrozumieć ich perspektywę, nie zgrywa twardziela, kiedy nie potrzeba. Jan Favre pisze zawsze na postawie własnych doświadczeń i tego, co udało mu się podpatrzyć u innych. Porusza tematy związków i szukania celu w życiu, ale nie udaje psychologa, jest po prostu sobą. 28-letnim chłopakiem z Krakowa, któremu zdarzyło się po drodze odwiedzić Warszawę.

Kiedy zacząłeś prowadzić bloga?
To było na trzecim roku studiów, kiedy chciałem się dostać na staż do jednego ze startupów. W ramach zdania rekrutacyjnego kazano mi napisać do trzech wpływowych polskich blogerów. Wtedy dowiedziałem się, że jest w Polsce ktoś taki, jak blogerzy i że da się z tego żyć. Pomyślałem, że to super sprawa i że też tak chcę, i założyłem bloga.

Dużo piszesz o związkach, dlaczego?
Piszę bloga o życiu w mieście, czyli o wszystkich rzeczach, które są z nim związane — muzyka, film, szeroko rozumiana kultura, jedzenie, komentarze do aktualnych wydarzeń i również sprawy damsko-męskie. Piszę po prostu o tym, o czym gadasz ze znajomymi, kiedy idziesz w piątek na piwo. Jednak zasada jest taka, że czegokolwiek nie napiszesz zahaczającego o tematykę związków, to zawsze będzie szał. A pisząc o kulturze, przeczyta to jakieś 10 razy mniej ludzi. Nie chcę jednak iść tylko w ten temat.

A byłeś zaskoczony, że 80% twoich odbiorców to dziewczyny?
Tak, ja piszę zawsze coś, co sam chciałbym przeczytać. Ja, czyli 28-letni już mężczyzna. Kiedy piszę, to robię to dla kogoś przypominającego mnie, chłopaka w podobnym wieku. Okazuje się jednak, że to interesuje głównie dziewczyny. Nie wiem do końca, jak to się dzieje i z czego to wynika, ale tak jest.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Spotkałem się parę razy z komentarzami, że jesteś „w końcu rozsądnym gościem", a nie maczo…
Staram się podchodzić do wszystkiego zdroworozsądkowo. Nie założyłem sobie, że będę macho czy nie będę. We wszystkich sferach życia, także w sprawach damsko-męskich, staram się zachować takie spojrzenie, być może z tego wynikają takie komentarze.

W rubryce kontakt na swoim blogu napisałeś, że można cię zaprosić na randkę. Dużo dostałeś takich zaproszeń?
Na samy początku, kiedy nie pokazywałem twarzy, bo miałem ją zasłoniętą bandażem, tych zaproszeń było zdecydowanie więcej. Nie wiem, może po prostu jestem brzydki (śmiech).

Z jakimi jeszcze problemami zgłaszają się co ciebie ludzie?
Z czasem, im więcej piszę na tematy damsko-męskie i życiowo-motywacyjne, dużo osób chce ode mnie porad życiowych. Pytania dotyczą związków albo wyborów życiowych. Rodzice kogoś wysłali na studia, których nie lubi, które go nie interesują, ale musi je skończyć, i nie wie co zrobić i tak dalej. Piszą też osoby z poważnymi zaburzeniami osobowości i depresją. Liczą, że rozwiążę ich problemy, a ja nie jestem od tego. Mimo tego, że mam swoją intuicję, nie jestem w żadnym razie psychologiem i nie jestem kompetentny, żeby podejmować takie tematy i kogoś leczyć. Zawsze odsyłam takie osoby do psychologa, podając jakiś kontakt, gdzie znajdą fachową pomoc, ale albo ta osoba się obraża o to, albo kontakt po prostu się urywa. To trochę smutne, że przyznanie się, że potrzebujesz pomocy psychologa, to cały czas w naszym społeczeństwie tak, jakbyś był trędowaty albo jakby to była ujma na honorze.

Jak reagujesz na negatywne komentarze?
Mam zasadę, że jeśli komentarz mi się nie podoba, to go usuwam. Nie ma znaczenia, czy to jest wpis hejterski, czepialski czy po prostu ktoś ma głupie poglądy, które mi zupełnie nie odpowiadają. Mój blog to jest moje miejsce w sieci i najważniejsze, żebym ja się tam dobrze czuł. Nie chcę mieć na nim czegoś, co mi się nie podoba, z czym źle się czuję.

Ostatnio pisałeś o facetach w rurkach, którzy są uznawani za niemęskich i stanąłeś w ich obronie. Czy powinniśmy oceniać się tylko po tym, jak wyglądamy?
Nie podoba mi się wiele rzeczy, ale to, że ktoś chodzi w rurkach, nie oznacza, że jest lepszym czy gorszym mężczyzną. To nie ma wpływu na męskość. Jak widzę dziewczynę ubraną w jakiś sposób, to też nie mówię, że jest mniej kobietą albo że jest babochłopem.

Zrobiłeś też eksperyment z Tinderem, podszywając się przez jakiś czas pod dziewczynę. Rezultaty chyba cię zaskoczyły…
Jestem blisko startupów i środowiska technologicznego, siłą rzeczy dowiedziałem się, że jest taka apka i w Stanach robi szał, więc się nią zainteresowałem. Kiedy stała się bardziej popularna w Polsce usłyszałem, że to wirtualny burdel i że chodzi tam tylko o seks. Mówiły to najczęściej osoby, które nigdy jej nie używały, tylko gdzieś o tym usłyszały, więc tym bardziej chciałem sprawdzić, czy jest tak naprawdę. Użyłem konta mojej znajomej i udawałem, że jestem kobietą. Flirtowałem z mężczyznami. Na 60 osób tylko 2 napisały, że chodzi im tylko o seks. Reszta to byli goście, którzy chcieli po prostu kogoś poznać. Nie chodziło im tylko o jednorazowe spotkanie, chcieli być z kimś związku. To zburzyło stereotyp, że wszyscy zakładają Tindera z myślą o seksie. Zresztą, to potwierdza doświadczenie kilku moich koleżanek, które znalazły sobie tak facetów i są z nimi już od dłuższego czasu.

W przyszłości chcesz zostać jednak pisarzem…
Bloga traktuję jako naukę konstruowania dłuższych wypowiedzi. Moim planem docelowym było i wciąż jest pisanie książek. Potrzebowałem okazji, żeby się rozpisać i dopracować warsztat, bo wiedziałem, że stworzenie książki nie będzie takie łatwe. Napisanie tekstu na 6 tysięcy znaków, a napisanie książki na 300 stron, to dwie zupełnie różne rzeczy.

Stay Fly

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra

Tagged:
spoleczenstwo
jan favre