10 rzeczy, które powinieneś wiedzieć o julii marcell

Julia właśnie rusza w trasę ze swoim nowym albumem – oto, co musisz wiedzieć, nim wybierzesz się na jej koncert.

tekst i-D Staff
|
25 Marzec 2016, 8:15am

zdjęcie: sonia szóstak

Zawsze chodzi własnymi ścieżkami i za to ją cenimy. Do tej pory mieszkała w Berlinie i nagrywała po angielsku, ale wróciła do Polski, bo poczuła, że w ojczystym języku najlepiej będzie jej opowiedzieć o otaczającym świecie. Niedawno wypuściła album „Proxy", a my przy okazji odkrywamy rzeczy, które koniecznie powinieneś wiedzieć o Julii.

nigdy nie potrafiła usiedzieć w miejscu
Od dziecka majstrowałam jakieś teatrzyki, kabarety, czy zespoły. Musiałam występować, scena mnie wzywała (śmiech). Nie wiem, co takiego jest w muzyce, ale bardzo silnie na mnie działała od początku. Nie potrafię usiedzieć bez wymyślania i tworzenia. Pomysły mielą się w mojej głowie prawie non stop.

dlatego bierze sprawy w swoje ręce
Po prostu wciąga mnie takie całościowe myślenie o płycie, o teledyskach, o wizerunku, dla mnie to są elementy jednej układanki. Pasjonuje mnie to i pozwala na niezależność artystyczną, która jest dla mnie bardzo ważna. Odczuwam, że kobietom ciągle jest trudno być sobie sterem żeglarzem i okrętem w tej branży, widzę, że taki styl działania jak mój spotyka się jeszcze ze zdziwieniem. A z drugiej strony znam mnóstwo dziewczyn, które piszą, nagrywają, produkują, menadżerują same sobie. Myślę, że to fantastyczne!

wyraża swój niepokój życiem w „świecie Ikei"
Mam wrażenie, że skręcamy w dziwnym kierunku jako cywilizacja. Na pewnych płaszczyznach nawet trochę się cofamy. Człowiek mógłby pomyśleć, że w erze informacji takie rzeczy jak brak tolerancji wobec inności będą odchodzić do lamusa, a tu proszę. Myślę, że w takim rozbuchanym konsumpcjonizmie jest pułapka. Że mieć, aby być jest dla nas klatką i świadczy o tym, że zabrnęliśmy w ślepy punkt.

a w kawałku „Andrew" zwraca uwagę na naszą samotność
Samotność staje się plagą naszych czasów. Być może za dużo chcemy, za dużo oczekujemy, w świecie, w którym wszystko jest customizowane, przestajemy mieć cierpliwość dla odrębności drugiego człowieka. Przestajemy siebie rozumieć.

cieszy się, że wróciła z Berlina do Warszawy 
Berlin ma w sobie na pewno dużo luzu, trochę punka, daje poczucie, że właściwie możesz robić, co chcesz i kiedy chcesz, nie ma ciśnienia. Ale czasem takie ciśnienie też jest fajne. Dla mnie takim miejscem z ciśnieniem jest Warszawa. Fajnie, że mogę być i tu i tam. W Berlinie ciągle jeszcze dużo siedzę, ale odkrywam coraz bardziej Warszawę, gdzie przyjechałam przy okazji tworzenia nowej płyty i dostałam dużego kopa inspiracji. W Warszawie czuć świeżą energię, dużo się ostatnio dzieje, powstają nowe fajne miejsca, inicjatywy artystyczne, coś wisi w powietrzu. Czuję, że mnie to wciąga.

pisanie po polsku okazało się dla niej świetną zabawą
Stwierdziłam, że skoro mam pomysł, żeby zrobić płytę po polsku, to muszę tu być i podsłuchiwać. Polski był wyzwaniem dla mnie i odkryciem. Poczułam, że chcę pisać o tym, co mnie otacza, o mojej rzeczywistości, o niepokojach i obserwacjach i chcę to zrobić porządnie, dotknąć tematów odpowiednio głęboko. Oczywiście na tyle, na ile zmieści to forma piosenki popowej. Po angielsku to nie brzmiało, po angielsku było sztucznie, nie mogłam się tak bawić słowami, przemycać perełek polskiej popkultury.

podobnie, jak filmy Tarantino, któremu zadedykowała nawet kawałek
Uwielbiam Tarantino jako reżysera, świetnie się bawi popkulturą. Nie ma też oporów, żeby pokazywać przemoc w bardzo widowiskowy sposób. W piosence „Tarantino", która jest o stereotypach, występuje właśnie jako hasło, odnośnik. Bardzo lubię reżyserów, którzy są mocno wizualni, ale też nie boją się przerysowania, odrealnienia, którzy kreują własne światy takich, jak Terry Gilliam, David Lynch, Tim Burton czy Stanley Kubrick.

chociaż ma też prawdziwie geekowe zajawki
Jestem wielką fanką „South Parku", uwielbiam „Gwiezdne Wojny", a moim ulubionym filmem wszech czasów jest „Hedwig and the Angry Inch", znam go na pamięć.

zdążyła nawet napisać muzykę do filmu
Muzyka do filmu „Jak całkowicie zniknąć?" Przemka Wojcieszka pisała się bardzo organicznie, właściwie przez cały procesu powstawania filmu. Jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć Przemek poprosił mnie o dwa utwory, potem część filmu była montowana do nich, a część muzyki powstawała do skończonego filmu, na etapie montażu lub po. Bardzo mi się ten proces podobał. Myślę, że dużo się nauczyłam przy tej współpracy.

jej najnowszy album to kontynuacja ścieżki, którą idzie od dłuższego czasu
Muzycznie album „Proxy" był określony w Berlinie i wyniknął poniekąd z naszych poszukiwań po ostatniej płycie i trasie koncertowej. To wszystko było naturalnym rozwinięciem pomysłów z „Sentiments", tylko w znacznie lżejszym wydaniu. Tym razem postawiliśmy na popowe melodie, bujające groovy, rytmiczną gitarę i mięsisty bas, elektronika pojawiła się zupełnie na końcu, jako dodatek i dla mnie zupełnie nie jest tym, co definiuje ten album muzycznie. Zwłaszcza, że użyliśmy raczej analogowych brzmień klawiszy, szliśmy za naturalnym rytmem piosenki.

@Julia Marcell

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Zdjęcie: Sonia Szóstak

Tagged:
proxy
muzyka
Julia Marcell